Sport.pl

Słodko-gorzki smak koszykarskich pierników z Torunia

Koszykarski eksperyment w mieście na pierwszym ostrym zakręcie. Wychodzi z niego - na szczęście - dość płynnie, ale i dość wyraźnym ostrzeżeniem: torunianie nie akceptują sportowej bylejakości
Klub Twarde Pierniki - w Tauron Basket Lidze grający jako Polski Cukier Toruń - to coś więcej niż jedna z wielu sportowych spółek.

W miejskiej skali to ciekawy eksperyment z ciekawymi perspektywami, ale i obarczony dużym ryzykiem niewypału. Grupa pasjonatów doprowadziła do tego, że w Toruniu wygrzebano ligową koszykówkę z niebytu. Zbudowano bazę małych sponsorów, postawiono filar w postaci spółki skarbu państwa, można liczyć na przychylność magistratu, a wszystko firmuje - jako właściciel i prezes spółki - rozsądny człowiek biznesu i jednocześnie pasjonat akurat tej konkretnej dyscypliny sportu.

Miasto, głównie z myślą o koszykówce, postawiło halę. Rację ma jeden ważnych magistrackich urzędników mówiąc, iż Toruń daje spółce narzędzia, o jakie trudno w innych regionach. Rzecz w tym, jak się owe narzędzia wykorzystuje.

Polski Cukier to dziś - paradoksalnie - klub coraz lepszy pod względem organizacyjnym, w zakresie sprzedaży swojego wizerunku, ale i zaskakująco rozczarowujący na polu sportowym.

Widać, że w pierwszej z tych sfer spółka chce wyjść poza schemat. Szuka nowych kanałów dostępu do kibiców, stara się sprzedać w Toruniu produkt nie tyle koszykarski, ile sportowo-rodzinny.

Udaje się to połowicznie. Jest dobrze postrzegana, ma spore możliwości, by stać się platformą spotkań ludzi biznesu, nauki, polityki. Tak zawodowy sport sprzedaje się na Zachodzie - i tak też coraz bardziej postrzegany jest w Polsce.

ZOBACZ: Zaskakujące wyniki medialności klubów koszykarskich.

Praca włożona w dobrą organizację i budowę społeczności sportowej nie przekłada się w Toruniu na spodziewany sukces frekwencyjny. Można oczywiście bronić się argumentacją, iż kibiców na Bema jest więcej niż w czasie, gdy Polski Cukier rozgrywał spotkania w siermiężnej salce przy Grunwaldzkiej, z widownią dla 800 osób. Tylko że to nikogo zdroworozsądkowego nie przekona. Nie w sytuacji, kiedy torunian kusi się nową halą, świetnymi warunkami, dobrą promocją wydarzeń i - nie oszukujmy się - brakiem równie intrygujących sportowych alternatyw. To połączenie powinno ściągać na Bema więcej niż 2,5-3 tys. osób. Potencjał Torunia jest większy.

Tłumów nie ma, a ostatni mecz Polskiego Cukru - przegrany, z przeciętnym klubem ze Szczecina - oglądało zaskakująco niewiele osób. Nie dlatego, że o nim nie wiedzieli. Nie dlatego, że nagle wizyta w hali nie jest już atrakcyjna. W Toruniu odczuwalne jest rozczarowanie tym, co w ramach marki "Polski Cukier" powstało pod względem typowo koszykarskim.

Z perspektywy połowy grudnia nie widać w tej drużynie koncepcji, odgórnego planu będącego czymś więcej niż działaniem doraźnym.

Jesienią za potencjalnego lidera zespołu uznawano rozgrywającego Jamara Diggsa. To, że Amerykanin grywał ostatnio w lidze cypryjskiej i wśród amatorów z Kosowa, schodziło na drugi plan. Dziś Diggsa w Toruniu nie ma. Mentalność lidera okazała się mrzonką, większość talentów - również.

Typowany na kluczową postać ataku center Sean Denison jest - owszem - bardzo dobrym koszykarzem, ale na pewno nie typowym środkowym. Co więcej: on raczej jakiejkolwiek walki w roli centra wręcz unika. To druga pomyłka taktyczna Polskiego Cukru. I nie zmienia tego fakt, że statystycznie Denison to wartościowy gracz.

Trzeci błąd: Mateusz Jarmakowicz. W Toruniu uwierzono w to, że może być ważną postacią w rotacji meczowej. To, że miał - delikatnie określając - problemy w znalezieniu wspólnego języka z trenerami, z którymi dotychczas współpracował, było bez znaczenia. Po trzech miesiącach w Toruniu Jarmakowicz od składu jest odsunięty. I tylko kwestią czasu jest, aż uda się dojść do porozumienia w sprawie rozwiązania i jego kontraktu.

Problem kolejny to spadek po I lidze. Trener Milija Bogicević odziedziczył kilku graczy, których umiejętności nijak mają lub miały się do TBL, ale za to już wartość ważnych na ten sezon kontraktów - jak najbardziej.

Czy po zmianach Polski Cukier awansuje do play-off?