Sport.pl

"Jestem nowym Tomaszem Bajerskim". Szczerość byłej gwiazdy

Musiałem zapłacić za błędy z przeszłości, popełniłem ich wiele. Siedziałem. Oj, miałem dużo czasu na odpoczynek. Więzienie? Jakie tam więzienie!
Rozmowa z Tomaszem Bajerskim

Filip Łazowy: Długo pana w Toruniu nie było.

Tomasz Bajerski: 2,5 roku - jeśli mnie pamięć nie myli. Musiałem zapłacić za błędy z przeszłości. Siedziałem, potem byłem na wakacjach. Teraz wróciłem. Jako inny Tomasz Bajerski. Tamtego już nie ma.

Tamtego, czyli jakiego?

- Takiego, dla którego najważniejsze są imprezy, alkohol. Takiego, który nie myśli o tym, co będzie w przyszłości. Miałem dużo czasu na odpoczynek, oj bardzo dużo. Wiele rzeczy przemyślałem. Wiele dopiero teraz zrozumiałem. Nie będę mówił, że jestem teraz idealnym obywatelem, ale zmieniłem się. Jestem poważniejszy, wreszcie zacząłem zwracać uwagę na to co jest w życiu najważniejsze.

A co jest?

- Rodzina. Pieniądze raz są, a raz ich nie ma. Sukces też jest przejściowy. Ale rodzina, przede wszystkim zdrowa rodzina, jest najważniejsza. To w niej miałem wsparcie w najtrudniejszych chwilach swojego życia. Mimo, że ja zawodziłem nie raz, to oni się ode mnie nie odwrócili. Nie to co większość "przyjaciół". Ci najbliżsi nadal są, ale to jakieś 10 procent tych, którzy byli przy mnie wcześniej.

Musiał pan trafić do więzienia, by to wszystko zrozumieć?

- Jakie tam więzienie. Telewizor w pokoju. Telefon na korytarzu. Do tego cele otwarte przez 24 godziny na dobę. To jest więzienie? Za takie grzeszki jakie ja popełniłem, nie idzie się do ciężkich więzień. Codziennie pracowałem - od 7:30. Kończyłem przed 17. To ma być więzienie? Ale czas tam spędzony nie uważam za zmarnowany. Wiele rzeczy zrozumiałem. Byłem już w swoim życiu na górze i na dole. I wiem jedno. Drugi raz w tym ostatnim miejscu nie chcę się znaleźć.

Wielu żużlowców nie radzi sobie poza torem.

- Niektórzy sobie nie radzą z tym wszystkim co dzieje się wokół. Ja byłem jedną z tych osób. Świetne wyniki, duże pieniądze i klepanie po plecach przez wszystkich - tak, to mnie zgubiło. Popełniłem wiele błędów, przez które wiele później straciłem. Dzisiaj jestem mądrzejszy i tą samą drogą bym nie poszedł. Ale czasu nie cofnę. Przede mną jeszcze kawałek życia i chcę je przeżyć w inny sposób. Lepszy. I poświęcać więcej czasu rodzinie.

Powrót do żużla?

- Chciałbym. Nawet bardzo. Czekam na jakąś ofertę, ale może być tak, że się nie doczekam.

39 lat to w żużlu dość sporo.

- Jazdy na żużlu się nie zapomina. Myślę, że jeszcze wiele dobrego bym z siebie na torze wykrzesał. Ale to ktoś musi mi zaufać i dać szansę. Mam sprzęt, ale on już się do niczego nie nadaje. Wiele się zmieniło od czasu, kiedy ostatni raz jeździłem na motorze. Dlatego potrzebny byłby nowy. To co mam, to po prostu złom.

Przed tygodniem w zawodach na lodzie w Opolu nie było najgorzej.

- Dla mnie to zabawa. Kiedyś, jak się ścigałem na lodzie, wszyscy traktowali to na luzie. Dzisiaj widzę, że każdy chce wygrać. Dostałem zaproszenie na galę w Opolu i z niej skorzystałem. Potrenowałem dwa dni na stawie i jakoś było. Czy pojadę w takich zawodach w Toruniu - nie wiem. Na razie nikt się ze mną nie kontaktował.

Widział pan skład Unibaksu? Piekielnie mocny. Taki, jak kiedyś - z Bajerskim w składzie.

- Dokładnie. Byłem m.in. ja, Tony Rickardsson, Jason Crump czy też Piotr Protasiewicz. Dzisiaj Unibax ma porównywalnie mocny skład, ale teraz zawodnicy mają więcej sukcesów na swoim koncie. Życzę Unibaksowi złotego medalu. Jednak by to się spełniło, muszą ich omijać kontuzje.

Następne porównanie: Paweł Przedpełski zadziwił wszystkich w 2013 r. jak pan w 1992.

- Mam duże uznanie dla Pawła. Widziałem wiele jego wyścigów, myśli na torze. Jeśli będzie miał dostęp do dobrego sprzętu - a na pewno będzie miał - to świetnie się rozwinie. Klub może wiązać z nim duże nadzieje. Jest między nami różnica. Widzę, że on sobie z tym wszystkim co się dzieje wokół doskonale radzi. Ja nie potrafiłem. Trzeba było otoczyć się zaufanymi ludźmi - rodzicami, siostrą. Czy też wieloletnimi przyjaciółmi. Ja nie dałem rady. Ale Paweł jest inny i sobie poradzi.

Kibice na ulicy są zaskoczeni pańskim widokiem?

- Tak. Długo mnie nie widzieli. W większości wypadków są to miłe sytuacje. W sklepie czy na ulicy ktoś powie ciepłe słowo. To budujące. Ja wiem, że nawaliłem, że mogłem osiągnąć znacznie więcej na torze, ale to zmarnowałem. Niech mój przypadek będzie przestrogą dla innych.

Kto z tego toruńskiego tercetu miał (ma) największy talent?
Komentarze (2)
"Jestem nowym Tomaszem Bajerskim". Szczerość byłej gwiazdy
Zaloguj się
  • megszpa

    Oceniono 21 razy 7

    Panie Tomaszu! Nie wiem co Pan przeskrobał ale życzę wytrwałości w swych postanowieniach! Każdy jest omylny bo każdy jest tylko człowiekiem. Gratuluję oparcia w bliskich bo wielu takiego szczęścia w podobnych okolicznościach zabrakło! Powodzenia!

  • pitercab

    Oceniono 6 razy 4

    Talent jeden na tysiąc. Już za juniora potrafił objechać Tomka Golloba który był w szczytowej formie. Miałem przez moment wrażenie że Gollob ma syndrom Bajerskiego bo w krótkim czasie przegrywał biegi tylko z tym młokosem. Styl niezbyt elegancki - dziwnie wyprostowana sylwetka na motorze ale obieranie dobrych ścieżek i skuteczność przy małej wyróżniał go na tle ówczesnych rajderów. Kibicowałem mu nawet wtedy gdy poszedł do Gorzowa- zresztą tam złapał chyba szczyt formy- z Rickardssonem i Świstem wygrywał większość meczy dla Stali

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX