Żużlowe zwroty, czyli jak Polacy mistrzami zostali

Torunianin Adrian Miedziński w finale Drużynowego Pucharu Świata jeździł, wygrywał, czekał, mókł, upadał na tor, nerwowo naprawiał maszynę. Wątpił, irytował się. A na koniec cieszył. Miedziński z polską reprezentacją zdobył złoto po najbardziej dziwnych zawodach żużlowych ostatnich lat.
Przedziwnych, bo pełnych zwrotów akcji. I to nie tylko na torze.

Sobotni wieczór. Nad Lesznem przechodzi nawałnica. Finał Drużynowego Pucharu Świata najpierw staje pod znakiem zapytania, a później jest definitywnie przełożony. Na torze pełnym błota uwijają się osoby w kombinezonach, ale bez skutku - nie da się tam jeździć. Cały żużlowy weekend staje do góry nogami. Kiedy rozegrać finał, skoro terminarz zawodników jest napięty do granic możliwości? Wieczorna decyzja: turniej w niedzielę o g. 11.



Od smutku do euforii

Ale rano też pada. Pojawia się nawet plotka, iż zawody będą przełożone na poniedziałek. Ale ostatecznie o nietypowej niedzielnej porze żużlowcy zaczynają rywalizację. Nawet nie wiedząc, jak w niej wszystko się będzie zmieniać.

Tak, jak w Lesznie w ciągu kilku godzin było słońce i opady, które przerwały zawody na godzinę, tak i wyniki zmieniały się niczym ktoś decydowałby o nich podrzucając kostką. Najpierw euforia wśród Szwedów - po pierwszej serii startów prowadzili, na pięć wyścigów wygrali trzy. Byli najlepiej dopasowani do mokrego toru, najskuteczniej walczyli na pierwszym łuku. Faworyzowani Polacy i Australijczycy - tuż za nimi. Rosjanie, którzy w półfinale niespodziewanie zwyciężyli? Jedynie statyści - tło dla trzech pozostałych reprezentacji.

Ale później - zwrot akcji numer 1. Okres między 11, a 16 wyścigiem jest w Lesznie jak małe trzęsienie ziemi w teoretycznie ustalonej już klasyfikacji. Ci, którzy widzieli podium złożone z Australijczyków, Polaków i Szwedów nie wierzą. Najpierw doskonały w niedzielę Emil Sajfutdinow jako joker zdobywa 6 punktów dla Rosji i zmniejsza ogromne straty. Później jeszcze Grigorij Łaguta dojeżdża na metę jako drugi, a Renat Gafurow - choć to wydaje się niewiarygodne - pokonuje Jasona Crumpa! Kolejny start Sajfutdinowa - kolejne zwycięstwo. Ostatni cios Rosjan to jeszcze popisy Łaguty (przed Adamsem) i Gafurowa (pokonuje Fredrika Lindgrena i Chrisa Holdera, jest tylko za Jarosławem Hampelem). To wystarcza, by nagle najgorszy zespół finału awansował na drugą pozycję i miał nawet realne szanse na zwycięstwo!



Dwie dziury w polskim składzie

W tym samym czasie w obozie Polaków konsternacja. Trener Marek Cieślak chwilami patrzy na tor, jakby próbował zaczarować rzeczywistość. Bez skutku. Ma perfekcyjnego Jarosława Hampela, nieźle spisujących się Krzysztofa Kasprzaka i Miedzińskiego. Oraz dwie potężne dziury w składzie - Piotra Protasiewicza i Tomasza Golloba. Szczególnie ten ostatni jeździ koszmarnie, nie radzi sobie z torem. I takimi rywalami jak Troy Batchelor, Antonio Lindbaeck.

Na pięć biegów przed końcem kolejna ulewa przerywa zawody. Poważnie rozważane jest zakończenie finału z dotychczasowymi wynikami zespołów - wygraliby Australijczycy. Nic dziwnego, że ci protestują przeciwko wszelkim próbom dokończenia finału. Ale pozostali chcą jeździć.





Gollob bohaterem

W końcówce dochodzi do zwrotu akcji nr 2. Polacy nie wyglądali na zespół, który może jeszcze walczyć o złoto. Raczej o brąz, może srebro. Ale wtedy dwa świetne biegi ma Hampel. Najpierw jest drugi - jako joker. W przedostatnim wyścigu wygrywa, a ostatni jest Batchelor. To oznacza, że Polska i Australia znów mają tę samą liczbę punktów - po 41. O wszystkim nagle decyduje ostatni wyścig.

Ale w nim Gollob. Bez formy, bez punktów, powolny jak nigdy. A w ekipie Australii - lider. Adams, znający tor w Lesznie, jak własne mieszkanie. I z 10 pkt. - jak ma walczyć z nim Gollob, który ledwo uzbierał 3?

Ale start Polaka jest imponujący. Pędzi do mety, zdziwiony Adams nic zrobić nie może. Polacy zdobywają złoto.

Również torunianin. Dla Miedzińskiego to największy sukces w karierze. Świętował krótko. Kiedy Gollob dojeżdżał do mety była 15.31. Miedziński miał w tym momencie zaledwie 5,5 godz. na to, by zebrać maszyny, dojechać do Torunia, przygotować się do meczu z Polonią. I odpocząć.



Wyniki:

1. Polska - 44 pkt. Kasprzak 10 (3, 1, 1, 3, 2), Protasiewicz 3 (1, 2, w, 0, -), Hampel 18 (3, 3, 2, 3, 4, 3), Gollob 6 (1, 2, 0, 0, 3), Miedziński 7 (w, 3, 1, 2, 1).

2. Australia - 43 pkt. Watt 5 (2, 1, 0, 1, 1), Batchelor 4 (0, 1, 1, 2, 0), Adams 12 (2, 3, 3, 2, 2), Holder 10 (2, 3, 3, 0, 2), Crump 12 (2, 2, 2, 3, 3).

3. Szwecja - 36 pkt. Davidsson 4 (0, 1, 2, 1, 0), Lindgren 9 (3, 3, 2, 1, 0), Lindbaeck 7 (1, 2, 0, 1, 3), Jonsson 11 (3, 0, 1, 6, 1), Ruud 5 (3, 0, 1, 1, 0).

4. Rosja - 35 pkt. Gafurow 7 (1, 0, 3, 2, 0, 1), Sajfutdinow 18 (2, 2, 6, 3, 2, 3), Poważnyj 1 (0, 1, -, 0, -), Gizatulin 0 (0, 0, w, -), Łaguta 9 (1, w, 2, 3, 1, 2).