Żużel: Polacy faworytami Drużynowego Pucharu Świata

Polacy i Australijczycy mieli być faworytami sobotnich zawodów Drużynowego Pucharu Świata na żużlu. Z powodu ulewy zostały one jednak przełożone na niedzielny poranek. Niestety, w niedzielę w Lesznie znowu padało. Nowy start zawodów zaplanowano początkowo na godz. 11 w poniedziałek, jednak potem organizatorzy wycofali się z pomysłu, gdyż nad Lesznem nagle wyszło słońce i tor zaczął szybko wysychać
Żużlowy maraton Jonssona »

Sędziowie myśleli o przeniesieniu zawodów na późniejszą godzinę w sobotę, aura jednak na to nie pozwoliła. Zdecydowano zatem o rozegraniu ich w niedzielę o godz. 11. Jak to możliwe, zastanawiali się kibice żużla, skoro jeszcze tego samego dnia po południu miała zostać rozegrana kolejka ligowa.

Dlatego też sędziowie, zawodnicy i kibice byli zdeterminowani i chcieli zrobić wszystko, żeby zawody odbyły się jak najwcześniej. Planowano start już od godz. 10, jednak ulewa ponownie na to nie pozwoliła. Sędziowie chcieli przełożyć rozpoczęcie o kolejną godzinę, ale szybko zdecydowano o przełożeniu zawodów na godz. 11 w poniedziałek. Nagle zaczęło się jednak przejaśniać i tor zaczął szybko wysychać, a więc szybko odwołano decyzję o przeniesieniu zawodów na poniedziałek.

Nie rozwiązuje to jednak do końca kłopotów logistycznych związanych z rozegraniem kolejek ligowych.

W finale w Lesznie Polacy powalczą z Australijczykami, Szwedami i Rosjanami. Właśnie gospodarze i Australijczycy są faworytami - nawet mimo, że w pierwszym półfinale zwyciężyli niespodziewanie żużlowcy ze wschodu. Ale czy Emil Sajfutdinow, Denis Gizatulin, Renat Gafurow czy Grigorij Laguta są w stanie wygrywać wyścig za wyścigiem również w finale?

Sajfutdinow - tak. Rosyjski żużlowiec już w cykly Grand Prix pokazuje, że wdarł się do grona najlepszych zawodników świata. Ale sam Drużynowego Pucharu nie zdobędzie. A o wsparcie pozostałych zawodników tak duże, jak kilka dni temu, dziś będzie trudno.

Bardzo duże są szanse Polaków - Tomasza Golloba, Piotra Protasiewicza, Adriana Miedzińskiego, Jarosława Hampela, Krzysztofa Kasprzaka i rezerwowego Rune Holty. Wyrównany skład powoduje, że zespół Marka Cieślaka bardzo rzadko ma nieudane wyścigi. Nawet przy przeciętnej jeździe Tomasza Golloba - tak było w półfinale - Polakom udało się pokonać teoretycznie najsilniejszych na świecie Australijczyków. Doskonale w reprezentacji czuje się Miedziński. Torunianin nawet mimo przegrywanych startów, imponująco walczy na torze. - Jego wyniki są odpowiedzią tym, którzy dziwili się, iż go powołałem - mówi Cieślak. Miedziński przyznaje: są szanse na zwycięstwo. - W półfinale jeździliśmy spokojnie, swobodnie. I to dało dobre efekty. Dlaczego teraz nie mielibyśmy tego powtórzyć? - mówi. Eksperci typują go nawet na przyszłą polską gwiazdę żużla i następcę Tomasz Golloba.

Polską szansą na pokonanie Australijczyków jest ich osłabienie. Najpierw Ryana Sullivana, który walczył w półfinale, zastąpił Adam Shields. Ten, jako żużlowiec Unii, tor w Lesznie zna doskonale - pokazał to m.in. w meczu ligowym z Unibaksem. Ale ze względu na kontuzję, w finale zastąpi go Troy Batchelor - to bez wątpienia zawodnik o mniejszym doświadczeniu niż Shields.

Drużynowe mistrzostwo w ub. roku zdobyli Duńczycy - tym razem nie awansowali do finału.

Wyniki barażu

1. Australia - 51 pkt.

Punkty: Watt 11 (3, 3, 2, 1, 2), Shields 4 (1, 1, 2, 0, u), Adams 11 (3, 2, 2, 1, 3), Holder 11 (3, 2, w, 3, 3), Crump 14 (3, 3, 3, 3, 2).

2. Szwecja - 39 pkt.

Punkty: Lindbaeck 10 (0, 1, 3, 1, 3, 2), Ruud 2 (0, 1, 1, 0), Lindgren 8 (2, 2, 0, 2, 2), Davidsson 3 (2, 0, 1, 0), Jonsson 16 (2, 2, 3, 3, 0, 6).

3. Wielka Brytania - 35 pkt.

Harris 9 (1, 3, 2, 1, 2, 0), Richardson 17 (3, 3, 6, 1, 2, 2), Bridger 0 (d, t, 0), King 1 (0, 0, 1, 0), Woofinden 8 (0, 2, 2, 2, 1, 1).

4. Dania - 34 pkt.

Punkty: Hougaard - 6 (2, 1, 0, 2, 1), Klindt 6 (2, 1, 0, 0, 3), Iversen 4 (1, 0, 1, 1, 1), Andersen 1 (1, 0, 0, 0), Bjerre 17 (1, 3, 3, 6, 3, 1).

Ciekawy weekend na żużlu »