Gollob w Grudziądzu? "A jak Sam Ermolenko był w II lidze..."

Cztery lata temu był żużlowym mistrzem świata. W Toruniu miał gwiazdorski kontrakt życia. Teraz Tomasz Gollob jest o krok od związania się z GKM Grudziądz.
Rozmowa z Władysławem Gollobem*

Filip Łazowy: Polski żużel aż huczy od wizji, że Tomasz Gollob wkrótce zwiąże się z GKM, co wydawało się niedawno niemożliwe. A jak jest teraz? Ma już niewiele opcji, jeśli planuje starty w Ekstralidze.

Władysław Gollob: GKM? To możliwe. Ale na razie - to spekulacje. Tomek wiązany był z kilkoma klubami i wiemy co z tego wyszło. Ja raczej bym się zastanowił, jakie plany ma klub z Grudziądza, czy rzeczywiście poważnie chcą Golloba u siebie.

Aż trudno w taki transfer uwierzyć. Ikona polskiego żużla w małym klubie ze skromnym budżetem? I na torze w Grudziądzu, który jest niezbyt szeroki, a więc inny niż preferuje Gollob?

- To już jest inna sprawa. Ale z drugiej strony pamiętam jak mistrz świata Sam Ermolenko też jeździł w polskiej II lidze. W żużlu niemal każde rozwiązanie jest możliwe. Czas pokaże, gdzie będzie jeździł Tomek. I czy też w ogóle będzie jeździł.

W 2015 r. Gollob żegna się z Grand Prix, czy już całym żużlem?

- Czas pokaże. Może być tak, że Tomek jeszcze i pięć lat pojeździ. Jest kilka bardzo ważnych spraw, które będą miały decydujące znaczenie. Zdrowie i chęci - to po pierwsze. Po drugie: sytuacja w polskim żużlu. Ta dyscyplina - zamiast iść do przodu - się cofa. To nie pomaga.

Gollob nie ukrywa, że po zakończeniu kariery żużlowej chciałby startować w wyścigach samochodowych. Myślami jest już właśnie przy tej dyscyplinie sportu?

- Porównałbym go tutaj do Adama Małysza. On zakończył karierę na szczycie, właściwie niespodziewanie. Z Tomkiem może być podobnie. Nie jest już małym chłopcem, nie pyta mnie o wszystko. Często jednak rozmawiamy i wiem, że podejmie właściwą decyzję.

Definitywnie skończył się jego czas w żużlu w Toruniu. Jaki był to okres?

- Duży wpływ na postawę na torze - i to nie tylko Golloba - miały sprawy pozasportowe. Rezygnacja z jazdy w rewanżowym meczu finałowym w Zielonej Górze odbiła się mocno nie tylko na toruńskim klubie, ale też całej dyscyplinie. Nie winię tu Unibaksu. Mam dużo większy żal do działaczy z Zielonej Góry. Torunianie ze względu na kontuzje dwóch najlepszych zawodników - w tym Golloba - chcieli przełożyć ten mecz. Nie odwołać czy zrezygnować. Przełożyć! Jaki sens miał pojedynek w tak osłabionym składzie Unibaksu? To był finał, który powinien być widowiskiem. Zielonogórzanie nie zgodzili się, choć nie mam pojęcia, dlaczego. W kolejnym sezonie nie tylko Tomasz jeździł słabiej. W głowach zawodników siedziała cała ta sytuacja, ujemne punkty za karę. Były więc w Unibaksie bardzo dobre występy Tomka, ale też były słabe. Ogólnie nie było źle.

Nie można tego powiedzieć o innym Gollobie w Toruniu, Oskarze. Rozczarował w Unibaksie.

- A wie pan dlaczego?

Był słaby, nie miał szans na wygranie rywalizacji z Oskarem Fajferem i Pawłem Przedpełskim.

- Co pan mówi?! Ja myślę zupełnie inaczej. Nie wygrał rywalizacji w Toruniu, bo po prostu mu nie dano szans. Poza tym obserwowałem wiele wyścigów Oskara z Fajferem, no i tym drugim. Tamci często wygrywali, ale nie zawsze. Nawet jak byli pierwsi, to o pół lub jedną długość motocykla. Ajtner-Gollob nie dostał szansy. A wiadomo, że były mecze, które Unibax wygrywał wysoko. Można było go wystawić do składu. Widocznie nie wiązano z nim w Toruniu przyszłości. Nie chodzi o to, że mam żal, bo nie mam. Stawiono na Fajfera i Przedpełskiego, a wyniki tej dwójki były dobre. Dlatego Oskar odszedł z Torunia. Na pewno nie miał takich samych warunków do rozwoju jak pozostała dwójka. Myślę, że o Oskarze jeszcze będzie głośno.



* Władysław Gollob - ojciec Tomasza i Jacka Gollobów, menedżer Oskara Ajtnera-Golloba; jedna z najbarwniejszych postaci polskiego żużla lat 90. Były trener i działacz bydgoskiej Polonii.