Odważny trener Anwilu spycha drogą gwiazdę w cień

To nie był udany debiut nowego prezesa koszykarzy Anwilu Włocławek. Wydawało się, że zespół wyszedł z poważnego kryzysu i może walczyć o medale mistrzostw Polski, ale porażka z PGE Turowem Zgorzelec stawia to pod znakiem zapytania.
W Hali Mistrzów goście rozstrzelali gospodarzy trafiając aż 13 z 22 rzutów z dystansu. Za trzy punkty PGE Turów miał lepszą (59) skuteczność niż za 2 (47) i za 1 (50)! Świetnie grał w nim obrońca Ronald Moore, który rozdał aż 11 asyst - m.in. do Damiana Kuliga. Czołowy polski podkoszowy bez problemu oszukiwał defensywę Anwilu.

Robił to m.in. dzięki temu, że wysocy gracze włocławian - za wyjątkiem Seida Hajricia - grali źle. Najgorzej - Corsley Edwards. Potężny środkowy Anwilu był jego wielkim atutem na początku sezonu, ale teraz zawodzi oczekiwania - nie tylko kibiców, ale i trenera Krzysztofa Szablowskiego.

Ten wygląda na szkoleniowca, który nie obawia się niepopularnych decyzji. Odsunął Edwardsa od podstawowego składu, więc Amerykanin jest tylko rezerwowym i to grającym niewiele. Przeciwko PGE Turowowi był na parkiecie przez zaledwie 15 minut. Wcześniej w Słupsku w spotkaniu z Energą - zaliczył ledwie 13. Średnia minut z całego sezonu to 26.

Anwil - PGE Turów 72:83

Kwarty: 25:22, 15:26, 19:13, 13:22

Anwil: Hajrić 14, Szubarga 13, Berisha 12 (1), Kinnard 9 (1), Allen 2 oraz Harrington 11 (2), Edwards 6, Lewis 3 (1), Wołoszyn 2, Majewski 0.