Po MŚ w Toruniu: Bójki Oliwy to nie wszystko, sędziowie balowali, sponsor stracił auto

Seria skandali po hokejowych MŚ w Toruniu. Polscy kadrowicze się pobili, sędziowie balowali, sponsor imprezy stracił jeden samochód, a gracz Ukrainy nie mógł w terminie wrócić do domu.
Dlaczego nie warto stawać na drodze Oliwie? Z czuba.tv»

Turniej skończył się w piątek wieczorem. Oficjalnie. Dla niektórych trwał dłużej. Poniedziałkowy "Sport" poinformował, że między hokeistami polskiej kadry doszło do bijatyki w jednym z toruńskich lokali - tych najbardziej krewkich próbował uspokoić Krzysztof Oliwa. Jeden z najsłynniejszych polskich hokeistów był bardzo skuteczny. Wszyscy gracze zgodnie nie komentują starć - wiadomo jednak, że dla Marcina Kolusza bijatyka skończyła się złamanym nosem, dla Krystiana Dziubińskiego złamaniem kciuka. Kilku innych jest poturbowanych. Do rękoczynów Oliwy z polskimi hokeistami miało też dojść na korytarzu hotelowym, przy pokoju trenera polskiej kadry.

- Powiedzmy, że doszło do męskiej wymiany zdań na temat tego, co wolno sportowcom - mówi jeden z hokeistów kadry.

Na tym jednak nie koniec skandali po mistrzostwach. Jak ustaliła "Gazeta Wyborcza", problemy mieli również zagraniczni sędziowie turnieju. Wybrali się do toruńskiego klubu Solaris. Tam doszło do awantury, kiedy - już po alkoholu - podrywali kobiety. Poobijanych arbitrów zmuszono do wyjścia z lokalu.

Straty ma firma Skoda. Sponsor mistrzostw - według naszych ustaleń - przekazał organizatorom pięć swoich samochodów, które miały wrócić do niego po zakończeniu imprezy. Wożeni nimi mieli być działacze światowej federacji i toruńscy urzędnicy. Transportu, i to od opiekuna Wielkiej Brytanii, zażądała jednak jedna z osób zajmujących się transportem zawodników. Też był po alkoholu, nie chciał sam prowadzić... Brytyjczyk, który odwoził go do pobliskiej miejscowości, w drodze powrotnej wpadł samochodem do rowu, a Skoda sponsora została rozbita.

Kłopoty miał również ukraiński hokeista Oleg Timchenko. Był już w Warszawie na odprawie, kiedy zorientował się, że zostawił paszport w autokarze. Nikt wśród ukraińskich oficjeli nie miał numeru do szofera, więc próbowano go zdobyć przez turniejowego szefa transportu. Nic z tego - ten nie odbierał, później okazało się, że był pod wpływem alkoholu. Kiedy już dostarczono dokumenty Timchenko, samolot był od kwadransa w powietrzu. Ukrainiec musiał kupić nowy bilet i zapłacić za nocleg.

Kierownictwo PZHL nie komentuje ekscesów po mistrzostwach. Nieoficjalnie ustaliliśmy, że we wtorek działacze mają zadecydować o karach, ale tylko dla zawodników. Innych problemów nie będą poruszali.

Co o hokeistach pisała prasa? - czytaj tutaj »