Sport.pl

Trener koszykarzy zdaje I-ligowy egzamin

Są pomysły na zespół, dobre decyzje kadrowe i umiejętność eksponowania toruńskich przewag przy jednoczesnym ukrywaniu wad drużyny. Grzegorz Sowiński, trener I-ligowego Polskiego Cukru / SIDEn zdaje sprawdzian w nowych realiach.
Prowadził toruński gdy ten nie miał wielkich pieniędzy ani zawodowych koszykarzy. Teraz pierwszy raz ma okazję prowadzić drużynę w realiach I ligi, która jest nadzwyczaj mocna i wyrównana. To zaplecze ekstraklasy pełne zawodników niedawno grających w elicie. Nie brakuje nawet tych, którzy byli całkiem niedawno brani pod uwagę w kontekście kadry narodowej.

Sowiński w takim towarzystwie jako trener debiutuje. Po trzech meczach sezonu nie mam wątpliwości - w dobrym stylu.

Zespół prowadzi z pomysłem. Dobrze wyselekcjonował grupę ludzi, która nieźle się uzupełnia. Środowy mecz z AZS Szczecin pokazał, że nie trzyma się ustalonych schematów. To, że PC / SIDEn wygrał to efekt wprowadzanych zmian - obniżenia składu, zauważenia przez Sowińskiego, że Przemysław Lewandowski ma przewagę szybkości nad wysokimi graczami rywali, którym z kolei jest w stanie sprostać w obronie.

Miło widzieć, że choć Sowiński gra wąskim zestawieniem - zwykle ośmioma zawodnikami - nie ma na ławce rezerwowych nerwowości. Dublerzy akceptują swoją rolę wiedząc, że przydadzą się do konkretnych zadań. Tak, jak Tomasz Tlałka, cichy bohater środowego meczu. Demonem ataku bynajmniej nie jest, za to w obronie swoją aktywnością, szybkością i walecznością zadziwia. To nie przypadek, że w zaciętej końcówce - gdy trzeba było piłkę wyrwać rywalom - Sowiński wprowadził właśnie jego.

Warto, będąc na meczach w hali przy ul. Grunwaldzkiej, zwrócić uwagę na współpracę trenera i jego doświadczonych zawodników. Uwagę kibiców zwracają zazwyczaj uwagi, jakie Sowiński wymienia z sędziami. Niepotrzebnie, to sprawa drugorzędna. Znacznie ciekawszą jest to, jak ustala z Lewandowskim czy rozgrywającym zespołu, Łukaszem Żytko, rozegranie kolejnych akcji albo ustawienie w obronie. To, że zespół czasami popełnia błędy nie wynika z jego nieprzygotowania. W meczu z AZS słychać było głośne komentarze Sowińskiego, który wskazywał swoim zawodnikom, że rywale mijają zwykle tylko w prawo (za wyjątkiem leworęcznego Macieja Raczyńskiego) i nie należy nabierać się na ich zwody pod koszem, ponieważ właśnie w ten sposób poprzedzają swoje rzuty. Sowiński trafnie rozszyfrował elementy gry AZS. Zawodnicy kilka razy o uwagach zapomnieli.

W sobotę torunianie grają mecz w Kutnie z AZS, z którym przegrali w ub. sezonie batalię o awans do I ligi. Trafili do niej po barażu. I oni, i Sowiński mają do wyrównania porachunki.

Więcej o: