Czy zarząd hokeistów obraził się na Dołęgę?

To dla mnie trudne mecze. Nie życzę chłopakom z Torunia spadku z ligi. Chciałbym, żebyśmy teraz ich pokonali, ale później będę trzymał kciuki za to, by się utrzymali - o rywalizacji z Nestą mówi hokeista Zagłębia Sosnowiec Jarosław Dołęga. Kilka lat temu był nadzieją tej dyscypliny w Toruniu.
Filip Łazowy: Jak się gra przeciwko kolegom, swojej byłej drużynie - i to w rywalizacji o utrzymanie w lidze?

Jarosław Dołęga: Normalnie. Jestem profesjonalistą, gram dla Zagłębia. Nie może być mowy o sentymencie. Kiedy wychodzę na lód, chcę zagrać jak najlepiej dla swojego zespołu i pomóc mu w zwycięstwie. Nie ma dla mnie znaczenia przeciwko komu gram.

Jednak pańskie akcje mogą przesądzić o degradacji Nesty, mogą zaważyć na przyszłości hokeja w Toruniu.

- To faktycznie jest trudne. Patrzę na Toruń z sentymentem. Pamiętam dobrze czasy, kiedy grałem dla TKH. Nie życzę chłopakom z Torunia spadku z ligi. Nie chciałbym tego. Najlepiej, byśmy teraz pokonali Nestę Karawelę. Jednak później będę trzymał kciuki za kolegów, by wygrali decydującą batalię o utrzymanie w PLH.

W pierwszym meczu obu drużyn to pana trafienie było decydujące.

- Chyba tak. W pierwszej tercji oba zespoły się "badały". Mieliśmy okazję do zdobycia gola, ale torunianie też mieli swoje szanse. Na początku drugiej tercji udało mi się trafić do siatki. Wydaje mi się, że to był przełomowy moment meczu. Kiedy strzeliliśmy trzecią bramkę, rywale jakby pogodzili się z porażką. Wynik 5:0 zupełnie nie odzwierciedla tego co się działo na lodzie. Spotkanie było bardzo wyrównane.

Faworytem tej rywalizacji jest Zagłębie. Jednak w ostatnich tygodniach w lepszej formie byli podopieczni Jaroslava Lehockiego. Nesta Karawela wygrała nawet ostatni mecz w fazie zasadniczej 6:3 w Sosnowcu.

- Tamten wynik nie miał dla nas większego znaczenia. Bardziej zależało nam na tym, by wszyscy byli zdrowi, byśmy w pełnym składzie wystartowali w play-out. Trzeba przyznać, że dobra forma torunian nie była przypadkiem. Bardzo obawialiśmy się pierwszego meczu. Jednak to dopiero początek, a wygrać trzeba aż cztery pojedynki. W Toruniu będzie nam znacznie trudniej o sukces. Sam wiem jak to się gra w tym mieście przed własną publicznością.

Jak oceniają teraz pana kibice w Toruniu?

- Mam tutaj cały czas rodzinę i wielu przyjaciół. Wiele osób rozumie, że jestem zawodnikiem Zagłębia i powinienem grać jak najlepiej potrafię. Nie będą mieli mi za złe jeśli znowu strzelę bramki.

Na początku sezonu chciał pan grać w Toruniu. Jednak trener Wiesław Walicki i działacze stanowczo odmówili.

- Rzeczywiście - doszło do takiej sytuacji. Kiedy na początku rozgrywek w Sosnowcu były kłopoty finansowe, chciałem wrócić do Torunia. Rozmawiałem z hokeistami z tego klubu. Wiem, że cieszyliby się, gdybym wrócił. Tak samo było z kibicami. Wiadomo, że nie wszyscy mnie lubią, ale większość chciała bym znów reprezentował barwy Torunia. A zarząd? Chyba się chyba na mnie obraził i odmówił. Szkoda.

Czy zarząd toruńskiego klubu powinien zatrudnić Dołęgę w przyszłości?