Sport.pl

Ząbik o swojej karierze: - Błędy, presja. Zbłądziłem

Popełniałem błędy, wytwarzałem presję. Wmawiałem sobie, że muszę zdobyć wiele punktów, awansować do Grand Prix. To było błędem - mówi o swojej przeszłości Karol Ząbik.
Jeszcze niedawno był wielkim talentem toruńskiego klubu. Teraz, po najgorszym sezonie w karierze, ma w I lidze odbudować formę. Ale czy starty w Ostrowie rzeczywiście mają sens? Karol Ząbik wystąpił w siedmiu meczach drużyny KM Lazur. W 36 biegach zdobył 70 punktów i 3 bonusy co daje mu średnią 2 pkt, na wyścig. To 11. wynik w I lidze. Lepsi od Ząbika są m.in. Rafał Trojanowski, Ronnie Jamroży czy też Maksim Bogdanovs.



Filip Łazowy: Jest pan zadowolony z wyników w I lidze?

Karol Ząbik: Przede wszystkim nie ma już bezsensownych upadków i kontuzji, tak jak w poprzednich latach. Wtedy mniej myślałem na torze, dzisiaj jest inaczej. Uczę się od najlepszych. Patrzę jak jeżdżą Leigh Adams i Tomasz Gollob. Ten ostatni w Toruniu pokazał, jak walczyć. Każda jego akcja była przemyślana. Staram się robić podobnie, dlatego trzeba więcej myśleć na torze. Pomaga mi w tym mój tata oraz Ryszard Kowalski i Ryszard Małecki. Wskazują błędy i wspólnie szukamy jak najlepszych rozwiązań. Nie mogę narzekać na sprzęt, który jest świetnie przygotowany przez mechaników. Małymi kroczkami idę do przodu.

Nawet mimo 11. średniej w I lidze i tego, że zespół z Ostrowa zamiast walczyć o awans będzie musiał bronić się przed spadkiem?

- Ja na to tak nie patrzę. Moim celem nie jest uzyskanie średniej np. 2,3 pkt. na bieg. Chcę jeździć coraz pewniej, by moje ataki na torze były bardziej przemyślane. Z czasem przyjdą wtedy też lepsze wyniki. W poprzednich sezonach popełniałem błędy, wytwarzałem wokół siebie sztuczną atmosferę. Wmawiałem sobie, że muszę zdobyć tyle punktów, wywalczyć awans do Grand Prix. Później zrozumiałem, że było to błędem. Co do zespołu, to jeszcze za wcześnie na oceny. Mieliśmy trochę pecha - porażki w Rzeszowie i u siebie z RKM Rybnik były na własne życzenie, zabrakło nam trochę szczęścia. Nie było to winą trenera Jana Grabowskiego, którego bardzo szanuję. To my zawodnicy jeździmy na torze i zdobywamy punkty. Kto mógł przypuszczać, że kontuzji dozna Patryk Pawlaszczyk, a Chris Harris będzie tak zawodził? Ja sam mogłem zdobyć parę punktów więcej.

Jest pan zaskoczony tym, że Unibax jest niepokonany?

- Już przed sezonem twierdziłem, że liderem toruńskiej drużyny będzie Chris Holder. Niektórzy obawiali się jego przejścia z juniora na pozycję seniora. Znam go, byłem pewien, że sobie poradzi. Duży wpływ na to ma jego mentalność. Stojąc przed taśmą nie zastanawia się, kto jest jego rywalem i że musi wygrać. Po prostu chce pojechać jak najlepiej, a ściganie sprawia mu ogromną frajdę. Z takim podejściem już przed startem jest wygrany. Pamiętam jak ja kiedyś "napinałem" się na pojedynki m.in. z Tomaszem Gollobem. Kiedy do meczu z Unią Tarnów był jeszcze tydzień, ja już o tym myślałem. Starałem się szukać jakichś nowych rozwiązań. Zakładałem, że muszę zdobyć jakąś ilość punktów. To był błąd. Do zawodów powinienem podchodzić bardziej rozluźniony. Taki styl bycia mają właśnie Australijczycy. Podobnym typem zawodnika do Holdera jest Darcy Ward. Oni naprawdę mają taką mentalność do uprawniana sportów motorowych, że wszyscy mogliby się od nich uczyć. Poza tym zanim rozpoczęli jazdę na żużlu to rywalizowali na mniejszych motorach. Najpierw takich o pojemności 50 cm sześciennych, a później o pojemności 125 cm. Ich przejście to żużla było łagodniejsze.

Świetnie w Unibaksie spisuje się Adrian Miedziński. Kiedy wspólnie jeździliście jako juniorzy w Toruniu to pan był postrzegany jako ten trochę lepszy i bardziej utalentowany.

- Adrian w tym sezonie jest rewelacyjny. Wystarczy popatrzeć na jego średnie w tym roku. Poza tym ma też dużo punktów bonusowych, co świadczy o tym, że jeździ zespołowo. Bardzo się cieszę, że Miedziński spisuje się tak doskonale. Dziś wiem, że ja gdzieś zbłądziłem, a on nie. Adrian szedł do przodu małymi kroczkami, bez dodatkowych obciążeń. Nie stawiał sobie wygórowanych celów na samym początku. Ja tak robiłem i wiem, że to mi nie pomagało. Dlatego teraz muszę powoli się odbudowywać. Sezon pokazuje, że droga obrana przez niego była słuszna.

Rozmawiał Filip Łazowy