Kierownik Motoareny: Stadion jest czysty, mylicie się!

Motoarena Toruń żyje, nie jest brudna i dewastowana - twierdzi kierownik miejskiego stadionu żużlowego Marian Filipiak. Tak odpowiada na zarzuty stawiane przez ?Gazetę?. Na te mankamenty zwrócił też uwagę prezydent Torunia
Po tym, jak przed tygodniem opisaliśmy coraz gorszy stan Motoareny - niszczejąca zieleń, sprzężenia głośników, źle działający telebim, brudne krzesełka - Michał Zaleski przyznał, że również był tym zaniepokojony.

Nakazał wtedy Miejskiemu Ośrodkowi Sportu i Rekreacji rozwiązanie problemów ze stadionem.

Pracownik MOSiR, kierujący Motoareną Filipiak, twierdzi, że - wbrew temu, na co zwróciła uwagę "Gazeta" i Zaleski - obiekt wcale "nie niszczeje i nie jest brudny". W swoim oświadczeniu pisze: "Jest poddawany bieżącym przeglądom technicznym, częstym niezapowiedzianym kontrolom. Każdego dnia wiele osób dba o czystość. Motoarena Toruń bowiem nie tylko gości zawody żużlowe, koncerty i inne imprezy, ale udostępniana jest codziennie dla chętnych zwiedzających ten piękny obiekt".

Krytyczny opis Motoareny przedstawiony przez "Gazetę" - z którym później zgodził się Zaleski - nazywa "kłamstwem".

Filipiak w swoim oświadczeniu podkreśla, że 1 sierpnia "firma zewnętrzna, na naszą prośbę, dokonała przeglądu telebimu. Zaledwie pięć dni przed meczem (toruńskiego Unibaksu z PGE Marmą Rzeszów - red.) przeprowadzono przegląd nagłośnienia".

Jak ocenia kwestię porządku na stadionie?

"Czy kiedykolwiek pan redaktor zastanowił się, ile trwa posprzątanie, a zwłaszcza dokładne umycie i wytarcie ponad 15 tys. krzeseł na Motoarenie? Odpowiadam: 6 osób robi to przez 4 dni każdego tygodnia - czy jest mecz, czy go nie ma. Co zrobić, kiedy Unibax Toruń (wynajmujący Motoarenę klub żużlowy - red.) ma trening zazwyczaj w sobotę wieczorem, a w niedzielę udostępniamy klubowi cały obiekt na mecz? Poza tym jeden podmuch wiatru z suchego toru potrafi zakurzyć wszystkie siedzenia dolnych trybun w ciągu dwóch minut" - pisze w liście do redakcji toruńskiej "Gazety" Filipiak.

Zastrzega, że nadzorowany przez niego stadion przeszedł niedawno niezapowiedzianą kontrolę sanepidu, który nie stwierdził problemów, a "czystość bieżąca obiektu nie budziła zastrzeżeń".

Kierownik Motoareny pośrednio zgadza się z zarzutem uschniętej zieleni. Według Filipiaka trawy wewnątrz toru nie podlewano z premedytacją - ze względu na to, że w sobotę stworzono tam arenę zmagań motocrossowych. Dlatego cały teren - jak pisze kierownik Motoareny - "będzie podlegać renowacji".

Filipiak informuje też, że "cały obiekt, jak również zieleń, objęty jest jeszcze gwarancją, a firma, która dokonywała nasadzeń, już miesiąc temu została wezwana do usunięcia braków".