Gajewski: Były bogatsze kluby od nas

Zaczynamy już myśleć o przyszłym sezonie i nie chcemy doprowadzić do sytuacji, w której będziemy podpisywać kontrakty bez pokrycia. Przykłady klubów z Częstochowy, Rzeszowa pokazują, że nie zawsze najwyższe budżety decydują o wyniku sportowym. Pieniądze trzeba umiejętnie wydawać - mówi menedżer żużlowców Unibaksu Jacek Gajewski.
O tym, jaki był mistrzowski sezon dla toruńskiego zespołu, i jaka będzie jego przyszłość, rozmawialiśmy w "Ostrym dyżurze" "Gazety Wyborczej" i Telewizji Kablowej Toruń.

Marek Zaborski: Długo pan świętował po zdobyciu mistrzostwa Polski?

Jacek Gajewski, menedżer Unibaksu: - Dość krótko, ale intensywnie. Następnego dnia o 4.50 małżonka urodziła córkę. Więc musiałem w pewnym momencie połączyć świętowanie tytułu z narodzinami dziecka.

Paweł Rzekanowski: Może córkę nazwiecie Wiktoria - okazja idealna po zdobyciu złota...

Gajewski: - Nie, na imię ma Jagoda. Niektórzy już kojarzą, że ma to związek z Wiesławem Jagusiem - w końcu jego pseudonim to "Jagoda". Ale nie ma to absolutnie żadnego związku. Zaborski: Przed sezonem uznano, że Unibax ma bardzo solidny budżet, więc jest faworytem ligi. Zespół nie zawiódł, zdobył mistrzostwo. Sukces w żużlu da się przeliczyć na pieniądze?

Gajewski: - Nie do końca. Mieliśmy solidny, realny budżet. Wiedzieliśmy, jakie będą koszty i wydatki związane ze startami w lidze. Klub przez cały sezon miał płynność finansową. Na pewno sprawy finansowe miały duży wpływ na zawodników, atmosferę. Ale moim zdaniem nie był to najwyższy budżet w lidze.

Rzekanowski: Czyli nie trzeba być najbogatszym, by wygrywać?

Gajewski: - Jest kilka klubów, które miały w kasie według mnie więcej od nas.

Rzekanowski: Ile?

Gajewski: - Jeśli chodzi o nas, będzie jeszcze finalne podsumowanie budżetu. Ale myślę, że był w przedziale od 6 do 7 mln zł.

Zaborski: A te największe budżety? Ile pieniędzy było w Gorzowie, Częstochowie?

Gajewski: - Podejrzewam, że tam zebrano ok. 8 lub 9 mln zł.

Rzekanowski: Patrząc pod kątem nowego sezonu mówi się, że i tak wkrótce potrzeba będzie jeszcze większych kwot, mimo że już teraz są gigantyczne. Toruń stać na uczestniczenie w tym wyścigu zbrojeń?

Gajewski: - Kluby, które tak napędzały sytuację, że budżety z roku na rok rosły i pule na kontrakty zawodników powiększały się o 30-40 proc., mają teraz problemy. To też powoduje, że ludzie, którym wydawało się, że wystarczy mieć dużo pieniędzy, zaczynają schodzić na ziemię. To wszystko powoli wraca do realiów. O pieniądze nie będzie łatwiej.

My też zaczynamy myśleć o przyszłym sezonie i nie chcemy doprowadzić do sytuacji, w której będziemy podpisywać kontrakty bez pokrycia. Przykłady Częstochowy, Rzeszowa pokazują, że nie zawsze najwyższe budżety decydują o wyniku - pieniądze trzeba umiejętnie wydawać.

Zaborski: Spora część klubowych budżetów to wpływy ze sprzedaży biletów, czyli od kibiców. A ich jest mniej, ze względu na coraz więcej transmisji telewizyjnych z meczów.

Gajewski: - Na pewno transmisje miały realny wpływ na frekwencję - szczególnie w środku rundy zasadniczej. Jeżeli przyjeżdżała telewizja, a mecze były pokazywane na żywo, miało to znaczny wpływ na liczbę widzów. Ale patrzymy pod kątem przyszłości - by pozyskać kolejnych sponsorów, telewizja jest niezbędna. Z jednej strony możemy jako kluby narzekać na tę sytuację. Z drugiej, wszyscy byli świadomi, że podpisujemy umowę z telewizją publiczną, że żużel będzie pokazywany, więc zabierze to nam kibiców.

Żużla w telewizji było dużo. I mam nadzieję, że to w przyszłości - i to nie dalekiej - przełoży się na liczbę sponsorów. Może będzie łatwiej namówić duże firmy - nie o zasięgu lokalnym, ale krajowym - do współpracy.

Rzekanowski: Mecz finałowy oglądało w różnych kanałach ok. miliona osób.

Gajewski: - I to jest poważny argument w rozmowach ze sponsorami o pieniądzach.

Rzekanowski: Tylko, że żużel to sport małych i średnich miast. Brak go w tych największych. Może stać się w przyszłości show, który będzie koncentrował uwagę ludzi nie tylko w Toruniu, czy Bydgoszczy, ale także w Poznaniu, Łodzi, Krakowie, czy stolicy?

Gajewski: - Zgadza się. Ale przecież oglądalność meczu finałowego w takich ośrodkach była duża.

Rzekanowski: W warszawskim obejrzało go ok. 210 tys. osób. Ale zespołu ligowego, który spowodowałby, że pół kraju nagle zaczęłoby się ekscytować ekstraliga - tam nie ma. Co zrobić, żeby żużel się rozwijał?

Gajewski: - Pewnych rzeczy nie przeskoczymy. Były próby reaktywowania żużla w Warszawie, ale coś tam nie wypaliło. Organizacyjnie, kluby żużlowe poszły bardzo do przodu. Pod względem widowiska, jest to coraz ciekawsze.

Rzekanowski: Kryzys światowy, słabnąca złotówka, rosnące kursy walut - to wpływa na droższe kontrakty z obcokrajowcami, motocykle, sprzęt. Klub się zabezpiecza przed takimi wahaniami?

Gajewski: - Owszem, ma to wpływ. Ale te kwestie są płynne. Jeśli spojrzymy na to, co się dzieje z walutami - a frank szwajcarski znów tanieje, podobnie euro - mam nadzieję że ta sytuacja się ustabilizuje. Rzeczywiście, przekłada się to na kontrakty z zawodnikami zagranicznymi. Jeśli waluta jest droga, my jako klub musimy mieć więcej złotych. Pod tym względem rok 2008 był dla nas korzystny.

Rzekanowski: A rynek sponsorski w Toruniu jest wydrenowany - trudno znaleźć kolejnych sponsorów. Nie ma pan obaw o to, że za chwile miasto będzie za małe, by znaleźć w nim odpowiednio wiele pieniędzy?

Gajewski: - Zgadza się - jest problem. Rozmawiam z działaczami innych klubów, innych dyscyplin. Każdy narzeka. Również na nas - że dużo pieniędzy z rynku sponsorskiego zgarniamy. Ale od tego jesteśmy, by budżet Unibaksu był stabilny. Chcielibyśmy powalczyć o jeszcze większe pieniądze. A narzekania w innych klubach... Cóż... (chwila zastanowienia)

Rzekanowski: Toruń to małe piekiełko?

Gajewski: - Może nie piekiełko. Ale ludzie nie przywiązują aż takiej wagi do spraw budżetu jak powinni. Podniecają się transferami, tym kto będzie menedżerem. A za mało pracy poświęca się na pozyskiwanie sponsorów. To, co widzę, jest czasami zaskakujące. Słyszę od różnych osób: "A u was to chyba nic się teraz nie dzieje. Jesteście po sezonie, niedługo będziecie mieli nowy tor, czekacie już na wiosnę". Nic bardziej mylnego. Listopad, grudzień, styczeń, luty - często poświęcamy wtedy więcej czasu, żeby pozyskać pieniądze, niż w sezonie. Wtedy są treningi, mecze. Krótko mówiąc - jest schemat i się jedzie. A zima to czas, w którym trzeba wiele biegać, działać, by klub mógł dalej funkcjonować.

Zaborski: Co zdecydowało o tym, że to Unibax zdobył mistrzostwo?

Gajewski: - Mieliśmy przede wszystkim wyrównany skład. Są zespoły oparte na dwóch liderach. Ale w razie ich kontuzji, wszystko się załamuje. U nas liderzy ich uniknęli. W razie problemów, był ktoś w rezerwie. Kłopoty ze zdrowiem miał Adrian Miedziński? Jechał Karol Ząbik. Są różne filozofie budowania drużyny. Jestem zwolennikiem teorii, że siła zespołu opiera się na kilku równych zawodnikach, a nie jednym, wyraźnym liderze.

Rzekanowski: Wspomniał pan o Karolu Ząbiku. Co z nim będzie? Niedawno to był indywidualny mistrz świata juniorów, a dziś jest zepchnięty na margines.

Gajewski: - Ale zepchnięty przez kogo?

Rzekanowski: Przez sytuację. Nadmiar seniorów w składzie, brak możliwości jazdy. Dla niego ten sezon jest stracony.

Gajewski: - Ale nie wynika to z tego, że Gajewski albo Stępniewski (Wojciech Stępniewski, prezes klubu - red.) go nie lubią. Jego problemy wynikają ze słabej jazdy. Jeśli przeanalizujemy cały sezon, to źle w jego przypadku było nie tylko w Toruniu, ale też w Szwecji, przeciętnie w Anglii. On musi sam odpowiedzieć sobie, co dalej?

Zaborski: Klan Ząbików mówi, że jeśli Karol nie będzie miał gwarancji startu w drużynie, to się zmarnuje.

Gajewski: - Ale gwarancje startów mogą wynikać tylko z jego poziomu sportowego. W Toruniu nikt w tym sezonie nie miał pewności, że będzie w składzie. Żaden kontrakt nie został podpisany tak, iż ktoś miał pewną liczbę meczów gwarantowaną.

Zaborski: I tak będzie również w przyszłym sezonie?

Gajewski: - Nie wiem. Na pewno to trudna sytuacja dla zawodników - był jeden, który pauzował. Ale kiedy podpisywali kontrakty, każdy zdawał sobie z tego sprawę. Chcąc walczyć o tytuł, musieliśmy mieć jednego żużlowca więcej.

Rzekanowski: Hans Andersen miał mecze, w których jeździł przeciętnie, niewspółmiernie do oczekiwań. A jednak miejsca w składzie nie tracił - tak, jakby miał zagwarantowany występ w każdym meczu sezonu. Była forma transakcji wymiennej: podpiszesz kontrakt - będziesz miał sto procent pewności, że pojedziesz i zarobisz?

Gajewski: - Nie! Nie mogę tego kontraktu pokazywać publicznie. Ale to mogę powiedzieć: nie było tam żadnej gwarancji startów. Przed sezonem umówiliśmy się - skoro jest jeden senior więcej, nie będzie żadnych wątpliwości, kto decyduje o składzie. Tylko i wyłącznie ja. I nie ma żadnej presji ze strony sponsorów, kibiców, dziennikarzy. Za skład odpowiadałem jednoosobowo. Niektórzy zawodnicy mogli mieć pretensje. Odpowiedziałem, że będziemy rozliczać wszystko po sezonie, całą odpowiedzialność biorę na siebie.

Wracając do Andersena. Sądziłem, że jeśli chcemy mistrzostwa, musimy mieć dobrze jeżdżącego Hansa. Jeśli "uciekłyby" mu dwa, trzy mecze w Toruniu, nie wiem, czy i jak jeździłby w drugiej części sezonu.

Zaborski: - Mówi się, że Andersen chce teraz dostać straszne pieniądze.

Gajewski: - Ale co to znaczy "straszne pieniądze"?

Zaborski: Dwa mln zł?

Rzekanowski: Podwyżkę o kilkaset tys. zł? Podwyżkę za sezon z 1,3 mln do 1,6 mln?

Gajewski: - Dopóki negocjacje trwają, nie mówmy, co kto chce. Czasami taka jest polityka prowadzenia rozmów. Wysoko zawiesza się poprzeczkę, a później schodzi się niżej, do rzeczywistości i kompromisu. Dużo legend krąży na temat propozycji Andersena. Rozmowy trwają, i - co jest dobre - nie ma pośpiechu i szantażu. Hans nie mówi, że jeśli nie podejmiemy teraz decyzji, podpisze umowę gdzie indziej. Jest wobec nas bardzo lojalny. Myślę, że w przyszłym tygodniu zaczniemy sprawy finalizować.

Rzekanowski: Na ile procent ocenia pan szanse na to, że Andersen zostanie w Toruniu?

Gajewski: - To nie zależy tylko od nas, ale również od innych ofert. A co do Karola Ząbika - po bardzo dobrym poprzednim sezonie, nikt się nie spodziewał, że przyjdzie takie załamanie, taki spadek formy. Nasze przewidywania były inne. Nie sądziłem, że to Karol będzie zawodnikiem nie łapiącym się do miejsca w składzie. Skłaniałem się raczej ku temu, że czeka to albo Adriana Miedzińskiego, albo Roberta Kościechę - przede wszystkim ze względu na kontuzje.

Zaborski: Zakładał nawet zakończenie kariery, jeśli początek sezonu byłby dla niego nieudany.

Gajewski: - Dlatego m.in. taka była sytuacja z seniorami. Nikt przed rokiem o tej porze nie wiedział, w jakiej będzie dyspozycji fizycznej.

Zaborski: Powstaje nowy stadion żużlowy - oby był tak piękny, jak na komputerowych wizualizacjach. Najważniejszą sprawą ma być tor, który spowoduje, że walka toczyć będzie się nie tylko na starcie.

Rzekanowski: Nie ukrywajmy: żużel na dotychczasowym stadionie w Toruniu do najbardziej ekscytujących ostatnio nie należał. Kibice płacili za bilety, a emocji mieli niewiele - tuż po starcie.

Gajewski: - Mam nadzieję, że nowy tor będzie ciekawszy niż ten, który kończy żywot. Choć jest możliwość, że jeszcze w marcu będziemy z niego korzystać. Skąd ten problem przy ul. Broniewskiego? Trzeba się cofnąć - ktoś kiedyś wziął cyrkiel, linijkę i narysował, jak ma wyglądać. Wejścia w łuki, najciekawsze z punktu widzenia rywalizacji, były bardzo wąskie - to przeszkadzało w ciekawym ściganiu. A nowy tor? Będzie ciekawy pod względem geometrii, wyprofilowania na łukach. Szykuje się trochę inna nawierzchnia. Ta, która jest przy Broniewskiego, stwarzała wiele problemów. Nie zawsze udawało się zrobić z torem to, co chcieliśmy. Duży wpływ miała na niego pogoda. Mam nadzieję, że wiosną będzie pod tym względem dużo lepiej.