Legenda koszykówki na urlopie. "Indie? Inny świat"

Igor Griszczuk, bywający często w toruniu włocławianin - były zawodnik i trener Anwilu - po tym, jak wywalczył w sądzie zaległe 150 tys. zł wynagrodzenia nie pracuje, a odpoczywa. Ma za sobą wakacje w Indiach.
Był tam 18 dni. Pojechał m.in. do Nepalu. - Zobaczyliśmy inny świat, inną mentalność ludzi. Nigdy w tym czasie nie miałem okazji pojechać gdzieś, coś zobaczyć - bo zawsze miałem pracę - mówi Griszczuk w rozmowie z serwisem powiatwloclawski.pl.

W listopadzie ub. roku rozstrzygnęła się sądowa sprawa o wynagrodzenie między Griszczukiem a Anwilem Włocławek. Białorusin po tym, jak został zwolniony, poczuł się pokrzywdzony i postanowił dochodzić sprawiedliwości w toruńskim sądzie. A ten w czerwcu 2011 r.. rozstrzygnął spór na jego korzyść. W jego umowie z klubem był bowiem zapis, że można ją rozwiązać wyłącznie za porozumieniem stron. A zgody Griszczuka na to nie było. W tej sytuacji Anwil miałby prawo ją zerwać tylko w przypadku wystąpienia "ważnych powodów", o których mowa w art. 746 par. 3 Kodeksu cywilnego. Jednak zdaniem sądu nie można było zaliczyć do nich tych podawanych przez włocławian. Dlatego muszą wypłacić byłemu trenerowi odszkodowanie równe sumie, jaką jeszcze zarobiłby na rękę, wypełniając kontrakt (czyli od stycznia do maja 2011.).