Polski żużel czeka na to, co zrobi Rzeszów i PGE Marma

Od decyzji jej szefowej zależy sytuacja całej Enea Ekstraligi, ale i chociażby KS Toruń SA.
- W środę ogłoszę, że odchodzę - zadeklarowała w "Przeglądzie Sportowym" Marta Półtorak, szefowa klubu z Rzeszowa. PGE Marma po powrocie do Enea Ekstraligi może spaść z wyjątkowo wysokiego konia. Jeszcze przed miesiącem były mocarstwowe plany i propozycje kontraktów dla zawodników o wysokości, która musiała robić wrażenie. Teraz ewentualne wycofanie Półtorak z rzeszowskiego żużla może doprowadzić do efektu żużlowego domina.

Jeśli Półtorak dotrzyma słowa z deklaracji w "PS", w Rzeszowie trudno będzie znaleźć nagle pieniądze na poziomie, który zapewniłaby jej firma - Marma. Bez nich trudno spodziewać się, by klub z Rzeszowa był w stanie zbudować drużynę na miarę ekstraligi. Najbardziej prawdopodobny wariant to rezygnacja ze startów w elicie.

Polski żużel pada na łopatki

To cios dla Ekstraligi - stałoby się to tuż po tym, jak na łopatki padł żużel w Częstochowie, w niebyt popada w Gdańsku. Liga coraz bardziej staje się rozgrywkami zamkniętymi; przeznaczonymi dla kilku wybranych miast, które - jeszcze - są w stanie wyłożyć na to pieniądze. Jeśli Rzeszowa w Enea Ekstralidze zabraknie, pozostaje wariant siedmiozespołowy - raczej mało prawdopodobny - lub w ekspresowym tempie dokooptowanie ósmego klubu. Problem w tym, że chętnych nie widać. Łódź na takie rozwiązanie patrzy specyficznie, a wymieniane wśród kandydatów do kolejnej dzikiej karty Rybnik i Ostrów Wielkopolski są ciągle nie przygotowane na zupełnie nowe realia.

Podaż przewyższa popyt

Najwięcej może jednak odejście Półtorak zmienić w światku żużlowych kontraktów. Z PGE Marmą łączono m.in. Martina Vaculika i Grigorija Łagutę. Jeśli obaj nie znajdą tam pracy, będą musieli znacznie obniżyć oczekiwania kontraktowe - chętnych na ich usługi może zabraknąć. Praktycznie zamknięty skład ma mistrz Polski Stal Gorzów. Podobnie jest z Unią Leszno, która postawi na Emila Sajfutdinowa. Sytuacja finansowa Unii Tarnów jest niepewna - tam zarząd koncentruje się głównie na utrzymaniu składu, a nie transferach. W Zielonej Górze klub polokowany jest kilkuletnimi umowami, na co nakłada się jeszcze chaos organizacyjny po dymisji prezesa Marka Jankowskiego.

Niżej kandydatów do spektakularnych umów też nie widać. Betard Sparta ma dość ciekawy fundament nowego zespołu i szuka raczej jego uzupełnień. Wrocławian stać jeszcze na jednego wysokiej klasy zawodnika. To raczej wykluczone w przypadku GKM Grudziądz, który z budżetem na poziomie 4,5-5 mln zł nie jest w stanie zaoferować zbyt wiele. W tej sytuacji KS Toruń SA, mając spore pieniądze - to nawet ok. 9-10 mln zł - jest w stanie rozdawać transferowe karty, a jednocześnie nie przepłacać. Jeśli w lidze nie będzie Rzeszowa, to właśnie klub z Pomorza może skorzystać na tym najbardziej.

Rywale, nie świętujcie

Inna sprawa to jednak właśnie kwestia korzyści. Na braku mocnej PGE Marmy zyskają jej przeciwnicy - zatrudniając rozpatrywanych przez nią żużlowców - ale straci cała liga. Możliwe, że w 2015 r. będzie miała kilka klubów stabilnych finansowo i z niezłymi składami (Gorzów, Leszno, Zielona Góra, Toruń), niepewny przyszłości Tarnów, zawieszony między elitą a resztą Wrocław i niemający większych szans z resztą ekip Grudziądz. Taka liga - choćby nc+ pokazywał ją jeszcze lepiej i ciekawiej niż dotychczas, co swoją drogą jest już trudne - może nie przyciągnąć ani kibiców, ani sponsorów.

W jej interesie jest to, by była silna i wyrównana jako całość i finalny produkt polskiego żużla. Liga toczona między Gorzowem, Zieloną Górą, Lesznem, Toruniem i może Wrocławiem zainteresuje właśnie te miasta. I raczej nikogo więcej.

Czy polska liga żużlowa zmierza w dobrą stronę?