Sport.pl

Szef hokeistów Nesty: - Awans? Nie stać nas. Z motyką na słońce?

Koniec nadziei na to, że jesienią Toruń wróci do hokejowej elity. -
Nie jesteśmy bogaci, dokładnie wiemy, gdzie jest nasze miejsce w szeregu - mówi po porażce w play-off szef hokeistów Nesty.

Rozmowa z Bogdanem Rozwadowskim, prezesem toruńskiego klubu hokejowego

Filip Łazowy: Zaskakująco szybko skończył się ten sezon. Nesta przegrała półfinał I ligi z Orlikiem Opole, choć ambicje były większe. Rozczarowanie?

Bogdan Rozwadowski: Mam już sygnały od kibiców, którzy uważają porażkę z Orlikiem jako - rzeczywiście - rozczarowanie. Spodziewali się więcej. Przed sezonem plan był taki, by po prostu przetrwać rok. Cele sportowe? Ich nie zakładaliśmy. Jednak przyznam, że liczyłem na to, że z Orlikiem sobie poradzimy i awansujemy do finału play-off.

Dlaczego w najważniejszych meczach zespół przegrał?

- Powiem przekornie. Uważam, że nie byliśmy zespołem gorszym.

Wynik mówi coś innego. W półfinale były dwa mecze i w obu zwyciężył zespół z Opola.

- Oddawaliśmy więcej strzałów, mieliśmy więcej dobrych sytuacji. Dwa razy przegraliśmy jednak jedną bramką. Trudno. Nic na to nie poradzimy. Zespół bardzo dobrze spisywał się w rundzie zasadniczej, ale w play-off rywale zagrali lepiej. Dramatu nie ma, niedosyt pozostał.

Co w takiej sytuacji dalej z toruńskim klubem?

- Na pewno nie znikniemy z mapy Polski.

Mimo braku awansu?

- Mamy zapewnienie od głównego sponsora - firmy Nesta - że zostaje z nami na kolejny rok. To podstawa ku temu, by z optymizmem patrzeć w przyszłość. Nie jesteśmy bogaci, dokładnie wiemy, gdzie jest nasze miejsce w szeregu. Przed play-off analizowaliśmy sytuację, czy stać nas by było na grę w hokejowej ekstraklasie. I powiem szczerze, że nie. Nie ma co porywać się z motyką na słońce. Nie stać nas dzisiaj na grę w elicie. Za to młodzi wychowankowie mają okazję do gry, nabierania doświadczenia. To później zaprocentuje.

Tylko jak ma zaprocentować? Skoro Torunia nie stać na awans, jaka jest przyszłość przed zawodnikami? Odejdą i pogrążą drużynę - tak jak Daniel Minge, który dał awans klubowi z Opola, a hokeja uczył się przecież na tafli Tor-Toru?

- Mamy pomysł, by wróciło do nas dwóch, trzech wychowanków. Nie chcę mówić o nazwiskach, ale jest to jeden napastnik, który byłby dla nas ogromnym wzmocnieniem. Jest też obrońca, który by nam dużo pomógł. Nasi hokeiści są w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Sosnowcu. Chcielibyśmy, aby po pobycie w szkole do nas wrócili.

Wie pan, że może dojść do takiej sytuacji, iż Nesta - mimo braku awansu - może dostać zaproszenie do gry w PLH?

- Wiem. Może dojść do reorganizacji systemu rozgrywek. Poza tym niektóre ośrodki już dały jasno do zrozumienia, że stać je tylko na jedną drużynę w PLH. Np. Janów i Katowice - one nie będą mogły mieć dwóch zespołów w ekstraklasie. A przecież Naprzód jest głównym kandydatem do awansu. Zobaczymy jeszcze, jaki będzie rozwój wydarzeń.

Ile pieniędzy brakuje, by Toruń znów grał z najlepszymi klubami w Polsce, a nie z amatorami w I lidze?

- Minimum jeden milion złotych. Wtedy mielibyśmy budżet na poziomie dwóch. To podstawa, by występować w PLH. Ale o takiego sponsora niezwykle trudno. Zwłaszcza że w naszym mieście nie brakuje zespołów, które walczą o wysokie cele w różnych dyscyplinach.

A w Toruniu można jeszcze mówić o zapotrzebowaniu na hokej?

- Myślę, że tak. Jednak na mecze na wysokim poziomie, czyli w ekstraklasie. Na nasze spotkania w I lidze przychodziło średnio po 300 widzów. W PLH ta liczba byłaby na pewno co najmniej trzy razy wyższa. Sam wolę popatrzeć na mecze w ekstraklasie niż w I lidze, choć kilka naszych pojedynków naprawdę mogło się podobać. Mamy w Toruniu zdolną młodzież, do tego świetną infrastrukturę. Dlatego będziemy robić wszystko, by w naszym mieście znów była hokejowa ekstraklasa. Może uda się w przyszłym sezonie? Dajemy sobie czas na maksymalnie dwa, trzy lata.