Katorga. Oto dzień trzeciego olimpijskiego skiffisty w historii Polski

Zaczynam dzień ok. 7 rano. Mam ok. pół godziny - do 40 minut - biegu. Później śniadanie, długi trening na wodzie. Płynę 20 kilometrów. To ok. 1,45-2 godzin pracy. Rozciąganie, odpoczynek. Po dwóch godzinach kolejny trening - tak wygląda dzień Michała Słomy, sensacyjnego wioślarza AZS UMK Toruń
Sensacyjnego, bo tego, że zakwalifikuje się na tegoroczne igrzyska olimpijskie spodziewało się niewielu. Słoma będzie pierwszym toruńskim skiffistą na takiej imprezie i dopiero trzecim w historii Polski.

Paweł Rzekanowski: Dlaczego skiff uznaje się za najtrudniejszą kategorię wioślarską?

Michał Słoma: Może dlatego, że właściwie w każdym zakątku świata można znaleźć rodzynka, zawodnika bardzo mocnego fizycznie i psychicznie? Po prostu takiego, który będzie potrafił "przepychać" łódkę na wodzie. Pewnie dlatego jest tak prestiżowa. Osady buduje się latami, szkoleniem centralnym, dobierając do niej poszczególnych zawodników, by do siebie pasowali. A w jedynce potrzebna jest łódź, wiosła, silne ręce i silna wola.

A patrząc na to od strony czysto fizycznej? Ważniejsze jest silne, gotowe do wysiłku ciało, czy determinacja, głowa?

- W wioślarstwie pracuje wszystko. To ruch, ciągła praca. Nacisk jest kładziony na dosłownie każdy element. "Jedynka" jest najwolniejszą łódką, więc trzeba być przygotowanym bardzo dobrze fizycznie. A więc z jednej strony niezbędna jest moc, ale z drugiej - technika. W np. czteroosobowej osadzie trzeba się "zgrać". W "jedynce" problemu z tym nie ma, ale trzeba jak najlepiej wykorzystać wszystkie swoje atuty.

Zwykły dzień zawodowego wioślarza?

- Zaczynam go ok. 7 rano. Mam ok. pół godziny - do 40 minut - biegu. Później jem śniadanie i idę na długi trening na wodzie. Płynę 20 kilometrów. To ok. 1,45-2 godzin pracy. Następnie rozciąganie, odpoczynek. Po dwóch godzinach kolejny trening. To już zwykle albo siłownia, gdzie buduje się muskulaturę, albo trening specjalistyczny, przejazdy na wysokim tempie, bieg czy inne zajęcia uzupełniające.

Iście katorżnicza praca. Można znudzić się ciągle takim samym układem.

- Staram się to uatrakcyjnić. By nie wiosłować właściwie przez cały rok, biegam na nartach. To też fizycznie ciężkie, ale jest zupełnie inną formą ruchu.

Co takie treningi mogą dać na igrzyskach olimpijskich w Londynie?

- Myślę o sobie, nie porównuję się do innych. Chodzi o to, by to mi łódka płynęła jak najlepiej. Jeżeli płynie się w czasie np. 6:40, można wygrać z każdym. Jeżeli 6,50 - walczy się o miejsca 8-10. Teraz jest 4-5 zawodników będących bardzo z przodu. Ja jestem w kolejnej "dziesiątce". Sporo będzie zależało od dyspozycji dnia, trafienia z formą, odporności psychicznej. Niedawno w jednych zawodach przegrałem z Bułgarem o 0,03 sek. Później wygrałem z różnicą pięciu sekund.

W Londynie może zdarzyć się wszystko?

- Dokładnie. Są faworyci, ale będą po to, by ich pokonać. Zawsze zdarzają się "czarne konie". I mam nadzieję, że w Londynie to ja nim będę.