Sport.pl

Anwil Włocławek biedniejszy, więc kusi kibiców inaczej niż zwykle

Odkąd rada nadzorcza kujawskiego klubu zdecydowała się na zmiany w zarządzie włocławskiego zespołu, widać w nim coś nowego: ogromną dbałość o PR-owe szczegóły. I dobrze!
Anwil próbuje przypodobać się kibicom jak jeszcze nigdy wcześniej. To świetne rozwiązanie, kiedy w kasie klubu nie ma pieniędzy na spektakularne transfery, którymi można przyciągnąć ich do hali. Skoro nie zadziała więc magia nazwisk zawodników, trzeba szukać innych sposobów.

Anwil ma o co walczyć, bo sympatię fanów ostatnio utracił. Widać tu pewne podobieństwo do toruńskiego Unibaksu. Jak odzyskuje się sympatię fanów na Kujawach?

Anwil stawia np. na sprawdzone nazwiska. Legenda włocławskiego klubu Igor Griszczuk ostatnio był skonfliktowany - nie tyle z klubem, ile z kierującym nim do niedawna Zbigniewem Polatowskim. Teraz Polatowskiego zastąpił Arkadiusz Lewandowski. I szybko namówił Griszczuka do tego, by ten znów przychodził na mecze włocławian i mówił o nim cieplej. Niby drobnostka, ale w powszechnym odbiorze bardzo istotna.

Podobnie jest w przypadku pracy we Włocławku Andrzeja Pluty. Inny symbol Anwilu, lider z ważnych medalowych sezonów, skończył karierę. Rozważał powrót na Śląsk, ale został na Kujawach. Będzie asystentem trenera Dainiusa Adomaitisa i - jak przedstawia go Anwil - attaché klubu. Cokolwiek miałoby to oznaczać. Tak czy inaczej włocławianie - wzorem chociażby tradycji w NBA - starają się, by ich byli gracze płynnie przechodzili w nowe role, choć w tym samym klubie.

PR widać nawet w budowie zespołu. Anwil nie ma wielkich pieniędzy na kontrakty - to nietypowa sytuacja, bo wcześniej opływał w luksusy. Teraz kurek z gotówką z zakładów chemicznych jest wyraźnie przykręcony, co widać po składzie. Jednak we Włocławku buduje się go tak, by dać satysfakcję kibicom. Ci uwielbiają podkoszowych, którzy być może są surowi pod względem wyszkolenia technicznego, ale za to skaczą pod kopułę Hali Mistrzów. Takim był wspominany do dziś Rashard Sullivan sprawiający wrażenie, jakby nie dotyczyły go prawa grawitacji. Teraz Anwil zatrudnił wręcz jego kopię. Ryan Wright praktycznie nie ma żadnych osiągnięć w koszykarskim CV - trudno za takie uznać grę w II lidze w Turcji i mecze w lidze Tajwanu - ale za to jest podskakującym wulkanem energii. W parze z lubiącym takich graczy rozgrywającym Krzysztofem Szubargą może stworzyć duet, który powinien przyciągać widzów. Być może ci gracze nie zapewnią Anwilowi sukcesów, ale za to zagwarantują show.

Więcej o: