Gigant z Anwilu był czołgiem, a jest starym Fiatem 126p

?Na początku sezonu był wyśmienity. W środku rozgrywek humorzasty, ostatnio jest słaby, jak samego siebie dramatycznie słaby?.
Tak centra Anwilu Corsley'a Edwardsa ocenia Andrzej Korpalski, autor poświęconemu Amerykaninowi tekstowi w serwisie anwil.wloclawek.pl. Coraz więcej mediów zauważa to, co wskazywano już w Sport.pl - teoretycznie największy atut Anwilu staje się mu niepotrzebny .

Z kilku powodów. Edwardsa jest kim we Włocławku zastąpić - na takim samym poziomie statystycznym może grać Seid Hajrić, który jest znacznie lepszym obrońcą od łapiącego łatwe faule Amerykanina. Jest również lepszy pod względem manewrów podkoszowych. Kiedy Edwards bazuje głównie na swojej ogromnej sile i umiejętności przepchnięcia każdego ze swoich rywali, tak Hajrić lepiej czuje się w grze kombinacyjnej. Zmienia pozycje, jest ruchliwy, a nie unika przy tym również gry siłowej.



Edwards z problemami znosi to, że z gwiazdy drużyny staje się jej postacią drugoplanową. Niemal wszystkie spotkania sezonu zaczynał - póki zespół prowadził Emir Mutapcić - jako pierwszy center drużyny. Grywał sporo - często ponad 30 minut na mecz. Odkąd Anwil zaczął prowadzić Krzysztof Szablowski, rola Edwardsa zaczęła być redukowana. Teraz jest tylko dublerem, który wchodzi na kilkanaście minut w meczu.

Jak zauważa anwil.wloclawek.pl "humorzasta gwiazda nie jest zadowolona, że spadłą do roli rezerwowego (...). Amerykanin nigdy nie był w Anwilu tytanem defensywy, nie stawiał dobrych zasłon, a i zbiórek mógł mieć więcej. W ataku był jednak jak czołg . W dwóch ostatnich meczach był pod koszem co najwyżej jak stary Fiat 126p".

Czy Anwil powinien negocjować z Edwardsem kontrakt na przyszły sezon?