Łazowy: Na Motoarenie nikt nie wygra

Żużlowcy z Torunia wygrali szósty kolejny mecz w CenterNet Mobile Speedway Ekstralidze. Przerwać tej passy nie byli w stanie zawodnicy z Częstochowy z mistrzem świata Nicki Pedersenem na czele. W takiej dyspozycji Unibax nie przegra żadnego meczu na własnym torze - pisze Filip Łazowy
Przed rozpoczęciem tegorocznych rozgrywek żużlowych wielu ekspertów twierdziło, że nowy tor nie będzie atutem Unibaksu. Że torunianie będą potrzebowali czasu, aby zapoznać się z nawierzchnią i poznać wszystkie tajniki nowoczesnego obiektu. Dlatego też mało kto dawał szanse podopiecznym Jana Ząbika na obronę mistrzowskiego tytułu.

Niemal na półmetku sezonu zasadniczego torunianie są jedyną drużyną z kompletem zwycięstw. Następni w tabeli tracą do Unibaksu już pięć punktów. Okazało się, że nawet odejście Hansa Andersena do Lotosu Gdańsk ani też kontuzja Roberta Kościechy nie spowodowały załamania formy toruńskiej drużyny.

Na swoim torze zawodnicy Ząbika z kwitkiem odprawili już niemal wszystkich najtrudniejszych rywali. Unia Leszno, która przed sezonem wydawała się murowanym kandydatem do złota, w Toruniu nawet przez chwilę nie miała szans na końcowy sukces.

Falubaz Zielona Góra do piątego biegu sensacyjnie prowadził, ale później na torze dominowali już tylko gospodarze.

Przed meczem z Włókniarzem Częstochowa nawet najwierniejsi fani Unibaksu mieli obawy o wynik. Przecież w zeszłym sezonie zespół spod Jasnej Góry rozgromił torunian na ich torze aż 59:34. Mając w składzie Nicki Pedersena i Grega Hancocka, częstochowianie są w stanie pokonać każdego rywala. Udowodnili to tydzień temu, kiedy wysoko pokonali w Gorzowie miejscową Caelum Stal.

W Toruniu Włókniarz już taki skuteczny nie był. Goście zupełnie nie radzili sobie na nowym dla nich torze. Pedersen i Hancock, którzy rzadko linię mety mijają na innym miejscu niż pierwsze, tym razem musieli przełknąć gorycz porażki.

Po zawodach mistrz świata nie mógł nachwalić się toruńskiego obiektu. W wywiadach przyznał potem, że na nowym torze nikt nie będzie w stanie pokonać Unibaksu. Że jedyną szansą na pozbawienie tytułu mistrzowskiego będzie wysokie zwycięstwo u siebie nad toruńskim zespołem. Wcześniej to samo mówił jeden z najlepszych żużlowców na świecie Leigh Adams.

Trudno nie zgodzić się z takimi opiniami. Przecież zawodnicy najlepiej wiedzą, czy są w stanie więcej z siebie wykrzesać i czego zabrakło do odniesienia wygranej. W Toruniu wszyscy rywale mają problemy ze znalezieniem najszybszej ścieżki i odpowiednim dopasowaniem sprzętu.

Okazało się, że żużlowcy Unibaksu nie potrzebowali dużo czasu na to, aby dobrze poznać nowy tor. Zrobili to w błyskawicznym tempie. A największą przewagę nad rywalami osiągną w fazie play-off, kiedy to już nawierzchnia nie będzie miała dla nich żadnych tajemnic. Dzisiaj nawet kapitan Unibaksu Wiesław Jaguś podkreśla, że na dopasowanie sprzętu z torem potrzeba dużo czasu i po kilku tygodniach zawodnicy wciąż dowiadują się czegoś nowego.

Na pewno nie można naszym żużlowcom wieszać na szyi złotych medali. Przy obecnym regulaminie jeden słabszy występ może zniweczyć pracę wykonaną przez cały sezon. Jednak należy cieszyć się, że torunianie tak szybko poradzili sobie z poznaniem nowego obiektu. Bardzo też cieszy fakt, że kibice mogą oglądać dużo walki na dystansie, czego nie można powiedzieć o kilku innych torach, gdzie o kolejności na mecie głównie decyduje start i rozegranie pierwszego łuku.





Który mecz na Motoarenie był dotąd najciekawszy?