Śmierć żużlowca owiana tajemnicą. Dlaczego?

Szukam prawdy o jego śmierci - mówi ?Gazecie? Małgorzata Raniszewska, córka tragicznie zmarłego Zbigniewa Raniszewskiego - jednego z symboli żużlowego Torunia.
Były reprezentant Stali był też przez wiele lat związany z klubem z Bydgoszczy. Tam, w plebiscycie "Gazety" na bydgoską drużynę wszech czasów zajął drugie miejsce w głosowaniu kibiców. Więcej wskazań niż Raniszewski miał jedynie Tomasz Gollob.



Rozmowa z Małgorzatą Raniszewską

Wojciech Borakiewicz: Kibice pamiętają o pani ojcu Zbigniewie Raniszewskim, choć od jego śmierci minęło już 55 lat. W naszym plebiscycie ustąpił miejsca tylko Tomaszowi Gollobowi.

Małgorzata Raniszewska: Cieszę się, że kibice żużla pamiętają o moim tacie. Nie chodzi przecież o to, że to mój ojciec, ale jego śmierć jest częścią polskiej historii.

Dramatyczna jest to historia. Sławomir Wojciechowski, który pisał książkę o dziejach Polonii, podkreślał rolę Zbigniewa Raniszewskiego na początku całej historii żużlowej drużyny w Bydgoszczy. Bez niego nie byłoby pierwszego awansu do ligi i może w ogóle całej Polonii.

- Wiem i się cieszę, że chociaż wy jesteście i pamiętacie. My także pamiętamy. Założyliśmy stronę internetową, na której informujemy, co robimy w sprawie wyjaśnienia okoliczności śmierci, a czego niestety nie możemy zrobić z powodu różnych przeszkód. Jesteśmy sami, bezradni i nie możemy liczyć w tym kraju na nikogo.

A co musiałoby się zmienić, żeby ta sytuacja, o której pan mówi, się poprawiła?

- Wie pan, co musiałoby się zmienić? Polski Związek Motorowy. Od pięćdziesięciu ponad lat jest w nim tak samo. Nie możemy dostać żadnych dokumentów związanych z wypadkiem. Brak jest jakiejkolwiek informacji i próby kontaktu. Żaden list polecony, a było ich kilka, nie doczekał się odpowiedzi. Nie pomaga wysyłanie próśb e-mailem. Ciągle zero odpowiedzi ze strony PZMot., tak jakbyśmy nie istnieli. To jest jedna sprawa, a druga dotyczy filmu, na którym widać, jak zginął mój ojciec w Austrii na torze.

Oglądałem fragmenty, które są umieszczone w internecie.



- To właśnie to nagranie. Próbujemy przez polską ambasadę w Wiedniu dotrzeć do archiwów austriackiej kroniki filmowej. Wiemy, kto ten film nakręcił. Niestety, nie ma nikogo - choć niby się wszystko u nas w kraju zmieniło - kto chciałby nam pomóc. Mam żal, jestem rozgoryczona. To wszystko jest nie fair w stosunku do nas. Nie mam nikogo, z kim można by porozmawiać i po prostu podałby rękę. Zdaję sobie sprawę, że po przeszło 50 latach już nic się nie zmieni, ale chodzi po prostu o całą prawdę.

Ciągle szuka jej pani?

- Nie rezygnuję, chociaż nie jest to proste wobec postawy władz PZMot., który się zamyka i nie odpowiada na nasze pytania. Wiadomo, że ten film jest i skoro już wyszedł na światło dzienne, chcemy go mieć w całości. 55 lat temu moja mama miała tylko niewyraźne zdjęcia z gazety. To były jedyne dowody w tej sprawie. A przecież ten film był, i nie tylko on. Znaleźliśmy austriacką gazetę, w której były zrobione zdjęcia stadionu przed zawodami, w których zginął mój ojciec. To wszystko istniało.

A jakaś odpowiedź ze strony austriackiej dotarła do pani?

- Pojawiła się szansa, kiedy w ambasadzie zaczął pracować pewien pan, który się podjął pomóc mi w dotarciu do austriackich kronik filmowych. Wykazał chęci, podobno napisał do firmy zawiadującej tymi kronikami. Po miesiącu przestał już pracować i sprawa się urwała. Trzeba próbować wszystko od nowa. I nadal to robię.



Zbigniew Raniszewski

Ur. w 1927 r. Był pierwszym słynnym toruńskim żużlowcem. Karierę zaczynał na bieżni, która otaczała boisko Pomorzanina przy ul. Bema. Później przeniósł się do klubu z Bydgoszczy. Zginął tragicznie w 1956 r. podczas zawodów w Wiedniu. Na torze stały betonowe schody na trybuny. Wjechał wprost pod nie. Zginął na miejscu.

opr. r