Sport.pl

Żużlowiec zagubiony na Motoarenie. Płakać nie będzie

Jeśli na treningu będzie lepszy Karol Ząbik, jako pierwszy pobiegnę mu pogratulować, a w meczu będę trzymał kciuki za jego dobrą jazdę - mówi Zbigniew Czerwiński, który był największym zaskoczeniem Unibaksu w meczu z Lotosem Wybrzeżem.
Filip Łazowy: Sześć punktów w debiucie w drużynie Unibaksu to wynik, którego się pan spodziewał?

Zbigniew Czerwiński: Szczerze? To nic sobie nie zakładałem. Nie miałem przygotowanej w głowie ilości punktów, którą chciałbym zdobyć. Ale z tego dorobku bardzo się cieszę. Na pewno mogło być lepiej, ale w trzecim swoim biegu zatarł mi się silnik. Później przesiadłem się na drugi motocykl. Po tych nerwowych chwilach nie zdążyłem dopasować silnika do toru i było gorzej. Poza tym noga mi spadła z hala i musiałem ratować się przed tym, aby nie uderzyć w bandę. Chcę cieszyć się z jazdy na żużlu i swoją postawą nie przynosić wstydu. Jestem zadowolony z tego co zaprezentowałem.

Pulczyński wjeżdża w Sullivana, Ward i Holder atakują razem - co było akcją meczu Unibax-Lotos?

Czym Unibax przekonał pana do przejścia do Torunia? W Zielonej Górze są kłopoty kadrowe i odejście nie było konieczne.

- Ja sam żadnego telefonu z Unibaksu nie odbierałem. Wszystkimi sprawami zajmuje się Marcin Garcarek, któremu ufam i jemu powierzyłem kierowanie moją karierą. To dzięki niemu miałem wcześniej nowy silnik, to także mój przyjaciel. On powiedział, że mam się pakować i jechać do Torunia. Na temat klubu nic nie musiał podpowiadać. Wiadomo bowiem, że Unibax jest bardzo dobrze zorganizowany, to wzór profesjonalizmu. Nie było więc żadnych wątpliwości. Obaw przed zmianą klubu nie miałem. Chciałem pokazać się z dobrej strony i podziękować tym, którzy we mnie uwierzyli i dali mi szansę. Tak jest w Toruniu. A skąd akurat decyzja o tym, by postawić właśnie na mnie? Myślę, że Unibax zwrócił na mnie uwagę po meczu sparingowym w Ostrowie, gdzie w ekipie gospodarzy pojechałem jako gość. Spisałem się całkiem nieźle i chyba to zdecydowało o tym, że chcieli mnie później wypożyczyć z Zielonej Góry.

Ile treningów odbył pan na Motoarenie, by dobrze przygotować się do meczu z Lotosem Wybrzeże Gdańsk?

- W piątek przyjechałem do Torunia i już wtedy wyjechałem na tor. Na początku rewelacji nie było, ale z każdym kolejnym razem jechało mi się coraz lepiej. W sobotę bardzo dużo pomógł mi Chris Holder, który opowiadał o torze i pokazywał najszybsze ścieżki. To dało mi naprawdę wiele. Jechaliśmy też wspólnie co też okazało się niezwykle pomocne. Mogłem też liczyć na wsparcie Ryana Sullivana, którego znam jeszcze z czasów jak razem reprezentowaliśmy barwy Włókniarza Częstochowa. Australijczyk to dobry człowiek, a na toruńskim torze jest naprawdę znakomity.

Jak został pan przyjęty przez zespół Unibaksu?

- Byłem miło zaskoczony. Zarówno działacze jak i zawodnicy przyjęli mnie bardzo dobrze. Wszyscy pomagali, abym czuł się swobodnie. Już wcześniej wiedziałem, że Unibax to zespół złożony z wesołych i normalnych facetów. Teraz sam tego doświadczam. Po dwóch pierwszych biegach koledzy z drużyny gratulowali mi i poklepywali po plecach. To naprawdę miłe. To jeszcze bardziej mobilizuje mnie do tego, aby jeździć jak najlepiej. Jeszcze mam tylko problem z Motoareną. To piękny obiekt, na którym nie potrafię się do końca poruszać. Nie wiem jeszcze gdzie są jakie pomieszczenia. Ale wszystkiego się nauczę, tak samo jak tajników toruńskiego toru. Wszystko powinno przyjść z czasem.

Walczy pan o miejsce w składzie Unibaksu z dwoma wychowankami z Torunia. To na pewno nie jest łatwa sytuacja.

- Z jednej strony pewnie tak. Ale jeśli jest sport to jest też rywalizacja. Tutaj panuje zdrowa i normalna rywalizacja. Żyję w zgodzie ze wszystkimi zawodnikami i chciałbym aby było tak nadal. Jeśli na treningu będzie lepszy Karol Ząbik, jako pierwszy pobiegnę mu pogratulować, a w meczu będę trzymał kciuki za jego dobrą jazdę. Jesteśmy jedną drużyną i jedziemy na jednym wózku. Nie życzyłbym koledze źle, bo to tak samo jakbym sobie to robił. Dlatego jeśli nie będzie dla mnie miejsca w składzie to nie usiądę i nie będę płakał. Po prostu będę pracował jeszcze ciężej a wszystkim kolegom w parkingu pomagał na ile tylko będę mógł.

Więcej o: