Sport.pl

Miedziński: - Chcę mieć w sztabie trenerskim kolejną osobę

Ja słów na wiatr nie chcę rzucać - mówi żużlowiec KS Toruń z najdłuższym stażem w miejskim klubie.
Filip Łazowy: Grudzień to w terminarzu jeszcze urlop, czy już treningi?

Adrian Miedziński: Swoje przygotowania rozpocząłem prawie miesiąc temu. Chyba trochę przesadziłem z obciążeniami, bo kontuzjowana wcześniej noga znów o sobie przypomniała. Muszę trochę odpuścić. Zacząłem zbyt mocno. Z nogą jest wszystko w porządku, uraz już zaleczony. Po prostu przesadziłem z intensywnością ćwiczeń.

Po tylu latach na żużlu, zimą można jeszcze czymś zaskoczyć swój organizm podczas przygotowań?

- Raczej nic nie zmieniam. Sposób przygotowań choćby w porównaniu do ub. sezonu był dobry i skuteczny. Nie ma więc sensu kombinować. Choć z drugiej strony - do swojego sztabu trenerskiego chcę wprowadzić jedną nową osobę. To jeszcze nie jest przesądzone, ale tak się raczej stanie. I to będzie chyba jedyna nowość, jeśli chodzi o moje przygotowania.

Ciekawy trening ma nowy żużlowiec KS Toruń, Kacper Gomólski. Snowboard, jazda konna i piłka nożna - ciekawe połączenie.

- Widziałem w internecie filmik z jego treningami. Też jeżdżę na nartach, gram w piłkę, squasha czy też w hokeja na lodzie. Słyszałem, że Kacper nigdy nie próbował tego ostatniego. To już my go nauczymy (śmiech). Każdy ma swój tok przygotowań, trzeba zaufać intuicji. Od czasu, kiedy w zespole jest więcej niż jeden zawodnik zagraniczny, tak właśnie to wygląda. Wcześniej trenował cały zespół. Teraz ktoś ćwiczy sam, potem z grupą kolegów z drużyny. Australijczycy tradycyjnie dołączą do nas w marcu.

Żużlowe transfery konkurencji robią wrażenie?

- Śledzę zmiany, ale z wnioskami poczekajmy do zakończenia budowania zespołów. Na pewno kilka klubów zmieniło trochę składy. Daleko szukać nie trzeba. W Toruniu nastąpiła przebudowa składu, dołączyło trzech nowych żużlowców. Innych nie chcę jeszcze oceniać, bo jest za wcześnie. Natomiast tutaj powstał bardzo ciekawy zespół złożony z walecznych i ambitnych zawodników. Do tego atmosfera - jest naprawdę dobra. Kolejnym ułatwieniem będzie brak ujemnego bilansu punktowego na początku rozgrywek. W zeszłym roku strasznie nam to ciążyło, nie było spokoju.

Pan był bliski przejścia do klubu z Rzeszowa, kiedy jeszcze w klubie rządziła prezes Marta Półtorak?

- Nie ma sensu do tego wracać. Było zapytanie ze strony tego klubu. Sprawdzano moje warunki. Nic więcej. Ja zrezygnowałem i cieszę się, że znów będę jeździł w Toruniu. Podpisałem kontrakt na rok i dla mnie najważniejsze, że nadal będę startował w domu. Co później? Tego nie wiem. Nie chcę mówić, że do końca kariery zostanę w Toruniu. Już byli tacy, co tak mówili. Ja słów na wiatr nie chcę rzucać.

Plany na kolejny sezon? Musi być krok do przodu, to już ostateczny czas.

- Racja. To rzeczywiście musi być jakiś krok do przodu. Z zespołem chcielibyśmy zdobyć medal. Indywidualnie? Chciałbym być solidnym żużlowcem. Nie wiem jeszcze, czy będę startował w mistrzostwach Europy. Mam problem z występami zagranicznymi. W Szwecji mój klub, Vargarna Norrkoeping, wycofał się z rozgrywek i jestem bez pracy. Były zapytania z innych drużyn, ale mam zbyt wysoki KSM. To moje przekleństwo, nie pasuję do wielu zespołów. Jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywek Elitserien będzie okienko transferowe. Może wtedy uda się znaleźć nowy klub. Zastanawiam się też nad powrotem do jazdy w lidze angielskiej.