Sport.pl

Pożegnanie ze stadionem. Za co go pamiętać?

Toruński stadion żużlowy - za kilkadziesiąt godzin już ?były toruński stadion żużlowy" - będzie zawsze mi się kojarzył z finałem ligi z 13 października 1996 roku.
Ówczesny Apator/DGG - w składzie m.in. ze zdobywcą tego dnia 18 punktów - Ryanem Sullivanem i Wiesławem Jagusiem - kończył sezon meczem o złoto na swoim torze z Włókniarzem/Malmą Częstochowa. Wygrał 46:44, ale był gorszy w dwumeczu. Z wielkiej chmury mały deszcz - zawód tysięcy ludzi był ogromny.

Ale nie to utkwiło mi w pamięci tak bardzo, jak widok tuż po wejściu na stadion. Na koronie obiektu byłem może 20-30 minut po otwarciu bram. Wybrałem się na stadion dużo szybciej, by zarezerwować kilka miejsc w atrakcyjnym punkcie trybun - na prostej lub pierwszym łuku. Nic z tego. Mimo że byłem tam kilka godzin przed meczem, musiałem się zadowolić miejscami w okolicach zjazdu do parku maszyn. Później okazało się, że i tak była to świetna lokalizacja. Ci, którzy przyszli tylko trochę później niż ja, mieli do wyboru głównie miejsca stojące. Wrażenie było takie, jakby nagle cały Toruń trafił w jedno miejsce.

Dziś, w czasach plastikowych krzesełek, można precyzyjnie oszacować, ile osób przychodzi na mecz. Ale pamiętam też czasy, gdy na stadionie były jeszcze pełne drzazg drewniane ławy, na których ludzie siedzieli niczym ściśnięci w puszkach tak, że wpisywanie czegokolwiek do programu wiązało się z nie lada akrobacjami. Bo jak podnieść długopis, jeśli jednocześnie wbija się łokieć w żebra sąsiada obok? Tego, ile ludzi było na trybunach chociażby 23 września 1990 roku, gdy Apator zdobył mistrzostwo, pokonując w derby regionu bydgoską Polonię, nigdy już nie da się ustalić. Mówiono o 20 tysiącach.

Stadion przy ul. Broniewskiego w niedzielny wieczór przejdzie do historii - za rok w tym miejscu będzie centrum handlowe, dyskoteka. Dlatego finałowy mecz jest wyjątkowy nie tylko dlatego, że Unibax ma szansę na złoto. To również wielkie pożegnanie.