Sport.pl

Unibax rezygnuje z Andersena. Prezes potwierdza

Cierpliwość toruńskich działaczy w stosunku do duńskiego żużlowca dobiegła końca. Zdaniem prezesa klubu kibice w sezonie 2009 nie zobaczą Hansa Andersena w barwach Unibaksu.
Filip Łazowy: To pewne, że Andersen nie będzie zawodnikiem Unibaksu?

Wojciech Stępniewski: Tak. Mogę potwierdzić te informacje. Powodem takiej, a nie innej decyzji były zbyt duże rozbieżności co do wymagań finansowych Duńczyka. Negocjacje się przeciągały. My postawiliśmy swoje warunki, zawodnik swoje. Żadna ze stron się nie ugięła i dlatego nie doszło do podpisania kontraktu.

Bez Duńczyka zespół Unibaksu będzie słabszy?

- Dlaczego? Mamy przecież Roberta Kościechę, który także jest bardzo dobrym zawodnikiem. Teraz można gdybać, ale na oceny przyjdzie czas po zakończeniu sezonu. Nasze cele w rozgrywkach drużynowych się nie zmieniły. Chcemy walczyć o medale. Liga w przyszłym sezonie będzie bardziej wyrównana. No może ze wskazaniem na Unię Leszno, która praktycznie nie zmieniła składu.

Andersen był jednak mocnym punktem drużyny. Kibiców przyzwyczaił może nie do widowiskowej jazdy, ale poniżej pewnego, solidnego zresztą poziomu nie schodził...

- Ja to wszystko wiem. Jednak pewne sprawy trzeba zrozumieć. Czy kibice pamiętają sezon 2006 i ogromne kłopoty finansowe toruńskiego klubu? Nie można godzić się na wszelkie żądania obcokrajowców. Musimy wydawać pieniądze z głową. Nie chcemy mieć powtórki takiej sytuacji. W Częstochowie prezes Włókniarza Marian Maślanka myśli, jak spłacić długi. Jeden wypadek, nie zdobyli medalu i od razu problemy. Niech kibice zwrócą uwagę na to, że mamy nowy stadion. Odbędą się na nim dwie wysokiej rangi imprezy - Klubowy Puchar Europy i Indywidualne Mistrzostwa Polski. Mamy też w planach staranie się o organizację jednego z turniejów z cyklu Grand Prix.

Jeśli Andersen zadzwoniłby jutro do pana i powiedział, że zmienia zdanie i przystaje na oferowane mu warunki?

- Myślę, że zastanowilibyśmy się nad tym. Wątpię jednak, aby doszło do takiej sytuacji.







Komentarz

Filip Łazowy



Decyzja toruńskich działaczy jest bardzo odważna. Rezygnują bowiem z zawodnika, który zalicza się do ścisłej światowej czołówki. Powód? Oczywiście pieniądze. Czy jest to słuszna decyzja, myślę, że można stwierdzić już dzisiaj, a nie czekać do zakończenia sezonu. Wolę mieć w składzie kolejnego wychowanka, jakim jest Robert Kościecha, a nie uganiającego się za pieniędzmi Andersena. Na pewno zespół Unibaksu będzie słabszy. To, że Kościecha nie jest w stanie zastąpić Duńczyka, wiedzą wszyscy kibice. Owszem, jest dobrym żużlowcem, ale to Andersen zdobywał więcej punktów. Pewnie odbije się to na wynikach drużyny. Nie będzie już gromiła rywali. Wciąż jednak będzie bardzo silna i może walczyć z każdym rywalem. A jeśli popatrzymy na skład, to obok Kościechy mamy jeszcze Wiesława Jagusia i Adriana Miedzińskiego. Niemal połowa drużyny to wychowankowie. Jaki klub w Speedway Ekstralidze poza Unią Leszno może pochwalić się taką ilością swoich zawodników? Żaden. To też powód do dumy. Dlatego warto dać szansę swoim żużlowcom, a nie płacić ogromne pieniądze tym, którzy z naszym miastem w ogóle się nie utożsamiają. Zamiast dla Andersena, pieniądze lepiej przeznaczyć na sprzęt dla młodzieży, która za kilka lat może stanowić o sile toruńskiej drużyny.