Żużlowy SEC, czyli książe kontra król z Grand Prix

Toruński książę, firma One Sport, chce ograniczyć władzę podstarzałego brytyjskiego króla imprez żużlowych - BSI. Jutro w Toruniu rusza SEC - alternatywa dla Grand Prix.
Anglicy, mający poparcie, a przede wszystkim wieloletnią umowę z Międzynarodową Federacją Motocyklową (FIM), odpowiadają za najbardziej prestiżowe zawody: cykl Grand Prix oraz Drużynowy Puchar Świata.

One Sport w 2012 roku kupił od FIM Europe prawa do organizacji indywidualnych mistrzostw Starego Kontynentu. Poza tym, torunianie stworzyli komercyjną imprezę pod szyldem Speedway Best Pairs Cup, która nie zyskała jak dotąd rangi mistrzowskiej.

Czy zatem podmiot organizujący IME stanowi zagrożenie dla mającego globalną siłę rażenia BSI? - W żużlowym światku starczy miejsca i dla nas, i dla nich - powiedział swego czasu współzałożyciel One Sport, Jan Konikiewicz.

Z tym stwierdzeniem zupełnie nie mogła pogodzić się kompania szefa BSI, Paula Bellamy'ego. Świadczyć o tym może zakaz uczestniczenia w zawodach, organizowanych przez toruńską firmę, nałożony na żużlowców z Wysp, a także (udaremniona po wielkiej burzy w środowisku i groźbie prawnych konsekwencji) próba wprowadzenia podobnego ograniczenia na wszystkich zawodników chcących łączyć starty w Grand Prix i SEC.

Toruń jest swoistą areną walki między BSI a One Sport. W naszym mieście bowiem w marcu br. wystartował cykl Best Pairs, teraz rusza SEC, a w październiku odbędzie się ostatnia europejska runda IMŚ.

Nie byłoby zapewne wielkiej przemiany żużlowych mistrzostw Europy z Kopciuszka w piękną księżniczkę, gdyby nie umowa z telewizyjnym gigantem: stacją Eurosport. Jej sygnał docierający do 71. krajów świata przyciągnął sponsorów i świetnych żużlowców, dotąd omijających rywalizację o europejski prym szerokim łukiem.

Ciosem dla BSI było nieprzedłużenie umowy na pokazywanie GP w krajach anglojęzycznych z innym potentatem medialnym, Sky Sports. Telewizyjni włodarze podjęli taką decyzję na skutek spadającej oglądalności żużlowej batalii o tytuł najlepszego zawodnika świata.

Batalii, która liczy w tym roku aż 12 rund (trzy, a właściwie dwie i pół już odjechano) w miastach, które słono płacą za ich organizację. Sześć turniejów zaplanowano na wielkich obiektach ze sztucznymi, jednorazowo układanymi torami. Efekty? Nudne, niebezpieczne dla zawodników i oglądane przez garstkę widzów zawody (Grand Prix Finlandii), bądź gigantyczna farsa i antyreklama speedwaya zakończona po 12. wyścigu. Tak wyglądało Grand Prix Polski. Co ciekawe, to właśnie w obecności ponad 50. tysięcy kibiców na Stadionie Narodowym w Warszawie doszło do wydarzenia bez precedensu - solidarnego buntu zawodników w obliczu fatalnie przygotowanej przez Ole Olsena nawierzchni toru.

- Zawodnicy chcą jeździć w SEC, a w Grand Prix już niekoniecznie - powiedział niedawno najlepszy polski żużlowiec w historii Tomasz Gollob. Argumentów, które skusiły fantastycznych zawodników, w tym także jego, przemawiających na korzyść turnieju One Sport, jest kilka.

Przede wszystkim - pieniądze.

Te, według nieoficjalnych szacunków, są wyższe niż w przypadku walki o tytuł IMŚ. Z udziału w prestiżowej rywalizacji właśnie z powodów ekonomicznych zrezygnował niegdyś były najlepszy jeździec globu Amerykanin Billy Hamill. Obecnie zaś kosztowny cykl imprez spod znaku SGP przerasta m.in. świetnego Rosjanina Emila Sajfutdinowa.

Widowiskowość przy pełnych trybunach.

Zawody torunian z One Sport organizowane są na obiektach typowo żużlowych, niekoniecznie w dużych aglomeracjach. Nie znaczy to jednak, że stadiony świecą pustkami. Wręcz przeciwnie. Przykład? Rundę SEC w rosyjskim Togliatti w 2013 roku obejrzał komplet 15 tys. fanów.

Eksploracja nowych żużlowych terenów.

Koronnym przykładem są wspomniane wcześniej zawody w Rosji. Dotychczas kawalkada BSI nie odwiedziła naszych wschodnich sąsiadów. Ekipa One Sport zrobiła to już dwukrotnie (lata 2013-14). Przede wszystkim jednak na nowo rozbudziła apetyty na wielki speedway w Niemczech. Tak zawody w Guestrow, jak i w Landshut cieszyły się sporym powodzeniem. Przykład Częstochowy pokazuje zaś, że organizatorzy IME wyciągają wnioski. Niezadowalająca frekwencja pod Jasną Górą spowodowała przeniesienie imprezy do Ostrowa Wielkopolskiego. Tam najpewniej nie będzie podobnego problemu.

Atrakcyjna formuła 4 rund.

Atrakcyjna zwłaszcza dla kalendarza zawodników. Coraz bardziej rozrastający się cykl Grand Prix jest sporym obciążeniem fizycznym, psychicznym i finansowym dla żużlowców. A i kibice nierzadko przestają z zapartym tchem śledzić walkę o światowy prym, która często rozstrzyga się wcześniej niż po dwunastej rundzie. Wydaje się, że dla optymalnego poziomu atrakcyjności sześć turniejów jest liczbą właściwą.

Ciekawa sobota na Motoarenie

W sobotę na Motoarenie prawdopodobieństwo blamażu organizacyjnego jest bliskie zeru. Na starcie zawodów, co oczywiste, zabraknie szczególnie cenionych w Toruniu Australijczyków, czy poważanego wszędzie mistrza świata Grega Hancocka. Ale i tak będzie ciekawie. O to zadbać mają m.in. Duńczycy (Nicki Pedersen, Peter Kildemand), Rosjanie (Emil Sajfutdinow, bracia Grigorij i Artiom Łagutowie), Słowak Martin Vaculik oraz Polacy z Tomaszem Gollobem, Piotrem Protasiewiczem, czy Januszem Kołodziejem na czele.

Czy zatem w niedalekiej przyszłości One Sport niczym Henryk ze "Ślubu" Witolda Gombrowicza krzyknie w stronę swojego ojca Ignacego - BSI: "Teraz ja jestem królem!"? Czas pokaże. Pewne jest, że w 2015 roku wygasa umowa uprawniająca do organizacji SEC.

Jak jednak tajemniczo zapewnia Karol Lejman, drugi ze współzałożycieli OS, firma szykuje niespodziankę. We współpracy z FIM.



1. turniej SEC w sobotę na Motoarenie o godz. 19. Transmisja w Eurosporcie.

Więcej o imprezie - torun.wyborcza.pl