Sport.pl

Szef koszykarzy Anwilu: - Henderson? Ulubieniec!

Anwil będzie się poruszał w realiach w jakich może. Niezależnie od tego, jakie ktoś inny ma apetyty. Jeśli wśród ?anonimusów? z internetu są biznesmeni, niech przyjdą do klubu, wyłożą pieniądze, zakontraktują jakiegoś zawodnika. Może któregoś z tych, których wymieniają - mówi prezes koszykarzy Anwilu Włocławek.
Rozmowa ze Zbigniewem Polatowskim

Anwil Włocławek po zdobyciu brązowych medali w ekstraklasie zaczyna budowę nowego składu. Szykuje się wariant oszczędnościowy.

Paweł Rzekanowski: Często śledzi pan dyskusyjne listy internetowe i fora pełne kadrowych życzeń kibiców?

Zbigniew Polatowski: Nie, w ogóle nie czytam stron internetowych, które nie są oficjalne przez kogoś firmowane. Nigdy tego nie robiłem, nie robię i nie będę robił. Nie interesuje mnie to.

Może dlatego, że jest pan na nich często krytykowany?

- Robię to, co robię. Myślę, że przyzwoicie - wyniki o tym świadczą.

Ilu zawodników z dotychczasowego składu zostanie w Anwilu? Liderzy - Łukasz Koszarek i Paul Miller - są raczej poza zasięgiem finansowym klubu.

- Nie mogę tego powiedzieć. Jak każdy zawodnik, po świetnym sezonie, szukają sobie lepszych klubów - grających na wyższym poziomie i z pokaźniejszymi budżetami. Natomiast wiem, że na dziś nie mają klubów, które by ich zadowalały. Może co do finansów - tak. Ale co do poziomu, organizacji - już nie. Niczego nie podpisali, nie podjęli żadnych zobowiązań co do przyszłości. Kontrakty u nas mają na razie zawodnicy młodzi - Bartłomiej Wołoszyn, Marek Piechowicz, Kamil Michalski i inni juniorzy.

O ile trzeba podwyższyć kontrakcy Koszarka i Millera, by ich zadowolić?

- To zależy, ilu będzie kupców. Jeśli będzie wielu, to mogą zarobić i dwa razy więcej niż u nas (sumy kontraktów to tajemnica handlowa, zawodnicy mieli wynagrodzenia na poziomie kilkudziesięciu tys. zł miesięcznie - red.). A może i więcej niż dwa? Natomiast jeśli nie będzie chętnych, to mogą zostać na tych samych warunkach. Taki jest rynek.

Qyntel Woods, gwiazda ligi, zapewnił mistrzostwo Polski Asseco/Prokomowi Sopot. Anwil byłoby stać na takiego gracza?

- Możliwe jest wszystko. Można wziąć Woodsa i dodać mu juniorów - wtedy będzie w zespole. Natomiast trzeba się kierować zdrowym rozsądkiem. Tak gospodarować budżetem, który mamy, by kolejny raz zbudować zespół na miarę pierwszej czwórki.

W dwóch poprzednich sezonach Anwil miał kontrakt z Gerrodem Hendersonem - świetnym rozgrywającym, ale za każdym zwalnianym po udowodnieniu mu stosowania zabronionych używek. Gdyby teraz wpłynęła do klubu jego oferta, powiedziałby pan "tak", "nie", czy może "przemyślę to"?

- Uderzył pan w mój słaby punkt.

Dlaczego?

- Najbardziej słaby. To jest mój najbardziej ulubiony obcokrajowiec, jaki kiedykolwiek grał u nas. I na pewno bym się bardzo zastanowił nad nim.

Czyli teoretycznie Henderson może znów starać się o miejsce w Anwilu?

- De facto kara zawieszenia kończy mu się za rok i trzy miesiące. Do tej pory w zwyczaju jest tak, że po upłynięciu połowy okresu zawieszenia, zawodnikowi karę darowano. I myślę, że tak samo będzie i tym razem. Natomiast na dziś nie bierzemy pod uwagę możliwości jego gry w naszym klubie.

Anwil będzie budował zespół według schematu Kotwicy Kołobrzeg z minionego sezonu? Czterech debiutantów po amerykańskiej lidze akademickiej, młodzi Polacy? To Kotwicy wystarczyło do zdobycia Pucharu Polski i bardzo dobrych wyników w lidze.

- Pan ma chyba u mnie w gabinecie jakiś podsłuch.

Nie.

- Albo któryś z moich pracowników coś panu doniósł.

Dlaczego?

- Wkurzyłem się. Pan wie, co chcemy zrobić. Jeśli dojdzie do porozumienia z trenerem Igorem Griszczukiem, to zaplanowałem jego wyjazd - i Huberta Hejmana (kierownik zespołu - red.) - na ligę letnią do Las Vegas i na camp Mike'a Harta, dobrze znanego menedżera, by poszukać tam właśnie takich zawodników. Nie wiem, jak to się skończy, ale w naszych głowach jest pomysł, by sprowadzić kilku Amerykanów, uzupełnić ich Polakami i jednym, co najwyżej dwoma, zawodnikami z Europy.

Tylko, że wcale nie ma pewności, że Anwil poprowadzi Griszczuk. Mówi się, że ma konkurencyjne oferty.

- Ja przecież nie będę przebijał propozycji dla niego. Jeśli ma np. ofertę z Rosji, to nie mamy w ogóle o czym rozmawiać - na to klubu nie stać. Anwil będzie się poruszał w realiach w jakich może. Niezależnie od tego, jakie ktoś inny ma apetyty. Jeśli wśród "anonimusów" z internetu są biznesmeni, niech przyjdą do klubu, wyłożą pieniądze, zakontraktują jakiegoś zawodnika. Może któregoś z tych, których wymieniają. Wracając do Griszczuka. Otrzyma propozycję - rzetelną, taką na jaką klub stać. Będzie to w przyszłym tygodniu. Powiadomimy go o budżecie, jaki klub ma na zawodników. Jeśli w ramach tej kwoty zgodzi się budowac drużynę, to się tym zajmie. Jeśli się nie zgodzi - trudno. Natomiast dziś myślę, że mamy z Griszczukiem wspólne cele.

Jest pan zadowolony z tego, jak grali w sezonie młodzieżowcy Anwilu, którzy mieli być wizytówką zespołu?

- W mojej ocenie dostali za mało szans gry. Powinni przebywać więcej na parkiecie.

Ale grali bardzo przeciętnie.

- Kiedy dostawali szansę, było dobrze. Proszę przypomnieć sobie czas, kiedy kontuzjowany był Ian Boylan i grał Wołoszyn. Albo gdy w spotkaniu ze Słupskiem występował Michał Gabiński - chyba nikt już nie mówił, że chciałby zamienić go na Pawła Leończyka (młodzieżowiec szerokiej reprezentacji narodowej - red.). Jestem z nich zadowolony. A niezadowolony z tego, że za mało grali. Nowy trener - każdy, który będzie - musi mieć świadomość, że przejmuje zespół z tymi młodzieżowcami i z kolejnymi. Oni muszą być włączeni do drużyny.

Szczególnie Wołoszyn budzi spore kontrowersje. Kiedyś był lepszy od Przemysława Zajmojskiego (junior Asseco/Prokomu - red.), dziś jest gorszy. Zatrzymał się w koszykarskim rozwoju.

- Zatrzymał się w rozwoju, bo nie dostawał tylu szans gry, co powinien.

Czyli będą teraz naciski, by grał cześciej?

- Nie chodzi o sprawę Wołoszyna, by były naciski na któregokolwiek trenera, że ma grać więcej. Przepis, który będzie obowiązywał w nowych rozgrywkach na 99 proc. spowoduje, że trener będzie musiał bardziej korzystać z młodzieżowców. Ja nie będę kogokolwiek naciskał, że ma grać zawodnik X czy Y.

Jak długo ma pan zamiar jeszcze kierować zespołem z Włocławka?

- Tak długo, aż będzie odnosił sukcesy.

One są.

- Dlatego nie zamierzam nic zmieniać.