Sport.pl

Andrzej Maroszek nowy trenerem grudziądzkich żużlowców

Już po pierwszej rozmowie wiedziałem, że mam do czynienia z ludźmi, którzy profesjonalnie podchodzą do prowadzenia klubu. Dlatego nie zastanawiałem się długo nad przyjęciem propozycji pracy w Grudziądzu - mówi dotychczasowy trener Polonii Piła


Maroszek ma 46 lat, przed laty był żużlowcem bydgoskiej Polonii. W trenerskiej karierze prowadził m.in. zespołu z Łodzi i Ostrowa Wielkopolskiego. Miniony sezon rozpoczął jako szkoleniowiec Wandy Kraków, ale po dwóch kolejkach zrezygnował. - Nie zamierzam bawić się w TKKF - tłumaczył. Objął po Czesławie Czernickim stanowisko opiekuna Polonii Piła, ale nie zdołał uchronić tego zespołu przed degradacją.



Joachim Przybył: Był Pan zaskoczony propozycją grudziądzkich działaczy?

Andrzej Maroszek: Raczej nie.

Długo się Pan zastanawiał?

- Wiadomo, że w Pile sytuacja po spadku nie jest najciekawsza. Trochę szkoda mi było opuszczać ten klub, bo miałem z nim związane pewne plany. Realia były jednak nieubłagane. Wtedy zgłosili się do mnie działacze grudziądzcy. Już po pierwszych rozmowach wiedziałem, że to poważni ludzie. Traktują prowadzenie klubu bardzo profesjonalnie i uznałem, że warto im zaufać.

Jest Pan zadowolony ze swojej pracy w Pile?

- Zawsze czegoś brakuje. Przejąłem zespół w momencie, gdy był on na ostatnim miejscu bez żadnego punktu. Drużyna była rozbita, atmosfera fatalna, nikt ze sobą nie rozmawiał. Próbowałem to poprawić i myślę, że w dużej części mi się to udało.

Nie wie Pan praktycznie jakim składem będzie dysponował grudziądzki klub...

- Rozmawiałem już z kilkoma zawodnikami, którzy wstępnie zgodzili się na warunki GTŻ. Jeżeli jednak nawet podpiszą już kontrakty trudno będzie powiedzieć na co stać będzie grudziądzki zespół. Pierwsza liga będzie zapewne bardzo wyrównana, silne drużyny budowane są w Gdańsku i Ostrowie. Naszym podstawowym celem będzie awans do pierwszej czwórki, a potem zobaczymy.

Czy wśród zawodników typowanych przez Pana do składu GTŻ są wychowankowie Polonii Piła?

- Raczej nie, choć przynajmniej jednego widziałbym chętnie w drużynie. Jednak pod względem finansowym trudno będzie ten transfer zrealizować, ale jeszcze go do końca nie wykluczam.

A czy z dotychczasowych żużlowców GTŻ widzi Pan kogoś w składzie?

- Mamy już Roberta Sawinę, Mariusza Puszakowskiego, Łukasza Pawlikowskiego, kończą się negocjacje z Krzysztofem Buczkowskim. Wiem, że klub nie zrezygnował definitywnie z Roberta Kempińskiego, Piotra Markuszewskiego i Pawła Staszka. Przed nikim nie chciałbym zamykać drzwi, ale jakieś zmiany personalne z pewnością będą.

Kiedy będzie znany cały skład GTŻ?

- Chciałbym wszystkie sprawy kadrowe załatwić do świąt i w nowy rok wejść już z ukształtowanym zespołem.

Będzie Pan prowadził także treningi ogólnorozwojowe?

- Tutaj jest pewien problem, bo duża część zawodników pochodzi z innych miast i przygotowuje się z macierzystymi klubami. Ale mam pewne swoje plany. Przede wszystkim chciałbym zabrać drużynę na obóz zimowy w góry. Przede wszystkim po to, abyśmy wszyscy się nawzajem dobrze poznali i zjednoczyli.

Rozmawiał Joachim Przybył



Kędziora wyrzucany

Lech Kędziora, dotychczasowy trener GTŻ, nie ma w swojej pracy szczęścia. Z kilkoma klubami awansował do wyższej klasy rozgrywek, ale prawie nigdzie nie zagrzał miejsca na dłużej. Tak było już raz w Grudziądzu w 1995 roku, przedtem w Polonii Piła, a potem w WKM Warszawa. W ekstralidze poprowadził jedynie Lotos Gdańsk, który - a jakże - sam wprowadził do najwyższej klasy rozgrywek.