Gollob zrezygnował z Grand Prix. Stawia na ligę i Unibax

Definitywnie rezygnuję z Grand Prix - potwierdził w ten weekend Tomasz Gollob. Głosy oburzenia, iż woli miliony Unibaksu zamiast biało-czerwonej flagi to nonsens. Odejście właśnie teraz to najlepsze, co mógł zrobić.
Rację ma Jerzy Kanclerz - były menedżer bydgoskiej Polonii, przyjaciel Golloba, człowiek, który widział na żywo każdy ze 168 turniejów Grand Prix - że wraz z ostateczną decyzją Polaka kończy się na żużlu pewna era. Nie ma jednak w rezygnacji Polaka nic złego.

Gollob wprost nie podaje powodu, dlaczego z GP się żegna. Ogranicza się raczej do suchego stwierdzenia, że już nadszedł na to czas. Jednak nawet bez tego powody można wyliczać jeden za drugim.

To prawda, że jego czas w GP zwyczajnie się skończył. Swój cel osiągnął - mistrzostwo globu zdobył. Ma 42 lata. Dla tegorocznego mistrza świata, Taia Woffindena, mógłby być ojcem. Jest z innego pokolenia żużla. Przedłużanie pożegnania nie jest w jego stylu. Gollob podjął szybką konkretną decyzję. Czas ustąpić pola innym. Tym, którzy chcą bardziej ryzykować. Tym, którzy lepiej czują się na sztucznie usypywanych torach, które tak uwielbia się w GP.

Grand Prix to również koszty. Kiedy z cyklu zrezygnował Billy Hamill. przyznał wprost: za półdarmo życia narażać nie będzie. Naiwnością jest wiara, że walczy się w GP o pieniądze. Nie bezpośrednio. Tytuły mogą przełożyć się później na lukratywny kontrakt w Polsce. Tylko że Gollobowi to niepotrzebne. Ostatni - prawdopodobnie - rok na żużlowych torach w Polsce i tak mu się opłaci. Przez lata wyrobił sobie taką markę, że żadnej dodatkowej promocji samego siebie nie potrzebuje. Dlaczego więc dokładać do napiętego i tak kalendarza kilkanaście dodatkowych imprez?

GP z Gollobowego punktu widzenia nie ma sensu. 12 imprez rozsianych od Nowej Zelandii po Finlandię to wyzwanie logistyczne, które musi wpłynąć na codzienność. A lider toruńskiego klubu wyraźnie ma teraz inne priorytety. Trzeba docenić Golloba: skoro zaangażował się w to, by Unibax zdobył w lidze złoto, rezygnuje z tego, co mogłoby to powstrzymać. Gdyby nie wypadek podczas wrześniowego turnieju, w Toruniu być może świętowano by mistrzostwo Polski, a klub nie był kojarzony z żenującym skandalem, a sukcesem. Gollob już jesienią sprawiał wrażenie wręcz przygnębionego, iż jego kolizja doprowadziła do totalnego miszmaszu w lidze, kar, krytyki torunian. Można powiedzieć oczywiście, że gaża z Unibaksu przebija to, co daje GP. Można jednak też powiedzieć, że lojalność wobec podstawowego pracodawcy - Romana Karkosika - wzięła górę nad umową-zleceniem, która może i dałaby prestiż, ale nic poza tym.

Odejście Golloba ma też znaczenie w już otwartej wojnie o strefę wpływów w światowym żużlu. Toruńska firma One Sport zadała angielskiemu promotorowi GP - BSI/IMG - ogromny cios. Gollob będzie startował w jej mistrzostwach Europy, ale już nie w organizowanych przez Anglików mistrzostwach świata. Dla BSI/IMG to jak policzek. Ten wstrząs może dać żużlowi tylko korzyści. Ten sport umiera: poza Polską jest w głębokiej niszy, a i tu zaczyna się do niej niebezpiecznie zbliżać. Odejście Golloba z GP zmusi BSI/IMG do podjęcia rękawicy - rywalizacji z One Sport na pomysły, realizację zawodów, gaże zawodników. Konkurencja może żużel wydobyć z dna. A nie mam żadnych wątpliwości: decyzja Golloba na dobre zmusi angielską firmę do tego, by zaczęła na speedway patrzeć inaczej niż tylko maszynkę do wyciągania pieniędzy od polskich miast.

Ogłaszając odejście z GP, Gollob zasygnalizował, że choć stałym uczestnikiem cyklu już nie będzie, chętnie wystąpiłby w nim gościnnie, w dwóch epizodach.

Lepszej okazji niż tzw. dzikie karty na turnieje w Bydgoszczy i Toruniu nie będzie. Na torze Polonii gromił rywali, pokazywał przez lata, na czym polega żużlowa doskonałość, perfekcja godna mistrza. Musi - i nie powinno to podlegać żadnym negocjacjom - dostać zaproszenie i na turniej w Bydgoszczy, i na kończące sezon 2014 zawody w Toruniu na Motoarenie. Tylko w ten sposób Grand Prix odpowiednio uhonoruje człowieka, który dla tego cyklu zrobił więcej niż ktokolwiek inny. Gdyby nie Gollob, nie byłoby polskiego szaleństwa na punkcie GP. A bez niego nie byłoby zapewne ani tego cyklu, ani namiastki wielkiego żużla.