Zmęczenie żużlowe. A gdyby był karambol?

Trzeba przyznać, że działacze żużlowi niesamowicie ryzykowali godząc się, by w jednym dniu zawodnicy startowali w dwóch różnych imprezach - Pucharze Świata i derbach Pomorza.
Ryzykowali przede wszystkim zdrowiem żużlowców. Aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby na torze - np. na skutek zmęczenia - doszło do groźnego karambolu. Z drugiej strony, co ma robić kierownictwo Speedway Ekstraligi czy szefowie klubów?

Pogoda coraz częściej psuje szyki, kalendarz startów jest napięty, wolnych terminów brak. A przecież derby Pomorza to zawody, które podnoszą ciśnienie kibiców, ludzie czekają na nie cały rok.

Na szczęście w niedzielnym toruńsko-bydgoskim pojedynku wszystko skończyło się pomyślnie. Mecz - późno, bo późno - ale się odbył. Na torze panował ład i porządek, czyli kolejny raz przewagę miał Unibax i zwyciężył w przekonywującym stylu. Widzowie - i ci kulturalni, i ci mniej - gardeł nie żałowali. Grosza na bilety też. Motoarena była zapełniona po brzegi.

I tylko warto zwrócić uwagę na jedną sprawę. Toruński bohater ostatnich dni, Adrian Miedziński, po tym wyczerpującym dniu powiedział wprost, że marzy już tylko o kilkunastu godzinach snu i kilku dniach odpoczynku od żużla.

A tym, którzy z różnych przyczyn nie mogli obejrzeć niedzielnych derbów, tegoroczny sezon sprawi prawdopodobnie kolejną niespodziankę. Wszystko wskazuje na to, że w ćwierćfinale Ekstraligi obie ekipy znów się zmierzą ze sobą. Bez kalkulacji. Znów będą derby, a emocje - jeszcze większe.