Film o Euro zirytował Toruń, ale "dobrze, że psioczą"

Awantura o film promocyjny na oficjalnej stronie Euro 2012 w Toruniu. Jego autorzy zapraszają Irlandczyków, promując tanie piwo i śmiejąc się z Polaków, stojących na zmywakach w irlandzkich knajpach. Film wzbudził protest setek osób na Facebooku. Co na to autorzy? - Takie czasy, że marketing musi być agresywny - mówią
Spot "Invitation For Irish fans" nakręcony jest w konwencji zbliżonej do quasi-reportaży, które w programie Szymona Majewskiego kręci Bilguun Ariunbaatar.

Na tle toruńskiej Starówki pojawia się bliżej nikomu nieznany reporter, który zaprasza irlandzkich kibiców, by spędzili Euro w Toruniu. Przekonuje ich m.in. argumentem, że tylu Polaków wyjechało już do Irlandii, że nawet nie poczują różnicy. Wypowiedź ilustruje filmik ukazujący chłopaka, stojącego na zmywaku i w kosmicznym tempie, dość fajtłapowato myjącego naczynia. Następnie słyszymy, że Irlandia ma kilku niezłych piłkarzy, któremu to stwierdzeniu towarzyszą fragmenty meczów z nieudanymi zagraniami oraz faulami irlandzkich zawodników. Puentą jest stwierdzenie, że w Irlandii pije się małe piwo za trzy euro (tu reporter wyjmuje butelkę), a w Polsce duże za jedno euro (na ławce staje odpowiednio większa flaszka).

Film pojawił się kilka dni temu na stronie www.2012.torun.pl, która jest oficjalną platformą miasta na czas Euro. Witrynę prowadzi firma Telewizja Internetowa KP Sport, której Urząd Miasta płaci za to 2 tys. zł miesięcznie. Pojawienie się materiału rozpętało w internecie burzę. Na Facebooku natychmiast utworzono stronę, skupiającą oburzonych poziomem spotu torunian gotowych podpisać list do władz miasta. W sumie zebrało się ich 737. - Na początku myślałem, że ten film to żart, ale kiedy okazało się, że zawisł na oficjalnej stronie miasta, stwierdziłem, że nie można tego tak zostawić - mówi Łukasz Ignasiński, twórca facebookowej rebelii przeciw filmowi. - Spot bazuje na stereotypach, które przy okazji Euro można by przełamywać, a tymczasem się je pogłębia. Obraża i Polaków, i Irlandczyków. Wiem, że oburzyła się już irlandzka Polonia i tamtejsze serwisy społecznościowe oraz media.

List do Urzędu Miasta z żądaniem wycofania spotu napisał radny Platformy Michał Rzymyszkiewicz.

Jeszcze w niedzielę film można było obejrzeć i na stronie miejskiej, i na You Tube. W poniedziałek zniknął. Odpowiedzialny za witrynę 2012.torun.pl szef magistrackiego Wydziału Sportu i Turystyki Jarosław Więckowski zaprzecza, jakoby jego usunięcie miało cokolwiek wspólnego z głosami sprzeciwu. - No, niestety nie udało mi się wszystkiego dopilnować. Pracownik po pierwszym obejrzeniu odesłał film do poprawki, ale potem go zaaprobował - mówi Więckowski - Jak tylko zobaczyłem ten materiał w piątek, od razu kazałem zdjąć ze strony. Co mogę powiedzieć? Bardzo mi przykro z powodu tej sytuacji. Rozważę, czy nie zerwać umowy z KP Sport po tym wszystkim.

- Kazał pan zdjąć film w piątek, a można było obejrzeć go jeszcze przez cały weekend. Wolno coś u was idzie wypełnianie poleceń służbowych - zauważam. - Ale pani jest złośliwa! - mówi z wyrzutem Więckowski. Zaznacza też, że za "Invitation for Irich Fans" KP Sport nie dostał dodatkowych pieniędzy od miasta.

Co na to KP Sport? - Wydawało się nam, że to będzie dość ciekawa promocja, chcieliśmy to zrobić w stylu Szymona Majewskiego - mówi Marek Siwik, współtwórca filmu. - Oczywiście wykonanie jest słabsze, bo nie mamy takiego zaplecza technicznego.

- Poprosiliście "Kobranockę" o zgodę na wykorzystanie ich piosenki "Kocham cię jak Irlandię"? - pytam. - Ale my użyliśmy tylko jednego wersu! - broni się Siwik, ale potem przyznaje: - No dobrze, możemy za to przeprosić na stronie.

- Torunianom spot się nie spodobał.

Siwik: - O spotkach innych miast też źle się mówi, krytykuje się piosenkę przewodnią Euro. Nie przejmujemy się tym. Chodziło nam o rozgłos. Czasem trzeba działać agresywnie. Powiem szczerze: taki był cel, żeby się o tym mówiło. Dobrze, że ludzie psioczą. Gdyby nie psioczyli, to by znaczyło, że nic się nie dzieje.

- Trochę to cyniczne, ale bardzo w duchu czasów - zauważam.

- Co robić, taka rzeczywistość - konstatuje Siwik i zapowiada kolejne filmy.

natalia.waloch@torun.agora.pl