Sport.pl

Czy żużel może być jak siatkówka?

Z czego znany jest Toruń? Z Mikołaja Kopernika, pierników. I żużla. Wspieranie prywatnego klubu to nie marnotrawstwo. Raczej inwestycja - mówi specjalista od tego, jak promocyjnie wykorzystywać sport
Rozmowa z Tomaszem Redwanem*

Paweł Rzekanowski: Żużel jest kojarzony jako sport zaściankowy, popularny tylko w małych i średnich miastach. Można z niego zrobić podobny produkt dla sponsorów, jak np. liga siatkarska?

Tomasz Redwan: Ale siatkówka ligowa też nie jest dyscypliną wielkich miast.

I udało się z niej zrobić ligę, która ekscytuje nie tylko symboliczny Kędzierzyn Koźle albo Bełchatów, a całą Polskę.

- Nie przesadzajmy z zaściankowością - żużel ma taki charakter, jaki ma. Natomiast niewątpliwie jest jedną z najbardziej popularnych dyscyplin w Polsce. I moim zdaniem ma niemały potencjał, rozwija się szybko.

Dlaczego żużel nie przebija się w dużych miastach - Warszawie, Łodzi, Poznaniu. Za duża konkurencja, dominacja piłki nożnej?

- Warszawę w kontekście żużla w ogóle sobie odpuśćmy, darujmy i o niej zapomnijmy. Przecież ona w zasadzie nic nie ma.

Poza piłką nożną.

- Ale jaką? Wojskowym klubem i piłką implementowaną z Grodziska Wielkopolskiego [stołeczna Polonia zajęła miejsce Groclinu - red.]. Poznań - absolutna dominacja Lecha. W takich miejscach ciężko jest zbudować zainteresowanie zupełnie nową dyscypliną.

Ale czy żużel faktycznie trzeba przenosić do wielkich miast? Żużel pasuje np. do Torunia. Na Zachodzie też najpopularniejszy jest w średniej wielkości miastach. Toruń powinien stawiać na żużel, skoro nic innego na wysokim poziomie w nim nie ma. Niedawno jeszcze był hokej, ale teraz już się to zmienia.

W Toruniu klub żużlowy jest w prywatnych rękach Romana Karkosika. Czy miasto powinno pomagać mu w takiej sytuacji z własnych pieniędzy?

- Ale spójrzmy na to inaczej: to nie jest kwestia pomagania. Raczej promocji Torunia, Bydgoszczy, czy Częstochowy.

Sceptyk powie: czy żużel rzeczywiście tak bardzo promuje miasto, jak się wydaje? Czy to mit?

- A z czego Toruń jest znany? Z Mikołaja Kopernika, pierników. I żużla. Jeśli restauruje się zabytki, jeśli dba się o rozwój turystyki, by kusić do przyjazdu do tego miasta, to wykorzystujmy do tego również ten sport. To naprawdę dobry pomysł, żeby się pokazywać.

Jeżeli postawić problem w ten sposób, miasto nie będzie miało żadnych wątpliwości, czy pomagać klubowi, czy tego nie robić. Bo w zasadzie pomaga samemu sobie. Jeżeli patrzeć na komercyjny układ, pieniądze, które są wyraźnie zdefiniowane jako idące na promocję, miasto może przygotować program wykorzystujący żużel do promocji. To może być coś innego, świeżego, oryginalnego. Tylko trzeba na sport spojrzeć z innej perspektywy, bardziej biznesowej, a nie kibicowskiej. To nie są marnowane pieniądze.

* Tomasz Redwan - wykładowca Szkoły Głównej Handlowej, właściciel firmy zajmującej się marketingiem sportowym, współtwórca promocyjnego sukcesu ligi siatkarskiej w Polsce



Miejskie pieniądze dla prywatnego klubu

We wczorajszym wywiadzie dla "Gazety", właściciel toruńskiego klubu żużlowego Roman Karkosik stwierdził, że miasto powinno w sprawach Unibaksu wykazać większe zaangażowanie i pomoc finansową. Unibax jest spółką akcyjną - magistrat co roku wykupuje od niego usługi promocyjne. Czy powinien z żużla zrobić wizytówkę Torunia i inwestować więcej? Czekamy na opinie czytelników - adres e-mail: redakcja@torun.agora.pl