Sport.pl

Niech żużlowy Toruń szykuje ręczniki dla zmęczonego Sullivana

By w ogóle myśleć o awansie do finału, Unibax musi pokonać Włókniarza różnicą przynajmniej 20 punktów. Inaczej nie ma szans na naszym torze w rewanżu.
Rozmowa ze Sławomirem Drabikiem*, menedżerem ds. sportowych Dospelu Włókniarza Częstochowa



Filip Łazowy: To prawda, że pod koniec fazy zasadniczej Unibax był wymarzonym rywalem dla Włókniarza w półfinale?

Sławomir Drabik: Każdy rywal był wymarzony. Ale nie będę ukrywał - tak było. Na początku sezonu Unibax był piekielnie silny. Później, z powodu kontuzji, stracił trochę na swojej wartości. Odbiło się to także na wynikach, ale awansował do play-off. Po stracie Chrisa Holdera na pewno nie jest tak silny jak wcześniej. Dla nas Toruń jest lepszym rywalem niż Unia Tarnów. Tam mają taki tor, że nie potrafimy go rozgryźć. Może to dziwnie zabrzmi, ale nikt nie znalazł sposobu na to, by tam jechać szybko i przede wszystkim z przodu. Dlatego Unibax wydaje się być nieco łatwiejszym przeciwnikiem.

Po powrocie Ryana Sullivana do Torunia to się nie zmieniło?

- Wie pan, takie powroty do żużla są bardzo trudne. Naprawdę, po kilku miesiącach przerwy ciężko jest się potem odnaleźć. Zwłaszcza na światowym poziomie. Wielu zawodników próbowało wracać, ale w większości przypadków - bez skutku. Co do Ryana, sam jestem ciekawy. W Toruniu jest więcej ręczników, więc pojedzie. Widać, że facet jest zmęczony po każdym biegu, ale zaraz się wytrze z potu i jest lepiej. Tych ręczników zabrakło we Wrocławiu i Tarnowie (śmiech). Myślę, że na Motoarenie Sullivan pojedzie dobrze. Zna doskonale ten tor i osiem punktów jest w stanie spokojnie zrobić. Ale na wyjeździe już nie. Nawet w Częstochowie.

Możliwe, że w rewanżu Sullivana nie będzie. Unibax mógłby skorzystać z zastępstwa zawodnika za Holdera.

- To dobre rozwiązanie dla zespołu z Torunia. Na pewno dla nich korzystniejsze, bo na dobrą jazdę Sullivana w spotkaniu wyjazdowym naprawdę trudno liczyć. Ja go bardzo lubię, ale taka jest prawda. Regulamin na to pozwala i nie mam żadnych uwag. Nic złego w takim rozwiązaniu nie będzie. Każdy trener i menedżer, mając taką możliwość, wziąłby ją pod uwagę.

Menedżer Włókniarza Jarosław Dymek na pewno liczy na dobrą jazdę Rune Holty i Michaela Jensena, którzy dobrze znają toruński tor.

- Tworzą bardzo dobrą parę. To, że jeździli w Toruniu jeszcze całkiem niedawno, też ma znaczenie. To kolejny atut częstochowskiej drużyny. Jeśli do tego dodać parę Rosjan - Griszę Łagutę i Emila Sajfutdinowa - która szalała wręcz na torze w Toruniu podczas turnieju par, gospodarze mają prawo się nas bać. Co prawda ten ostatni wpadł w lekki dołek formy, ale jestem przekonany, że szybko z niego wyjdzie. Zresztą w play-off słabych drużyn już nie ma i zapowiada się ciekawa walka.

Często pan bywa na zawodach młodzieżowych. Jak wytłumaczyć eksplozję talentu Pawła Przedpełskiego?

- Dobre pytanie. Kiedyś miałem okazję porozmawiać z Pawłem. Okazał się fajnym chłopakiem, takim normalnym. Niejeden by chodził z nosem w chmurach, uważał się za gwiazdę. Ten wasz żużlowiec taki nie jest. Są tacy, którym w głowie tylko panienki, piwko i zabawy. Przedpełski ma inne priorytety. Czuje ten sport i czuje motocykle. Jedzie z głową, a to jest bardzo ważne. Potrafi myśleć na torze i to od razu widać. Kibice w Toruniu na pewno będą mieli z niego dużo pożytku, bo jestem przekonany, że z każdym kolejnym sezonem się rozwinie. Widać, że ma chłopak poukładane w głowie. Byłem naprawdę miło zaskoczony. Ja sam czasem wygaduję głupoty, ale wszyscy mnie znają i wiedzą, jak do tego podchodzić.

Czasami żartował pan, że najlepiej w Częstochowie motocykle przygotowuje pańska babcia.

- Oj tak, moja babcia robiła mi sprzęt przez wiele lat. Do tego paliwo rakietowe i na torze wręcz fruwałem (śmiech). Ja już zakończyłem jazdę, więc i babcia też jest na emeryturze sportowej. Na pewno każdy dłubie przy sprzęcie, aby dobrze przygotować się do rywalizacji o medale.

Teraz klimat rywalizacji toruńsko-częstochowskiej jest inny niż kilkanaście lat temu, kiedy był pan żużlowcem Włókniarza?

- Ech, to były fantastyczne czasy. Pamiętam te mecze. Jedno było pewne - jeśli naszym rywalem był Apator, zawsze na torze było fajne ściganie i szacunek dla rywala. Teraz myślę, że na Motoarenie wynik będzie w okolicach remisu. Może jedna z drużyn wygra różnicą kilku punktów. Ale dla Unibaksu to będzie za mało. Aby myśleć o awansie do finału, torunianie muszą zwyciężyć przynajmniej różnicą 20 punktów. Inaczej nie mają szans na naszym torze w rewanżu.

Rozmawiał Filip Łazowy



* Sławomir Drabik - wychowanek częstochowskiego Włókniarza, dwukrotny mistrz Polski - z 1991 i 1996 r.