Stawiajmy muzeum, ożywi toruński stadion

Pomysł Ryszarda Kruka i LOT-u jest świetny. Niewielkim kosztem można zrobić coś naprawdę wyjątkowego. Kto temu nie pomoże, nie czuje tego, jak dziś promuje się sport.
Motoarena jest piękna, pachnie jeszcze nowością i... stoi nieużywana. Tak, nieużywana.

Mecz raz na dwa tygodnie, jakieś zawody młodzieżowe, na które przyjdzie 50 osób i rodzice juniorów, treningi w kameralnym gronie. Mało. Koncertów, imprez plenerowych zorganizować tam się nie udaje. Więc zróbmy z Motoareny faktyczną wizytówkę polskiego, albo i światowego żużla. Koniecznie - z muzeum.

Ryszard Kruk przywołuje przykład Barcelony i Camp Nou. Słusznie. Byłem tam w dniu powszednim, wydawało się, że tłumów nie będzie. Akurat.

Muzeum Camp Nou w pewien sierpniowy, zwykły dzień były wypełnione jak na meczu. Ludzie z wypiekami oglądali stare stroje zawodników, zdjęcia z archiwum, popękane piłki, które najlepsze lata miały pół wieku temu. Wielkie poruszenie wywoływała u kibiców - z całego świata - kilka zrekonstruowanych pomieszczeń. Szatnia z lat 30? Magia. Gabinet lekarski - podobnie. Miniatury poprzednich stadionów Barcelony? Dzieciaki fotografowały je ze wszystkich stron.

Nie mówię, że Motoarena i żużel przyciągnie tyle osób, ile Camp Nou i piłka nożna, nie jestem naiwny. Ale dlaczego nie wystawić starych motocykli, pokazać programów żużlowych z lat 70. Dlaczego nie zrobić miniatury stadionu przy ul. Broniewskiego? Dlaczego nie puszczać np. historycznych nagrań radiowych z najważniejszych wyścigów w historii miejskiej drużyny?

Takie muzeum - ale interaktywne, żywe, z pomysłami - będzie sukcesem.