Sport.pl

Żużlowe rakiety od babci gotowe na niedzielę

Ile można wygrywać? - zastanawia się czasami Sławomir Drabik. Żużlowiec, który pamięta czasy toruńskiej dominacji Wojciecha Żabiałowicza ciągle uwielbia się ścigać. Na torze już raczej przegrywa, na lodzie - zwycięża. Jutro będzie faworytem zawodów żużlowych na tafli toruńskiego Tor-Toru.
Drabik czasami żartuje, że "sam już nie wie, co ma robić, by rywale na lodzie go dogonili".

- Może po drodze złapię jakąś gumę? - mówi z przymrużeniem oka. Przyznaje, że do takich zawodów, jak niedzielne na Tor-Torze, podchodzi bez presji. Przed rokiem - tradycyjnie w swoim stylu - nieco kpił: - Co się mam spinać? Babcia robi mi moje rakiety, a ja tylko oglądam telewizję. Dzwoniła, że już czekają gotowe na strychu, więc w Toruniu powinienem być w dobrej formie.

Zagrozić może mu Adrian Miedziński - na niego najbardziej będą liczyć kibice z Torunia. Po niedawnych zawodach w Częstochowie mówił: - Mam taki silnik, który leży sobie w kącie i wkładam go na turniej lodowy. Od czterech lat praktycznie nic z nim nie robię. Wiadomo, że odstaję od Sławka - on i Artur Czaja są szybsi.

Wśród uczestników niedzielnych zawodów będą jeszcze m.in. menedżer Unibaksu Toruń Mirosław Kowalik, Grzegorz Walasek, Patryk Dudek i właśnie Czaja. Tradycyjnie nie będzie za to gwiazd żużla, Tomasza Golloba i Jarosława Hampela. Oni regularnie rezygnują z rywalizacji na lodzie. Mają być gośćmi honorowymi na trybunach.

Zimowy żużel jest niemniej atrakcyjny niż ten tradycyjny. Na torze zawodnicy pędzą z zawrotną prędkością. Na zmrożonej tafli jadą wolniej, ale zadanie wcale nie jest łatwiejsze - przecież trudniej utrzymać równowagę. Na czym polega urok lodowej odmiany żużla? Rywalizacja ma podobne zasady - też jest wyścig na dystansie czterech okrążeń. Jednak zawodnicy walczą już na innych oponach niż przy tradycyjnej odmianie "czarnego sportu". Zwykle wkręcają w nie metalowe śruby, które pomagają im utrzymać równowagę na śliskiej nawierzchni. Kolce są długie - sięgają nawet 3 cm. Skutek jest taki, że zawodnicy nie osiągają identycznych prędkości jak na tradycyjnej nawierzchni. Mimo to, rywalizacja na tafli częściej kończy się upadkami. Kolce mogą wtedy ranić zawodników.

Żużel na lodzie ma historię równie długą jak jego tradycyjna odmiana. Pierwsze wyścigi rozgrywano w Skandynawii już w latach 20. ubiegłego stulecia. Po wojnie potęgą w tej dyscyplinie został Związek Radziecki, a później Rosja. Początkowo startowano na zamarzniętych jeziorach, morzach oraz rzekach. Później sport przeniósł się na tereny zamknięte - tworzono specjalne tory na stadionach lekkoatletycznych. W przeszłości bandy stanowił zebrany śnieg. Obecnie częściej wykorzystuje się już nadmuchiwaną ochronę dla zawodników. W przeszłości również śnieg służył do wyznaczania wewnętrznej części toru - teraz stosuje się do tego kolorowe pachołki. Polacy mają niewielkie doświadczenie w tym lodo-żużlu. W latach 60. bracia Rajmund i Norbert Świtałowie zdołali nawet awansować do finału IMŚ, ale nie udało im się odegrać w nim znaczącej roli. Kilkanaście lat temu w Warszawie przeprowadzono mistrzostwa świata w żużlu lodowym. Zawody na Stegnach zostały jednak zdominowane przez Rosjan. W turnieju nie wziął udziału żaden Polak, z biało-czerwoną flagą startowali za to zawodnicy pochodzący zza wschodniej granicy, bracia Jurij i Walery Iwanowowie.

Początek zawodów w niedzielę o g. 17.

Więcej o: