Unibax przed sezonem: nadzieje i obawy

Obrona mistrzostwa Polski będzie dla żużlowców Unibaksu znacznie trudniejsze niż jego wywalczenie w ubiegłym sezonie.
Kiedy w ub. sezonie torunianie cieszyli się na stadionie przy ul. Broniewskiego ze zdobycia złotych medali, a kibice - już po ceremonii - zbierali grudki toru na pamiątkę, panowała euforia. Udało się zrealizować to, do czego klub dążył kiedy zimą 2007 roku przejął go miliarder Roman Karkosik. Zapowiedział, że chce dać Toruniowi mistrzostwo i to zostało zrealizowane. Prawdziwe schody zaczynają się teraz.

I wcale nie dlatego, że w Speedway Ekstralidze od lat obowiązuje zasada "bić mistrza" - pokonanie najlepszej drużyny poprzedniego sezonu jest traktowane jako wielkie wydarzenie. Tak, jak żużlowa Polska w 2008 roku nastawiała się na mecze z Unią Leszno, tak teraz będzie z Unibaksem.

A ten personalnie jest słabszy. Klub nie miał zamiaru licytować się zimą o Hansa Andersena. Duńczyk w poprzednim sezonie nie zawiódł, ale też nie zachwycał. Nie był ani zawodnikiem słabym, ale też daleko mu było do jazdy imponującej. Równy, chwilami przeciętny, regularny - jakby trochę w cieniu Wiesława Jagusia czy Ryana Sullivana. Mimo to, zimą jego propozycja kontraktu była oszałamiająca. Mówi się, że żądał ryczałtu płaconego z góry niezależnie od wyników na torze - wynagrodzenie miało być też wyższe niż w roku 2008.

Unibax uznał, że Andersen nie jest wart podwyżki, a tym bardziej złamania zasady, że w klubie nie przyznaje się wynagrodzenia niezależnie od rezultatów. Duńczyk najpierw zwlekał z odpowiedzią, a kiedy grono jego potencjalnych pracodawców było coraz mniejsze, był już skłonny podpisać umowę w Toruniu. Tylko, że wtedy Unibax jeszcze obniżył swoją propozycję finansową - w związku z kryzysem i gierkami Andersena, Efekt: trafił do Gdańska.

Dla Unibaksu oznacza to stabilizację składu. Nie będzie już seniora rezerwowego - czekającego na to, aż któryś z partnerów z zespołu pojedzie tak słabo, że w kolejnym meczu zostanie zastąpiony. Na poziomie Andersena jeździć może Chris Holder. Australijczyk ma za sobą doskonały sezon w roli juniora i zapowiada, że również już w dorosłym żużlu jego wyniki się nie zmienią.

W takiej sytuacji Unibax ma tylko dwa problemy. Co stanie się ze składem w przypadku kontuzji? Pierwszym rezerwowym toruńskiej drużyny jest Martin Smolinski - Niemiec nie jest żużlowcem wybitnym i trudno liczyć na to, że będzie zdobywał po 7-8 punktów w meczu. Ale ważniejsza jest sprawa juniora. Toruń przyzwyczaił się do młodzieżowców zapewniających punkty. Najpierw takimi byli Adrian Miedziński i Karol Ząbik, a ostatnio Holder. Teraz wielkie oczekiwania są wobec Mateja Kusa. Czecha obserwowano w toruńskim klubie od dłuższego czasu, a zimą szefowie Unibaksu uznali, że jest wart inwestycji - w ten sposób wygrał rywalizację z Martinem Vaculikiem, za którego trzeba było zapłacić klubowi z Rzeszowa. Szaleństwem byłoby oczekiwać od mało znanego Kusa - choć w tym sezonie dostał zaproszenie do startu w Grand Prix Czech w Pradze - że będzie zawodnikiem na poziomie Holdera. To wielka niewiadoma, zawodnik potrafiący równie dobrze zdobyć 5-6 punktów jak i skończyć mecz z zestawem zer. Jeśli sprawdzać będzie się pierwszy wariant, Unibax to nadal mocny zespół. W przypadku drugiego rozwiązania, torunianie na swoim torze powinni wygrywać bez problemów. Ale na wyjazdach problemów będzie znacznie więcej niż w ubiegłym roku.