W sobotę wielkie ściganie Amerykanina na Motoarenie

Greg Hancock ucieka, Jarosław Hampel goni, Tomasz Gollob walczy z kryzysem, a skandynawsko-australijska grupa pościgowa ma nadzieję na błędy liderów. Jutro żużlowe Grand Prix w Toruniu. To będzie turniej, który może przesądzić o podziale medali w mistrzostwach świata
Wystarczy, by Greg Hancock - lider klasyfikacji mający teraz aż 22 punkty przewagi nad drugim Jarosławem Hampelem - był lepszy i od niego, i od trzeciego Tomasza Golloba, a już będzie mógł przymierzać realnie myśleć o mistrzostwie świata.

Można jednak tę sytuację odwrócić. Wystarczy, by Hancock zawiódł, a Hampel i Gollob są w stanie nadrobić do niego większość punktów.

Historia przemawia za Polakami. W ubiegłym sezonie Gollob wygrał zawody na Motoarenie z kompletem zwycięstw i całkowicie dominując na torze. Hampel też stanął na podium.

Natomiast Hancock na torze w Toruniu sobie nie radził. Nie awansował do półfinału. Zawody skończył na części zasadniczej ledwo gromadząc sześć punktów i nie wygrywając nawet jednego wyścigu.

- Gollob lubi tor w Toruniu. Myślę, że jest faworytem sobotnich zawodów. Jeśli nie teraz, to kiedy? - zastanawia się w serwisie kadry narodowej polskizuzel.pl trener reprezentacji Marek Cieślak. Szkoleniowiec podkreśla, że mało realne jest, by Gollob zaliczył kolejny nieudany turniej. Tych nazbierało się w tym sezonie już sporo. Mistrz świata zawiódł w tym roku w Cardiff, Terenzano i ostatnio w Malilli - to spowodowało, że spadł na trzecie miejsce w klasyfikacji.

Drugi jest Hampel. Cieślak wskazuje, że dzięki połączeniu bardzo szybkich startów i dobrze przygotowanego sprzętu, na Motoarenie powinien czuć się idealnie. Szymański podkreśla, że w tym sezonie siłą Hampela jest stabilizacja. - Od lat współpracuje z tymi samymi ludźmi. Koncentruje się wyłącznie na żużlu, wiele pracuje i nad sobą, i własnym sprzętem. To później widać po wynikach - mówi przewodniczący Głównej Komisji Sportu Żużlowego w Polsce.

Wyniki Hampela mogą zrobić wrażenie na każdym z rywali - łącznie z Gollobem i Hancockiem. W trzech ostatnich meczach polskiej ligi ma średnią biegopunktową 2,72. W szwedzkiej Elitserien, także w ostatnich tygodniach jest ona bardzo wysoka - 2,40. W Grand Prix najpierw udało mu się awansować do półfinału w Terenzano, a dwa tygodnie temu zwyciężyć w Malilli po ataku na Andreasa Jonssona, który mógłby kandydować do najbardziej efektownych akcji w historii Grand Prix. W serwisie exidegp.pl mówi o swojej rywalizacji z Hancockiem: - 22 punkty (przewagi Amerykanina - red.) to sporo, Greg ciężko pracował na taki wynik w ostatnich miesiącach. Ja musze nadrabiać straty. Taką szansę daje jazda w finałach. 22 punkty są do odrobienia.

Hampel będzie faworytem w walce o finał ze względu na formę. Hancock jeździ stabilnie i pewnie. Gollob ma szanse na triumf ze względu na historię. Jest zwycięzcą ubiegłorocznych zawodów i rekordzistą toruńskiego obiektu. - Myślę, że konkurencja zaczęła ostatnio szybciej jeździć. W związku z tym poczyniłem następne kroki w poszukiwaniu optymalnego rozwiązania. Wydaje mi się, że jest teraz lepiej, a one w Toruniu okażą się szybsze - mówi w wywiadzie dla "Gazety", który opublikujemy w niej oraz w serwisie torun.gazeta.pl w sobotnim wydaniu.

Tych, którzy mogą im przeszkodzić jest wielu.

Andreas Jonsson w dwóch ostatnich turniejach imponował szybkością. W Malilli przegrał finał na finiszu z Hampelem, w Terenzano zwyciężył i dzięki tym rezultatom ma szansę na medal mistrzostw świata. Nieobliczalni na Motoarenie będą Jason Crump oraz Emil Sajfutdinow.

Torunianie liczą na Chrisa Holdera. Australijczyk na początku sezonu w Grand Prix wydawał się jednym z kandydatów do medali, ale później zaczęły się jego problemy. Punkty tracił i ze względu na słabszą formę, i po błędach arbitrów. Sobotni tor zna najlepiej ze wszystkich żużlowców Grand Prix.

Do Torunia na pewno przyjedzie Nicki Pedersen. Duńczyk w tym tygodniu był częściej w gabinetach lekarskich niż na torze - odwołał wszystkie swoje starty, za to sporo konsultował się z medykami. W poniedziałek upadł podczas meczu ligi angielskiej i miał wątpliwości, czy będzie w stanie ścigać się na Motoarenie ze względu na uraz kolana. Z Wysp poleciał do sprawdzonego duńskiego instytutu, gdzie poddał się szczegółowym badaniom. W duńskich mediach tłumaczył kilka dni temu: - Nie mogę się poruszać. Jak mam w takiej sytuacji jeździć?

Ostatecznie Pedersen potwierdził jednak, że przyjedzie do Torunia i będzie dziś na oficjalnym treningu przed zawodami.

Zabraknie za to jednego z Polaków. Absencja Janusza Kołodzieja to zaskoczenie. Reprezentant Polski w ostatnich meczach ligowych i imprezach indywidualnych spisywał się koszmarnie, ale nie zgłaszał żadnych problemów ze zdrowiem. Na początku tego tygodnia trafił do szpitala na rutynowe badania. - Nawet sam nie wiem, co się stało. Szkoda, że ten sezon dla Janusza jest pod względem Grand Prix nieudany - mówi przewodniczący Głównej Komisji Sportu Żużlowego, Piotr Szymański. W środę wieczorem zapadła decyzja, że w Toruniu Kołodzieja zabraknie. Zastąpi go Magnus Zetterstroem.

Kibice przyzwyczajeni do tego, jak wygląda Motoarena podczas meczów ligowych, mogą być zaskoczeni. Zmieniły się reklamy na bandach - dominują teraz na nich te eksponowane przez organizatorów cyklu Grand Prix. Powstało także efektowne podium dla najlepszych zawodników toruńskiej imprezy. W parku maszyn ustawiono osiemnaście boksów - według aktualnej klasyfikacji w Grand Prix - dla żużlowców, którzy będą ścigać się w sobotni wieczór.



GP w sobotę o g. 19, transmisja w Canal_ od g. 18.30.