Sport.pl

Adrian Miedziński: - Wcale nie jestem bohaterem

Uciekły mi wszystkie eliminacje, wszystko się posypało. Będę robił co w mojej mocy, żeby się odkuć w PGE Ekstralidze.
Jacek Hafka: Czuje się pan bohaterem ostatnich zwycięskich ważnych meczów żużlowców KS Toruń?

Adrian Miedziński: E, nie... Nie czuję się żadnym bohaterem. Za to czuję się dobrze, bo dorzuciłem kilka cennych punktów do dorobku drużyny.

I kibice, i menedżer Jacek Gajewski podkreślają, że zasługuje pan na wielkie wyrazy uznania za udany powrót po poważnej kontuzji ręki.

- Na wygrane w Gorzowie i Lesznie złożył się dobry wynik nas wszystkich. Mam satysfakcję, że byłem tego częścią. To naprawdę fajne uczucie - wrócić na dwa ważne mecze wyjazdowe i wygrać. Zwłaszcza, że mało kto się tego spodziewał.

A pan?

- Szczerze? Ja również.

Jak zdrowie? Rezygnował pan w obu meczach z ostatnich startów.

- Tak naprawdę rozpocząłem dosyć szybko ściganie po kontuzji. Prawdę mówiąc, uraz ten będę odczuwał cały sezon. Chodzi teraz o to, by zaleczyć go na tyle, żeby nie odczuwać dyskomfortu podczas zawodów. Po zakończeniu startów w tym roku potrzebne będą jeszcze dwie operacje, więc w 100 proc. ręka będzie sprawna dopiero w okolicach grudnia.

Jak wygląda rehabilitacja?

- Trochę zmieniliśmy taktykę. Wcześniej ćwiczyłem dwa razy dziennie. Obecnie robię to raz na dobę. Wszystko po to, aby mniej obciążać dłoń, dać jej trochę więcej "luzu". Nadal jest spuchnięta.

Czuje pan ból?

- W tej chwili jest zdecydowanie lepiej, bo jestem w stanie jechać odważniej i bardziej pewnie. Fakt jest taki, że ta ręka ma nieco ograniczony ruch. A odpowiada przecież za start, operowanie sprzęgłem. Owszem, boli, ale przede wszystkim dzień po zawodach, kiedy nie jest rozgrzana.

W kontekście kontuzji szkoda jest tym większa, że za moment rusza batalia o Drużynowy Puchar Świata.

- Niestety. Cóż mogę powiedzieć? Ubolewam nad tym, że uciekły mi wszystkie eliminacje, wszystko się posypało. Będę robił co w mojej mocy, żeby się odkuć w PGE Ekstralidze. Po cichu liczę, że swoją dobrą postawą uda mi się zdobyć zaufanie i dostanę stałą dziką kartę na cykl imprez SEC. Zobaczymy. Na razie skupiam się na tym, żeby krok po kroku wracać do dobrej dyspozycji. Bez jakichś napięć, na spokojnie, tak by nic złego się już nie wydarzyło. Póki co - to mi się udaje.

Wróci pan jeszcze do startów w Anglii?

- To jest temat zawieszony. Koncentruję na lidze polskiej, a w tej chwili ograniczyłem nawet treningi na torze. Ręka ma odpocząć i naturalnie dojść do większej sprawności. Dużo pracy już za mną, ale pewnych rzeczy się nie da przeskoczyć.

Ostatnie wyniki KS Toruń napawają optymizmem, ale zgodzi się pan chyba, że przed wami jeszcze sporo trudnych meczów?

- Dokładnie. Nie ma się co upajać dotychczasowymi wynikami. W żużlu różnie bywa, są kontuzje i inne zdarzenia losowe, więc nie można czuć się zbyt pewnie. Mam nadzieję, że limit pecha w kontekście urazów w ostatnich latach drużyna toruńska już wyczerpała. Do każdych zawodów trzeba podchodzić na maksymalnym skupieniu. Fajnie, że po wygranych na wyjazdach mamy pewną zaliczkę punktową i komfort psychiczny. Atmosfera w drużynie jest bardzo pozytywna, każdy dobrze się ze sobą dogaduje. U wszystkich widać chęć zwyciężania, jesteśmy ambitni, a co też istotne - nie ma jakiejś wielkiej presji.

W niedzielę derby KS Toruń z GKM Grudziądz. Kiedy rozgrywano je ostatni raz, miał pan 14 lat. Liderami torunian byli Wiesław Jaguś i Mirosław Kowalik. Grudziądzanie mogli liczyć na Billy Hamilla i Roberta Dadosa. Pamięta pan te czasy?

- Jasne. Doskonale pamiętam zarówno walecznego Amerykanina, byłego mistrza świata, jak i swego czasu najlepszego juniora globu, nieżyjącego niestety, Roberta Dadosa. W tamtym czasie często "kręciłem się" na stadionie przy ulicy Broniewskiego. Był fajny klimat - oby podobny okazał się w niedzielę.

Kibiców czeka nie lada gratka - atmosfera derbowego święta z bydgoszczaninem Tomaszem Gollobem po przeciwnej strony barykady. Jak za dawnych lat.

- Dawniej były elektryzujące derby z Polonią z Tomaszem Gollobem w bydgoskim składzie. W niedzielę są derby z Grudziądzem, również z Tomkiem Gollobem na drugim pokładzie. Myślę, że ta sytuacja nada meczowi dodatkowego kolorytu, a to z kolei przełoży się na wysoką frekwencję na Motoarenie. Z tego co mi wiadomo, będzie także szereg atrakcji dla dzieciaków z okazji zbliżającego się Dnia Dziecka. Szykuje się fajna impreza z dobrym, jak zwykle w Toruniu, żużlowym ściganiem. Jako zawodnicy możemy zapewnić, że zrobimy wszystko, by wygrać kolejne ligowe spotkanie.



Mecz KS Toruń - MrGarden GKM Grudziądz w niedzielę o g. 17 na Motoarenie. Bilety kosztują 85 zł (strefa czerwona), 35 (żółta - dla gości), 30 (niebieska) i 20 (zielona).

Więcej o: