Sport.pl

Prezydent Włocławka ruszył jak szeryf na koszykarski Dziki Zachód

Marek Wojtkowski, prezydent Włocławka, głównie dzięki zaangażowaniu w miejską koszykówkę wypromował się na tyle, że dziś rządzi niespełna 120-tysięcznym miastem. Już nie ma zamiaru przypinać się za Anwil do kaloryfera. Ma nowe możliwości, większy oręż, więc ruszył, jak miejski szeryf, do walki o przyszłość klubu.
A ten na Kujawach jest czymś więcej niż sportową drużyną. Nawet jeśli postrzegać działalność Wojtkowskiego w kategoriach politycznego PR-u i działalności czysto wizerunkowej, trzeba przyznać jedno: ktoś koszykarskim Włocławkiem potrząsnąć musi - a jeśli nie prezydent miasta, które ma udziały w sportowej spółce, to kto?

Wojtkowski zwołał niedawno nadzwyczajne posiedzenie rady nadzorczej, ujawnił - bez ogródek - że klub zadłużony jest na 1,5 mln zł i zapowiedział wyjątkowo ostrą politykę wobec całej organizacji. To ważne: nie wobec rozczarowujących koszykarzy, którzy sprawiali ostatnio wrażenie, jakby było im właściwie wszystko jedno.

Pierwsze ofiary są już znane. Pracę na Kujawach straciło iście międzynarodowe towarzystwo: bośniacki trener Predrag Krunić, Litwin Arvidas Eitutavicius, Włoch Andrea Crosariol i Seid Hajrić - skrzydłowy z Bałkanów mający od lat polskie obywatelstwo. On akurat ma szczególny problem, bo jeszcze niedawno, zakładając długą karierę we Włocławku, wytatuował sobie na ręce herb i nazwę koszykarskiego klubu z Kujaw. Teraz logo Anwilu może nie cenić już tak wysoko. Jak widać - nie ma sentymentów nawet dla tych, którzy z Anwilem Włocławek planowali związać się do końca życia.

Wojtkowski (bo nie ma wątpliwości, że to on jest spiritus movens wszelkich zmian) gra ostro i wchodzi w koszykarskie realia jak odważny rewolwerowiec do nieco zatęchłego salonu na Dzikim Zachodzie. Nie liczy się z nikim i niczym, ale ma rację. Koszykówką we Włocławku, by przetrwała, trzeba wstrząsnąć. Nie ma już miejsca na dyplomację, delikatność.

Jeszcze całkiem niedawno koszykówka we Włocławku miała status swoistej lokalnej religii. Wieloletnia gwiazda zespołu, Igor Griszczuk, traktowana była jak bohater miasta. Miasto żyło ligą i meczami. Klub opływał w dostatki - choć jak się okazało później: na kredyt. Wkładano w niego - z portfela sponsorów oraz miasta - miliony złotych.

Dziś koszykarski Anwil to klub, który oglądać chce coraz mniej osób. Główny sponsor niedawno ograniczył pieniądze przekazywane na klub - zrobił to mimo słynnej zasady społecznej odpowiedzialności biznesowej. Zamiast lokalnej koszykówki woli polskie podnoszenie ciężarów, choć trudno uznać to za rozsądne biznesowo. M.in. ze względu na decyzje firmy Anwil Wojtkowski zasłynął w kampanii prezydenckiej deklaracją, iż za koszykówkę gotów jest, w ramach protestu, przypiąć się w siedzibie zakładu do kaloryfera.

Ten sezon to w klubie pasmo kuriozalnych decyzji. Chaos, jakiego we włocławskiej koszykówce jeszcze nie było. Sportowy sceptyk może oczywiście powiedzieć, że nie ma sensu reanimować czegoś, co kieruje się w stronę samozagłady. Ale jeśli dobrej koszykówki we Włocławku nie będzie, miasto zostanie z dobrą i niewykorzystywaną halą, bez jakiejkolwiek mocnej ligi i perspektyw na wyjście z impasu. Dlatego na Kujawach gra toczy się o coś więcej niż drużynę ligową - bardziej o atrakcyjność Włocławka, przełamanie marazmu.

Może więc i Wojtkowski rozgrywa na koszykarskim boisku swój własny wizerunkowy mecz. Niezależnie od tego może owa gra doprowadzić do uratowania koszykówki i sportowego biznesu, który z roku na rok pogrąża się coraz bardziej.

Więcej o:
"/> Tak wygląda tabela "polskiej" grupy el. Euro 2020! Sensacja na koniec
 
  •  
  • "> Ależ emocje na Narodowym! Polska pokonała Słowenię! Pięć goli! <div id= "/> Ależ emocje na Narodowym! Polska pokonała Słowenię! Pięć goli!