Sport.pl

10 lat juniorów w Toruniu. Ząbik, Miedziński i pustka

Od dziesięciu lat toruński klub wychowuje kolejnych młodych żużlowców, ale kariery zrobiło niewielu.
W końcówce lat 90. wielkie nadzieje towarzyszyły Tomaszowi Chrzanowskiemu i Łukaszowi Pawlikowskiemu. Ten pierwszy wybił się ponad przeciętność - miał udane mecze w ekstraklasie, ale później wybrał starty na jej zapleczu, gdzie o punkty było znacznie łatwiej. Pawlikowski nigdy nie był ważnym zawodnikiem. Szybko skończył karierę, dołączył do grupy potencjalnych utalentowanych juniorów, którzy nie przebili się do dorosłego żużla.

W 2001 r. wydawało się, że śladem Wiesława Jagusia może iść jego młodszy brat, Marcin - również niewysoki, o bardzo podobnej sylwetce na motocyklu. Na treningach prezentował się doskonale. Ale kontuzje, przerwy w treningach spowodowały, że w meczach pojawiał się na torze epizodycznie.

Rok później juniorem w toruńskim zespole został Adrian Miedziński. Zarzucano mu - np. po kilku biegach na torze w Bydgoszczy - jazde niebezpieczną. Jeszcze większe możliwości Apator/Adriana miał w następnym sezonie, kiedy dołączył do niego Karol Ząbik. Ale siła juniorska torunian była złudna - obaj znakomici młodzieżowcy nie byli efektem działań klubowej szkółki, a głównie zaangażowania własnych ojców. I Stanisław Miedziński i Jan Ząbik uczyli żużla swoich synów już od małego - kiedy ci mieli po kilkanaście lat, mieli ogromną przewagę nad rówieśnikami.

A tych w klubie było sporo. Arkadiusz Kalwasiński, Damian Stachowiak, Tomasz Chyżewski, Adam i Tomasz Wiśniewscy - nie zrobili w żużlu kariery. Podobnie Tomasz Michnicki uznany za spory talent, który po kilkunastu miesiącach zrezygnował z żużla, a wrócił do rywalizacji na crossie.