Kubeł lodu na głowach żużlowców Unibaksu

- Tak, to była klęska. Kompromitacja. Kary? Nie będę robił z siebie pośmiewiska - mówi po koszmarnym meczu żużlowców Unibaksu w Lesznie i porażce aż 28:62 prezes mistrzów Polski
Rozmowa z Wojciechem Stępniewskim

Paweł Rzekanowski: Klęska, żenada, kompromitacja? Które słowo najlepiej pasuje do wyniku z niedzieli?

Wojciech Stępniewski: Coś w tym jest, do 28 pkt nie wypada przegrywać... Nikt nie ma recepty na wygrywanie, nawet Nicki Pedersen zwyciężał sezon za sezonem. Aż w końcu się to kończy. Nie jest tak, że ciągle będziemy zwyciężać, porażki są wliczone w sport. Ale oczywiście nie w takim rozmiarze. Klęska, kompromitacja - tak. Najgorsze jest to, że dotyczy to całej drużyny.

Co się stało, że zespół był - bez wyjątku - tłem dla gospodarzy?

- Według mnie wszystkie czynniki odgrywają rolę. Chris Holder jest moim zdaniem przemęczony, Adrian Miedziński - to samo. Także zmęczony, ma mnóstwo zawodów. Eliminacje mistrzostw świata, turnieje takie i owakie, teraz Szwecja... Poza tym zwyczajnie dopadł nas kryzys. Mniej więcej w tym samym czasie co rok temu.

20 lipca 2008 r. była gigantyczna porażka ze Złomreksem Częstochowa na swoim torze.

- Widać, że jest jakaś prawidłowość. Zawodnicy są naładowani przez cały sezon, aż w pewnym momencie przychodzi kryzys. Gdzieś ciśnienie schodzi, przychodzi za to kubeł zimnej, a wręcz lodowatej, wody. I wraca to do normalnego poziomu.

A nie jest tak, że po prostu w Toruniu aspiracje i oczekiwania są zbytnio rozbudzone? Przed sezonem mówiło się: Unibax to drużyna na miejsca 1-3, Unia Leszno jest głównym faworytem ligi. Później zaczęła się seria zwycięstw, gorsze wyniki Unii, więc nadzieje były maksymalnie rozbudzone. A wynik z Leszna może po prostu pokazuje, jaka jest różnica między drużynami?

- Bez wątpienia Unia jeździ teraz lepiej niż w poprzedniej rundzie. Widać, że swój kryzys przezwyciężyła. Gorzów jeździ lepiej, Zielona Góra zaczyna być coraz groźniejsza. Natomiast my przed sezonem, jako zarząd klubu, nie mówiliśmy nigdy, że jedziemy po pewne mistrzostwo Polski. Fajnie jest wygrywać, ale trzeba też umieć przełknąć gorycz porażki. Mnie tylko boli styl, w jakim przegraliśmy.

Zarząd klubu będzie wyciągał wobec zawodników jakieś konsekwencje?

- Ale jakie? Co tu można wyciągać? Nie będę robił z siebie pośmiewiska. Nie będę mówił jak prezes - nie powiem nazwiska - jednego z klubów, że wyrzucę za chwilę wszystkich, a w ich miejsce wstawimy juniorów. To nie o to chodzi. Wszyscy razem muszą coś zrozumieć. Dla mnie w niedzielę ewidentnie nie byli "wpasowani" w tor w Lesznie.

A więc nie będzie np. kar finansowych?

- Nie. Kary finansowe można dać komuś np. za złe zachowanie. W sytuacji, kiedy ktoś ma kryzys, trzeba mu po prostu pomóc.

Karą finansową będzie to, że na tym meczu zawodowcy właściwie nie zarobili?

- Dokładnie tak. U nas nie ma ryczałtów za starty w meczach. Prosta zasada: nie pojechałeś - nie zarobisz. Tylko że jest jeszcze jedno. Poza sprawami finansowymi pamiętajmy także o ich ambicjach. To nie są zawodnicy przyzwyczajeni do tego, by przegrywać.

Dlaczego po niedzielnym meczu ci, którzy najbardziej zawiedli - Holder i Ryan Sullivan - nie poszli pożegnać się z grupą kibiców z Torunia, która była na meczu?

- Faktycznie, nie było ich. Nie jechali w biegach nominowanych, więc siedzieli już w swoich busach. A poza tym wszyscy - tak podejrzewam - chcieliby się wtedy zapaść pod ziemię. A że nie jechali w nominowanych, skorzystali z okazji i poszli się przebrać do szatni.

Dla klubu szczęściem w nieszczęściu jest to, że najbliższe spotkanie w Toruniu to derbowy mecz z Polonią Bydgoszcz. Gdyby to był pojedynek np. z Wybrzeżem Gdańsk, na trybunach byłyby prawdopodobnie pustki. Jak kibice zareagują na taki wynik z Leszna?

- Ja jestem wbrew pozorom bardzo zadowolony. Poszliśmy wczoraj do sektora toruńskich kibiców i podtrzymali nas na duchu. Kibic powinien być z zespołem na dobre i na złe. Przecież specjalnej tragedii nie ma - są jeszcze mecze play-off, nie tracimy szansy na dobry wynik. Sytuacja jest analogiczna do tej sprzed roku. Wtedy przegraliśmy z Częstochową u siebie i była faktycznie kompromitacja. A później pojechaliśmy do Zielonej Góry i tam Falubaz został wyraźnie pokonany. Może tak będzie teraz w Gorzowie? Ten kryzys i tak musiał kiedyś nadejść. Ja się tylko cieszę, że teraz, a nie w play-off.