Dlaczego na żużlu VIP się krył, a dzieci marzły? [LIST]

To najbardziej bulwersujący obrazek sobotniego Grand Prix w Toruniu.
Kiedy przed rozpoczęciem zawodów spadł deszcz, a temperatura spadła do ok. 10 stopni - odczuwalna była jeszcze niższa ze względu na spory wiatr, kto mógł schował się pod dach.

Poza najmłodszymi bohaterami prezentacji - dziećmi, które niosły flagi uczestników Grand Prix. O nich zapomniano. Stały i mokły na murawie - nie wiedziały, co robić. Co gorsze - w zamieszaniu zapomnieli o nich również organizatorzy zawodów.

M.in. o tej sytuacji pisze w swoim liście czytelnik serwisu torun.sport.pl Tomasz Stasik:



Osobiście uważam, że Toruń nie musi w żadnym stopniu wstydzić się swojego obiektu. Po takiej nawałnicy jaka przeszła w sobotę nad Toruniem praktycznie wszędzie na świecie poza zadaszonymi obiektami lub Motoareną właśnie - zawody zostałby odwołane. Jeżeli chcielibyśmy mieć stadion kompletnie niewrażliwy na pogodę, należało wybudować obiekt zadaszony w stu procentach (...). Zadaszenie Motoareny pozwala na zminimalizowanie ryzyka i szybkie doprowadzenie toru do stanu pozwalającego na rozegranie zaplanowanego turnieju. Odrębną kwestią jest to, że taki sposób budowania obiektu, tj. na raty, oznaczał niepotrzebne narażanie budżetu miasta na dodatkowy wydatek. (...) Odnośnie sobotniego wieczoru należy wspomnieć o totalnym zaćmieniu umysłowym organizatorów turnieju. Przewidując, że deszcz rzadko pada prostopadle, bardzo pomysłowo zakryto łuki foliami. Nie mogę jednak zrozumieć czemu nie były to całe łuki, a jedynie ich fragmenty. Zupełnie nie rozumiem, działania (a w zasadzie jego kompletnego braku) w momencie kiedy pojawiły się pierwsze poważniejsze opady deszczu. Około 17.45 wchodziłem na stadion. Już wtedy było jasne, że przy tym wietrze (kierunek i siła) nic nie grozi drugiemu łukowi, natomiast praktycznie cały pierwszy łuk jest narażony na bezpośrednie działanie wody. Nie potrafię znaleźć wytłumaczenia dla faktu, że nie dołożono dodatkowej folii na pierwszym łuku lub chociaż nie przeniesiono folii z drugiego na pierwszy łuk. Jest to o tyle dziwne, że po zdjęciu folii przed zawodami wyraźnie było widać, że spełniła swoje zadanie. Zatem jej dołożenie lub przeniesienie było w pełni uzasadnione. Jednak nawet ten przejaw braku wyobraźni i umiejętności organizacyjnych nie może się równać do tego co miało wydarzyć się później. Przyznam, że gdybym tego nie widział na własne oczy to bym nie uwierzył, ponieważ takie sytuacje nie zdarzają się w cywilizowanym myślącym świecie. Otóż chodzi o wykorzystanie dzieci jako eskorty dla zawodników. Bardzo uroczy obrazek niestety szybko przerodził się w groteskowy dowód na to jakiego pokroju ludzie odpowiadali za organizacje turnieju. Widzowie, a wśród nich ja stali w osłupieniu - a później przerażeniu - patrząc na to działo się na murawie. Pech chciał że o g. 19.00, w momencie rozpoczęcia prezentacji, rozpadało się ponownie. W tym czasie wyprowadzono na murawę dzieci machające flagami krajów pochodzenia uczestników GP. Po chwili deszcze wzmógł się do tego stopnia, że mieliśmy do czynienia z klasycznym "oberwaniem chmury". Podjęto decyzje o wstrzymaniu prezentacji. Cofnięto zawodników, a wszyscy oficjele i przedstawiciele organizatorów uciekli pod dach. Wszyscy? No cóż, właśnie tutaj jest problem - gdyż nie wszyscy. Na murawie pozostawiono dzieci (przedział wiekowy: 4-7 lat) spokojnie przyglądając się z komfortowych pozycji jak w temperaturze ok. 14 stopni i przy przeraźliwym wietrze przemakają do suchej nitki. Pewnym niewyobrażalnym wręcz spektaklem było przyglądanie się temu jak dwie odpowiedzialne za te dzieci Panie raz po raz ruszały z werwą na murawę stadionu, by rozwijać zmoczone flagi lub strofować dzieci, za to że za nisko nimi machają. Oczywiście robiły to w biegu; w końcu padało - i to zdrowo. Mniej więcej po 20 min. zdano sobie sprawę z tego, że pada i zabrano dzieci z murawy. Jednaka nawet wtedy nikt nie pomyślał o zabraniu przemoczonych maluchów do środa, żeby mogły się ogrzać i wypić ciepłą herbatę. Reasumując: folia to przejaw barku zmysłu organizacyjnego, natomiast wystawienie dzieci na deszcz to skandal! Wobec osób odpowiedzialnych powinny zostać wyciągnięte konsekwencje z tytułu narażenia zdrowia tych malców. Mam tylko nadzieje, chociaż czarno to widzę, że te dzieci uniknęły choroby.



Czekamy na kolejne opinie kibiców nt. organizacji Grand Prix. E-mail: redakcja@torun.agora.pl