Czarnoskóry żużlowiec uciekał przed kibicami

Dlaczego kogoś obchodzi to, jaki mam kolor skóry? Startowałem w wielu krajach Europy, ale czegoś takiego nie widziałem - mówi czarnoskóry żużlowiec Antonio Lindbaeck, który musiał uciekać przed grudziądzkimi kibicami
Niedzielne popołudnie, tor żużlowy w Grudziądzu. Ważny mecz na zapleczu ekstraklasy. Gospodarze walczą z zespołem z Rybnika. Miejscowi kibice są po ostatnim wyścigu niezadowoleni - grudziądzanie przegrali 41:48. Wśród zwycięzców świetnie pojechał Szwed Antonio Lindbaeck. Wygrał trzy z pięciu biegów i był jednym z bohaterów spotkania.

Trudno nie zwrócić na niego uwagi. W żużlu - sporcie, całkowicie zdominowanym przez białych - jest wyjątkiem. Urodził się 23 lata temu w brazylijskim Sao Paulo. Biologicznych rodziców nie zna - porzucili go na ulicy. Tam znalazło go szwedzkie małżeństwo. Obok leżała tylko kartka z imieniem - Antonio. Tak młody Brazylijczyk stał się Szwedem. A przy okazji jedynym na świecie czarnoskórym żużlowcem. Nosi przydomek "Toninho". W Brazylii o ściganiu na motocyklach na specjalnie przygotowanym torze wie niewielu. Ale w Szwecji to sport niezwykle popularny. Lindbaeck szybko został jednym z najlepszych młodych zawodników na świecie - ścigał się już we wszystkich liczących się w tej dyscyplinie krajach Europy. Jeździł też w cyklu Grand Prix, gdzie startuje tylko żużlowa elita.

Ale nigdzie nie spotkało go to, co w Polsce. Zaczęło się już przed meczem. Kiedy przyjechał na stadion w Grudziądzu, zostawił otwarty samochód - ktoś szybko go okradł. Stracił m.in. kevlar. To specjalny kombinezon, w którym jeżdżą żużlowcy. Kosztuje kilka tysięcy złotych.

Najgorsze było jednak dopiero przed Szwedem. Grupa kibiców lżyła i wygwizdywała zawodnika, za każdym razem, gdy pojawiał się na torze. - Lindbaeckowi w świetnej jeździe nie przeszkadzało to, że w jego kierunku leciały z trybun różne przedmioty - opowiada jeden z kibiców. - Tylko dzięki kaskowi nie słyszał charakterystycznych pohukiwań części kibiców, którzy udawali odgłosy małpy, gdy tylko Szwed pojawiał się na torze.

Gdy po zwycięskim meczu polscy zawodnicy drużyny z Rybnika wpadają w euforię, czarnoskóry Brazylijczyk znów musi się ścigać. Tym razem stawka jest poważniejsza: kilkunastu mężczyzn rusza na stadionie w pogoń za żużlowcem. Powód: ma czarną skórę. Sportowiec chowa się w swoim busie. Zamyka drzwi, nie wychodzi na zewnątrz. Słyszy odgłosy kopania i uderzeń w pojazd. Ktoś koniecznie chce się dostać do środka.

Toruńska kronika kryminalna. Polecamy: ''Pedały je... ku... wy...'' = pół roku za kratą



Gdzie była ochrona? - pytam jednego ze świadków. Ten nie chce się ujawnić, bo "Grudziądz to niewielkie miasto". - Jak to gdzie była ochrona? Dookoła. Nikogo nie interesowało to, co dzieje się z Lindbaeckiem - odpowiada.

Ile osób zabezpieczało mecz? - pytam prezesa GTŻ, grudziądzkiego klubu organizującego spotkanie. Zbigniew Fiałkowski: - To było około 30 osób.

- Dlaczego nie chronili Lindbaecka przed rasistami?

- Nikt nam nic nie zgłosił, o niczym nie wiem - twierdzi Fiałkowski.

- Przecież Lindbaeck sobie tego nie wymyślił, są świadkowie - odpowiadam.

- No, może do czegoś doszło, ale ja w każdym razie tego nie widziałem. A skoro go ktoś zaatakował, to powinien przyjść, powiedzieć... Postawilibyśmy przy nim paru ochroniarzy, skoro tak denerwował ludzi.

- Denerwował, bo jest czarnoskóry?

- Nie widziałem, jak ktoś go atakował, ale za to widziałem, jak pokazywał kibicom wysunięty środkowy palec. Wie pan co to oznacza, prawda? Na zapisie wideo na pewno będzie to widać.

Dotarcie do Lindbaecka w poniedziałek po południu nie było łatwe. Szwed nie chciał z nikim rozmawiać. Jedna z osób z jego otoczenia: - On nie ma silnej psychiki. Miał już ostatnio sporo problemów [został złapany na prowadzeniu samochodu po pijanemu, a później stracił prawo jazdy i chciał skończyć karierę - red.], ale się z nimi uporał, wyszedł na prostą.

- Teraz ma kryzys? - pytam.

Przyjaciel Szweda: - Nie mówiłbym o kryzysie. On po prostu jest bardzo drażliwy na punkcie swojego wyglądu. W futbolu mamy mnóstwo czarnoskórych piłkarzy, ale w żużlu to wyjątek. I dla niego rasistowskie zachowania są koszmarem.

- Załamał się po meczu w Grudziądzu?

- Nie zdziwiłbym się, gdyby znów stwierdził, że rzuca sport. Jakbyś się czuł, gdybyś skończył pracę, szedł do domu i musiał uciekać do samochodu, bo paru czarnoskórych bandytów chce kary za to, że jesteś biały?

pawel.rzekanowski@torun.agora.pl

Mówi Antonio Lindbaeck

Paweł Rzekanowski: Porozmawiamy o tym, co się wydarzyło w Grudziądzu?

Antonio Lindbaeck: - Musimy?

Lepiej schować cały problem, nie ruszać go?

- Nie.

Gdyby był pan biały, sprawy grudziądzkiej by nie było?

- Nie wiem, nie myślę o tym, co działoby się, gdybym miał inny kolor skóry. Jestem taki, jaki jestem. To inni mają z tym problem.

Polscy kibice to rasiści?

- To co się stało, jest dla mnie szokujące. Startowałem w wielu krajach Europy, ale czegoś takiego nie widziałem. Dlaczego kogoś obchodzi to, jaki mam kolor skóry?

Nie rozumiem, co takiego zrobiłem ludziom, którzy mnie zaatakowali. Skradziono mi sprzęt z samochodu - cóż, zdarza się. Ale co ja zrobiłem takiego, że musiałem uciekać?

Nie mogę oceniać wszystkich Polaków. Wiem tylko, że pierwszy raz w swoim życiu widziałem coś takiego. To przerażające, że musiałem się przed nimi schować. Chcieli mnie skrzywdzić tylko dlatego, że jestem czarny i byłem lepszy od ich zawodników?

Rozmawiał Paweł Rzekanowski

Zobacz także
  • Atak na czarnoskórego żużlowca = 3 tys. zł kary!
  • Jerzy Synowiec: Rasiści precz ze stadionów
  • Grudziądz do kontroli po rasistowskim ataku