Sport.pl

Czy żużlowiec Unibaksu dołączy do smutnej galerii zmarnowanych talentów?

Co zarząd państwa firmy zrobiłby z pracownikiem, który na ważne biznesowe spotkanie nie pojechał, bo został pobity przed nocnym klubem, a parę miesięcy później prowadził motocykl po alkoholu i joincie?
Darcy Ward: żużlowiec ponoć genialny, człowiek - nadzwyczaj kontrowersyjny. W tym tygodniu najbardziej niesforny zawodnik w historii Unibaksu ma przyjechać do Torunia, by trenować na Motoarenie. Priorytetem powinna być jednak jego wizyta w klubowym gabinecie.

Unibax spokojnie zareagował, gdy kilka lat temu Ward wpadł na pomysł wdeptania po meczu szalika rywali. Klubem nie wzburzyło też to, że Australijczyk nie krył się ze swoimi wizytami w nocnych klubach Torunia.

Krótka kariera Warda w Unibaksie to jeszcze także wielka niepewność o jego dyspozycyjność, gdy odpowiadał przed angielskim sądem za tzw. napaść seksualną - taki formalnie zarzut postawił mu oskarżyciel na Wyspach. Później 21-latek nie pojechał na ważny dla Unibaksu mecz ligowy, bo nie mógł - ktoś pobił go w Anglii przed pubem. Aż wreszcie w tym roku Ward znów zadziwił. Prowadził w Australii motocykl po alkoholu i bez prawa jazdy. Choć menedżerka Warda przekonywała, że doniesienia o tym, że był pod wpływem narkotyków, są nieprawdziwe, Australijczyk sam przyznał, że wypalił wcześniej jointa. Marihuana była oczywiście, jak przekonuje, używką epizodyczną. Lista potencjalnych spraw, którymi może jeszcze zadziwić Ward, bardzo się kurczy.

Michael Lee też był na torach żużlowych talentem niezwykłym, też zdobył juniorskie mistrzostwo świata. A później sukcesem się zachłysnął, żużel zamienił na zabawę i używki. Mógł być gwiazdą, ale popadł w przeciętność, aż w końcu szybko skończył karierę.

Imponująco potrafił pędzić na motocyklu Kenny Carter, inny enfant terrible światowego żużla. Też nie radził sobie z oczekiwaniami, sławą. Budził niemałe kontrowersje. Popełnił samobójstwo po tym, jak zastrzelił swoją żonę.

Wielka Brytania wierzyła też w Gary'ego Havelocka. Wygrał, jak Ward, finał mistrzostw świata juniorów. I później - też trudno nie zauważyć analogii do Australijczyka - zrobiło się o nim głośno: były imprezy, tryb życia daleki od sportowego, zawieszenie za używanie narkotyków. Havelock miał jeszcze chwilę triumfu, kiedy zdobył mistrzostwo świata seniorów, ale możliwości miał większe. Po złocie zostało tylko wspomnienie. A Havelock dołączył do sporego grona tych, którzy zmarnowali talent.

Toruń też mógłby stworzyć taką nieco przygnębiającą galerię.

Bywało, że w mieście dobrze bawił się Henrik Gustafsson - żużlowiec znakomity, ale jakże inny od Tony'ego Rickardssona, pracusia, profesjonalisty gotowego prowadzić życie mnicha, byle osiągnąć sukces na torze. Gustafsson rozmienił swój talent na drobne.

Burzliwie żył też w trakcie kariery w Toruniu Tomasz Bajerski, kiedyś bohater najdroższego transferu w historii polskiej ligi. I, tak jak w wielu przypadkach, z juniora wygrywającego z rutyniarzami, dość szybko stał się zawodnikiem za słabym na walkę z elitą. Ciułał punkty w niższych klasach, aż zaczęły się jego spore problemy z prawem.

Ward jest na zakręcie swojej kariery. Gdzieś w perspektywie jest całkiem realny tytuł mistrza świata - sportowo to być może większy talent niż Chris Holder. Tylko po drodze są gdzieś puby, dyskoteki, zabawa, kontrowersyjne znajomości odciągające go od żużla. Im szybciej Unibax zacznie pracować nad mentalnością Warda, tym lepiej - i dla niego, i dla przyszłości toruńskiego klubu.