Mały pajączek pomógł w zdobyciu medalu na igrzyskach

Dzięki brązowemu medalowi z Londynu rozsławia teraz Bydgoszcz, ale urodziła się w Wąbrzeźnie, a trudy sportu poznawała najpierw w Wiśle Grudządz. Magdalena Fularczyk została pierwszą kobietą w historii tego miasta, która stanęła na podium olimpijskim.
Mały pajączek pomógł w zdobyciu medalu na igrzyskach

Oficjalnie Fularczyk w Londynie była przedstawicielką Lotto Bydgostii - wraz z Julią Michalską zdobyła brąz w dwójce podwójnej kobiet.

Gdy trafiła na pierwszy wioślarski trening Wisły miała 14 lat. Był rok 2000. Na Fularczyk od razu zwrócono uwagę. Ma dobre warunki fizyczne: ponad 170 cm wzrostu, długie ramiona. Po zaledwie roku treningów pod okiem szkoleniowca Wisły Krzysztofa Zielińskiego okazało się, że klub ma talent czystej wody. Fularczyk - silna, zdeterminowana, uosobienie sportowego profesjonalizmu - od razu dostała zaproszenie od Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Wałczu. Dwa lata po tym, jak przyszła na pierwszy trening w Grudziądzu, świętowała na Litwie zdobycie srebra w mistrzostwach świata juniorów.

Jej kariera układała się przeciwnie do charakteru. Michalska żartuje o Fularczyk, że ta jest marudna i nastawiona pesymistycznie. Jednak każdy rok startów dawał coraz więcej powodów do optymizmu. W 2009 r. w Poznaniu wioślarski duet wygrał mistrzostwa świata. Dwukrotnie świętował też srebro w mistrzostwach Europy. Przed startem w Londynie Fularczyk mówiła: - Nie chcę niczego obiecywać. Jedziemy do Anglii po dobry wynik. A jaki? Zobaczymy na mecie.

Teraz sama mówi, że brąz smakuje jak złoto.

Również dlatego, że na kilkaset metrów przed metą Fularczyk - startowała z blokadą przeciwbólową; odczuwała wcześniej potężny ból pleców - wręcz zasłabła. Tracąc świadomość, miała jeszcze przekazać Michalskiej, że "teraz płynie już sama". Michalska wie, że Fularczyk coś krzyczała. Co? Sama nie pamięta.



Teraz Fularczyk chce odpocząć od wioseł, a zająć się przygotowaniami do ślubu. Medal zadedykowała ojcu, który - jak mówi - igrzysk nie doczekał. Zmarł kilka miesięcy temu.

Już po skończonym wyścigu w Londynie grudziądzanka mówiła o "małym pajączku, który zagnieździł się w łódce". To dla niej był znak, że ojciec jest z nią również w trakcie wyścigu o olimpijski medal.