Święta według Elmedina Omanicia. "Czas wyciszenia"

Święta? Prezenty? Już dostałem te najważniejsze. Mam wspaniałą żonę, trójkę cudownych dzieci, najmłodsze urodziło się w Toruniu - mówi bośniacki trener koszykarek Energi
Rozmowa z Elmedinem Omaniciem

Filip Łazowy: Za kilka dni Polska będzie nieco inna niż zwykle: jakby nieco wolniejsza, być może rozśpiewana kolędami, skupiona na rodzinie, a nie codziennej gonitwie. Jak święta Bożego Narodzenia wyglądają z perspektywy muzułmanina, Bałkanów?

Elmedin Omanić: Jestem Bośniakiem. W moim kraju i w Polsce są nieco inne kultury, więc niełatwo to porównywać. Dla mnie to także wspaniały czas, bo można więcej czasu spędzać z rodziną.

Bałkany to istny tygiel: wiary, przekonań, tradycji, emocji.

- Ludność tam jest w dzisiejszych czasach mocno wymieszana. Żyją obok siebie przeróżni ludzie. Ten grudniowy czas spędzamy podobnie jak Polacy. W ogóle wszystko w Bośni jest bardzo podobne do tego, co widać np. w Toruniu - zwłaszcza że i tam są katolicy (wg danych Joshua Project niemal 52 proc. mieszkańców Bośni i Hercegowiny to muzułmanie; niespełna 40 proc - chrześcijanie - z czego większość jest wyznania prawosławnego. Katolicy to ok. 12 proc. ludności - red.).

Liga nie jest rozgrywana, treningi na czas świąt zawieszone. Koszykarki pewnie usłyszały rady, by zbytnio nie ucztować. Wraca pan na ten okres do Bośni? Tak było np. w 2009 r., kiedy pojechał pan do Sarajewa.

- Nie, będę w Toruniu. Już kiedyś też tak zrobiliśmy. To miły czas, rodzinny. Tradycyjnie odwiedzimy znajomych, ciocię mojej żony.

W Toruniu jest pan już zadomowiony. Przyzwyczaił się pan do polskich zwyczajów świątecznych?

- Mamy tu naprawdę mnóstwo przyjaciół, więc do kogoś się wybierzemy. Szanuję fakt, że mieszkamy w katolickim kraju i przystosowaliśmy się do panujących tutaj obyczajów.

Nie dziwi więc już widok choinek stojących w domach. Idealny prezent dla Elmedina Omanicia?

- Nie zmieściłby się pod żadną choinką (śmiech). Tak poważniej mówiąc: ja już dostałem najważniejsze prezenty od życia. Mam trójkę cudownych dzieci. Najmłodsze urodziło się właśnie tutaj, w Toruniu. Mam wspaniałą żonę, rodzinę. Mi nic więcej do szczęścia nie jest potrzebne. Rodzina, które dopisuje zdrowie - tego życzę przy okazji świąt wszystkim.

Mieszka pan tu od lat - przed przyjazdem do Torunia było kilka sezonów w Krakowie. Jacy są Polacy przed świętami?

- Można powiedzieć, że trochę już Polską przesiąkłem. A święta? Mieliśmy już klubową wigilię, też poczułem smak tych wyjątkowych dni. Miło spotkać się w takim gronie w przedświątecznym okresie. A ludzie? Nieco się zmieniają. Każdy jest bardziej szczery, mówi naprawdę to co myśli. To mi się bardzo podoba. Chciałbym, żeby tak właśnie było dokładnie przez cały rok. Niech ludzie po prostu będą wobec siebie szczerzy i życzliwi. Jak w grudniu.

Jest pan osobą niezwykle impulsywną, żywiołową. Słynne są pańskie kłótnie z sędziami. Święta to czas wyciszenia nawet dla nerwusów?

- Tak. Wiem, że moje zachowanie, np. podczas spotkań, nie wszystkim się podoba, czy też podobało. Nie ukrywam, że na początku mojego pobytu w Toruniu zauważałem, że część osób nawet nie kryje wobec mnie niechęci. Cóż, w hali jestem impulsywny, zdarza się, że krzyczę na sędziów. Tylko że te nerwy nie biorą się ze złej woli. Taki już jestem, że chcę dla Energi, dla Torunia - jak najlepiej. Stąd czasami spory. Po pewnym czasie chyba wszyscy to zrozumieli. Pokochałem Toruń i ludzi, którzy tu mieszkają. Sam mam tu dom, rodzinę, czuję się świetnie.

Niewiele osób w toruńskim sporcie pracuje w swoich klubach tak długo jak pan.

- Były tu już trudne czasy, ale udawało nam się dwukrotnie zdobyć medal. To wielki sukces dla miasta. Wiem, że zawsze z okazji świąt składa się życzenia - także na nowy rok. Chcę więc życzyć nie tylko mieszkańcom Torunia, ale i po prostu wszystkim Polakom szczęścia i tego, by wasze marzenia się spełniały. I jeszcze jedno. Chcę też podziękować wszystkim tym, którzy byli przy mnie w trudnych chwilach, kiedy umarł (jesienią - red.) mój tata. To był dla mnie duży cios, wielka strata, na którą nie ma się wpływu. Czułem wtedy wielkie wsparcie: od działaczy, zawodniczek, kibiców, po prostu torunian. Dziękuję.