Krzysztof Szablowski zmienia Anwil Włocławek na lepsze

Zwycięstwo nad mistrzami Polski, Asseco Prokomem Gdynia, nie jest przypadkowe - odkąd kujawskim zespołem kieruje nie Emir Mutapcić, a Krzysztof Szablewski, Anwil gra lepiej.
Od połowy lutego - wtedy Anwil zrezygnował ze współpracy z Mutapciciem - włocławski zespół m.in. wysoko wygrał z rozpędzonym pogromcą kilku mocnych ekip ligi Zastalem Zielona Góra, zaliczył nadzwyczaj cenne zwycięstwo na wyjeździe w Słupsku, a w sobotę zaskoczył stylem gry przeciwko Asseco Prokomowi Gdynia. Mistrzowie Polski zdobyli we Włocławku ledwie 55 punktów. Nie dlatego, że - jak twierdzi ich center Adam Hrycaniuk - zagrali na 70 proc. swoich możliwości. Jeśli rzeczywiście Asseco Prokom osiągnęło 70 proc. możliwości to tylko dlatego, że Anwil potrafił zmusić mistrzów do takiego poziomu.

To efekt gry zawodników, ale i tego, jak kieruje zespołem Szablowski.

W grze Anwilu - w przeciwieństwie do czasu pracy Mutapcicia - widać np. zmienną defensywę, próbę zaskoczenia rywala, narzucenia mu swojego stylu gry. Szablowski dobrze reaguje na wydarzenia na parkiecie, nieźle wybiera momenty, kiedy zespół potrzebuje przerwy na żądanie.

Jednak największym sukcesem Szablowskiego na razie jest umiejętność wyciśnięcia z zawodników tego, co w nich najlepsze. Z Asseco Anwil wygrał m.in. dzięki temu, że ograniczył swobodę gwiazdy mistrzów Polski, Donatasa Motiejunasa. Wysoki skrzydłowy gdynian miał wielkie problemy z grą przeciwko wypuszczonemu specjalnie na niego Seidowi Hajriciowi. Bośniak jest dużo niższy, ale silny i skoczny - potrafił zmusić Litwina do błędów (3/14 z gry). Szablowski jedną decyzją rozwiązał problem tego, jak pogodzić Hajricia i Corsley'a Edwardsa. Dwaj podkoszowi zwykle grali wymiennie. Najpierw Bośniak był rezerwowym Amerykanina - później odwrotnie. Szablowski postawił na obu jednocześnie i to się opłaciło.

Widać, że potrafi zmieniać nieco Edwardsa. Wydawało się, że chwilami rozkapryszony Amerykanin w końcówce sezonu będzie już niezbyt zaangażowany - szczególnie po tym, jak sprawiał wrażenie obrażonego za to, że został ograniczony do roli dublera. W meczu z Asseco Edwards zaskakiwał żywotnością, zaangażowaniem i - co jest szczególną niespodzianką - chęcią do walki w obronie.

Widać też, że Szablowski próbuje rozwiązać problem najsłabszego ogniwa w Anwilu. Na pozycji niskiego skrzydłowego w taktyce Mutapcicia wymieniać mieli się Łukasz Majewski i Bartłomiej Wołoszyn. Pierwszy zalicza wyjątkowo słaby sezon - zarówno w defensywie, jak i ataku, gdzie razi nieskutecznością. Wołoszyn wydaje się od niego nieco lepszy, ale też w konfrontacji ze skrzydłowymi konkurentów nie zachwyca. Szablowski coraz chętniej próbuje innych rozwiązań - np. wystawiając na tej pozycji Lawrence'a Kinnarda.