Sport.pl

Żużlowe mistrzostwa przeciętności już nie kuszą fanów

Ranga finału żużlowych Indywidualnych Mistrzostw Polski spadała z roku na rok, aż właśnie opadła na samo dno. Impreza, która kiedyś ekscytowała tłumy, dziś obchodzi już niewielu.
To, jak w przeszłości żyło się wyborem najlepszego żużlowca Polski, pokazują archiwalne nagrania choćby z początku lat 90. - nie wspominając 80. i np. sławetnego dwudniowego finału w Toruniu przy Broniewskiego. A dziś IMP to istne zawody przeciętności.

Tegoroczny finał rozegrano w środę. Przeszedł bez echa - nie bez powodu. Czy takie finały mają sens?

Czy zwycięzca, zaskoczony złotem Tomasz Jędrzejak z Betardu/ Sparty Wrocław, to faktycznie mistrz klasy swoich poprzedników?

Kto był w czołówce IMP 2012? Zwycięzca Jędrzejak wcale nie jest gwiazdą polskich torów. Żużlowiec jakich wielu: czasami zaskoczy zdobyciem kilkunastu punktów, ale trudno traktować go jako żużlowca porywającego tłumy.

Wicemistrz Rafał Okoniewski - uosobienie ligowej przeciętności. W PGE Marmie Rzeszów niczym się nie wyróżnia - tak było np. niedawno w Toruniu, na Motoarenie. Za to z pewnością tytuł wicemistrza Polski pozwoli na spore oczekiwania w kontekście przyszłorocznego kontraktu w lidze.

Wśród uczestników środowego finału byli jeszcze m.in. Grzegorz Zengota walczący o to, by w ogóle być w składzie swojej drużyny w trakcie meczów, I-ligowiec Dawid Stachyra, junior Damian Adamczak, walczący dla Rawicza Sławomir Musielak czy Tomasz Chrzanowski, którego w Gdańsku ostatnio prezes klubu nazwał wyjątkowo niewybrednie. Istne mistrzostwa Polski przeciętności.

Trochę żałosne, że w tym towarzystwie Adrian Miedziński - jeszcze niedawno zaprzeczenie owej ligowej przeciętności - zajął ledwie 9. miejsce. Miał 9 punktów (2, 1, d, 3, 3).

Mało - jak na klasę konkurentów i to, że jeszcze niedawno torunianin był traktowany jako przyszły lider reprezentacji Polski. Grand Prix od lat jest poza jego zasięgiem, wypadł z kadry narodowej, w Unibaksie rozczarowuje. To, że Miedziński nie stanął na podium nawet w tak przeciętnym finale IMP, jest symbolicznym dowodem na to, jak bardzo popadł w polską ligową szarość.

Popadł, co nie oznacza, że nie można z niej wyjść. Miedziński nie jest Karolem Ząbikiem, którego żużlowy talent skutecznie storpedowały groźne kontuzje. Problem Miedzińskiego to raczej nadmierna wiara w to, że wszystko na żużlu można rozwiązać zmianami motocykla. Brak mu w tym sezonie stabilizacji, spokoju, konsekwencji - to wszystko powoduje, że w lidze zawodzi tak bardzo, że Unibax prawdopodobnie nie powalczy w play-off.

Nadzieja w tym, że ten sezon - jakże przeciętny! - będzie dla Miedzińskiego terapią wstrząsową.

Torunianin zbliża się już w tę fazę kariery, w której albo wybije się poza średnią krajową, albo ugrzęźnie w niej już na zawsze.

Jak potoczy się kariera Miedzińskiego?
Więcej o: