Darcy Ward, czyli turboofiara granatowych marynarek

Im dłużej trwa kuriozalne oczekiwanie Darcy Warda na wyrok za alkoholowy wybryk, tym bardziej widać, jak żenujące jest tło całej sprawy.
Nie chodzi w niej o sam wymiar kary. Środowisko - swoista grupa trzymająca władzę w światowym żużlu - z Warda chce zrobić ofiarę, której kara będzie bardziej dotkliwa niż wina, jaką popełnił. Ta jest oczywista, ale to nie tłumaczy zwlekania z decyzją w sprawie Australijczyka.

"Turbobliźniak" - jak nazywa się Warda na Wyspach - w połowie sierpnia popełnił jeden błąd. Przed turniejem Grand Prix na Łotwie najwyraźniej rozluźnił się przy wysokoprocentowym alkoholu nieco bardziej niż powinien i nie zdążył wytrzeźwieć. Nie był bynajmniej pijany, nie zataczał się, nie miał problemów z komunikacją. Problem w tym, że alkomat wykazał, że w wydychanym powietrzu czuć alkohol. Tu pojawia się sporo rozbieżności, bo nijak nie ma precyzyjnych informacji, na jakim stopniu alkoholowego upojenia przyłapano Australijczyka. Stosunkowo skromnym, skoro wcześniej nikt nie zwrócił na niego uwagi - a akurat w światku GP chętnych do tego, by naskarżyć na konkurentów nie brakuje. Pokazuje to historia słynnego lotu do Nowej Zelandii i sytuacji, gdy od jednego z żużlowców popłynęły skargi na parę osób, które w samolocie miały zdecydowanie przesadzić z napojami wyskokowymi.

Warda przyłapano na nieznacznym stanie nietrzeźwości. Spekuluje się, iż popełniono przy tym błędy proceduralne teoretycznie dyskwalifikujące całą koncepcję jego ukarania. Jedynym dowodem na to, że Ward złamał prawo - alkohol jest traktowany jak środki dopingujące - jest nieszczęsny alkomat, który wskazywał bliżej nieznany wynik. Rzecz w tym, że wg przepisów może być to dowód wystarczający.

Ward zbytnio nie miał zamiaru się spierać, bo sam wie, że aniołem bynajmniej nie jest. Nie ma w sobie za grosz oksfordzkiej dyplomacji Hansa Nielsena, nijak mu go wizerunku grzecznego chłopca jak Emil Sajfutdinow. Miewał Ward w życiu spore wybryki. Zdarzyło mu się dość spontanicznie wdeptać w błoto szalik rywali torunian po przegranym spotkaniu. Zasłynął wspólnie z kompanem, Chrisem Holderem, z wizyt w nocnych klubach Torunia, w których co bardziej odważni biesiadnicy próbowali fotografować ich w sytuacjach dalekich od standardów przyjętych dla zawodowych sportowców. Było też tak, że Toruń huczał o tym, jak Ward miał wpaść na specyficzny pomysł, by ulżyć swojemu pęcherzowi pod pomnikiem Mikołaja Kopernika na Starówce. Na jeden z ważnych meczów ligowych nie dojechał, bo akurat wybrał się wcześniej do jednego z angielskich pubów, gdzie go pobito. Z kolei w Australii posypywał głowę popiołem - obiecując, że to się już nie powtórzy - kiedy jeździł quadem po alkoholu i używkach. Lista mniejszych i większych grzeszków Warda i jego PR-owych wpadek jest spora.

Czy dlatego jego łotewska sprawka jest teraz prawdziwą akcją pokazową mającą udowodnić, jak surowe jest środowisko odzianych w granatowe marynarki oficjeli ze Międzynarodowej Federacji Motocyklowej?

8. stycznia Ward miał dowiedzieć się, jaki ostatecznie będzie wymiar jego kary na "alkoŁotwę". Czekał na ten dzień od paru dobrych miesięcy. Federacja zawiesiła go pozbawiając możliwości startów - i w takim stanie zawieszenia trwa do dziś. Nie jest w stanie określić, kiedy wróci do jazdy. Nie jest w stanie określić czegokolwiek w negocjacjach ze swoimi pracodawcami - w polskim przypadku: KS Toruń. Nie jest w stanie powiedzieć czegokolwiek w kontekście swojej przyszłości. Może tylko czekać - niczym na Godota. Nie wiadomo, kiedy nadejdzie. Być może - jak wg najnowszej wersji - 30 stycznia.

Australijczyk płaci surową karę - za surową, niestety pokazową i będącą tylko pochodną złej sławy, która za enfant terrible światowego żużla kończy się od kilku lat. Kara powinna być adekwatna do winy. W tym przypadku oczekiwanie, praktycznie zablokowanie Warda w jakichkolwiek decyzjach, jest karą wyjątkowo surową. I przede wszystkim nielogiczną. Nie ma żadnego powodu, dla którego od miesięcy miałby czekać na swój wyrok - ot, tak dla satysfakcji grupy działaczy chcących pokazać, jak wielka jest ich rola.