Sport.pl

Toruń łoży na kluby bez wyników. Bezsens? [SONDAŻ]

Dwie sportowe spółki w Toruniu - klub hokejowy i piłkarski - łączy to, że nie są w stanie w swoich ligach osiągnąć niczego dobrego. Mają jeszcze jedną wspólną cechę. To w nie magistrat pompuje - niezmiennie bez wymiernych efektów - publiczne pieniądze.
Oto smutny bilans końca lata i początku jesieni.

Elana Toruń w piłkarskiej II lidze kompromituje się, przegrywając co tylko się da. Licznik bramek bije. Dotychczas nie zdobyła choćby jednej. Straciła 16. Przy okazji co jakiś czas zaskakuje. Piłkarze jeszcze niedawno psioczyli na brak wypłat, trener - i dyrektor sportowy - Grzegorz Wędzyński z klubem pożegnać się honorowo nie chce, bo czuje się w nim jak pączek w maśle. Teoretycznie jest urlopowany, klub namaścił już jego następcę, przy czym Wędzyński formalnie jest ciągle pracownikiem klubu. Żyć nie umierać.

Hokejowa Nesta Karawela jest w nieco innej sytuacji. Też przegrywa co się da - choć w najwyższej lidze. Młody skład, oparty na torunianach, wyraźnie nie radzi sobie w realiach elity. W klubowym budżecie również pustawo. Za to w zaciszu gabinetów na pewno bardziej spokojnie - akurat w Neście skandali i skandalików a la Elana nie ma.

Oba kluby łączy magistrat. Formalnie to spółki, w których większość udziałów ma gmina. Magistrat zdecydował się na takie rozwiązanie, gdy kluby hokejowy i piłkarski stały na krawędzi bankructwa. To uratowało je przed finansową zapaścią, ale problemu nie rozwiązało.

Nie są dochodowe, z trudem kuszą sponsorów.

Nie mam żadnych wątpliwości: gdyby nie dyskretnie wyciągnięta dłoń ze strony magistratu, nie utrzymałyby się na powierzchni.

W ub.r. odsłoniliśmy kulisy kuriozalnego przetargu - miejska spółka Biogaz Inwestor ogłosiła konkurs na usługi promocyjne w taki sposób, że zgłosić się do niego mogli jedynie wybrani. Konkretnie: spółka z udziałem gminy i kontrolowana przez magistrat. Niesprawiedliwość?

M.in. taki manewr pomaga w kontrolowaniu obiegu samorządowych pieniędzy. Wcześniej do klubów-stowarzyszeń też trafiały dotacje, choć magistratowi z pewnością trudniej było analizować, na co są przeznaczane. Dziś takich wątpliwości teoretycznie nie ma. I nie ma również żadnych wątpliwości w sprawie odpowiedzialności za klubowe finanse. A ponieważ te są w kiepskim stanie, spółki coraz chętniej - zamiast stawać na własnych nogach - sięgają do publicznej kieszeni.

Nie brakuje przy tym kontrowersji. Dlaczego akurat te kluby mogą liczyć na szczególną przychylność urzędników?

Dlaczego nie docenia się innych, działających bardziej na zasadach wolnorynkowych? Bogaty Unibax - żużel przyciąga sponsorów jak żadna inna dyscyplina w mieście - za pieniądze z magistratu się nie obrazi, choć bez problemu bez nich przetrwa. Kluby mniejsze - szczególnie te niszowe, koncentrujące się na szkoleniu młodzieży - już nie.

To, że magistrat uratował kluby w trudnej sytuacji, było dobrym rozwiązaniem. Dzięki temu dostały szansę samodzielności. Jednak nie bezterminową!

Teraz dobrym rozwiązaniem będzie stopniowe przykręcanie kurka z miejskimi pieniędzmi. Torunia - zadłużonego po uszy - nie stać na to, by latami pompować pieniądze w coś, co tkwi w miejscu. Albo Elana i Nesta zaczną pokazywać, że warte są miejskich inwestycji, albo muszą w końcu zacząć radzić sobie same.



Czy magistrat powinien sprzedać udziały? Czekamy na opinie - redakcja@torun.agora.pl.

Na co powinny być przeznaczane 'sportowe' pieniądze magistratu?
Więcej o: