Sport.pl

Żużlowa dzikość Warda na Motoarenie

To już oficjalne i przesądzone: 27 sierpnia w turnieju Speedway Grand Prix w Toruniu pojedzie nie Adrian Miedziński, a Darcy Ward. Australijczyk otrzymał dziką kartę, co uznawane jest za jedną z największych kontrowersji w historii cyklu
Organizatorzy - toruński magistrat oraz klub Unibax - mieli inne plany w związku z wolnym miejscem wśród uczestników sierpniowej imprezy na Motoarenie.

Dziką kartę ponownie otrzymać miał Adrian Miedziński. Byłoby to zgodne z niepisaną tradycją, według której organizatorzy zawodów Grand Prix mają prawo do wystawienia lokalnego zawodnika, którego obecność przyciągałaby kibiców.

W Toruniu plany w związku z występem w Grand Prix snuł i Miedziński, i prezes żużlowców Unibaksu Wojciech Stępniewski, i szef magistrackiego wydziału sportu Jarosław Więckowski. Nie wiedzieli o tym, że jeszcze przed rozpoczęciem sezonu szef Polskiego Związku Motorowego Andrzej Witkowski zakulisowo ustalił z zagranicznymi organizatorami GP inne rozwiązanie - stałą kartę na ten sezon otrzymał Janusz Kołodziej, a w zamian w polskich turniejach mogliby być zapraszani obcokrajowcy. Z tego prawa skorzystano w Toruniu.

Kiedy "Gazeta" ujawniła, że to nie Miedziński, a Ward otrzyma dziką kartę, w żużlowym środowisku zawrzało. Zirytowany takim rozwiązaniem był trener kadry narodowej Marek Cieślak, zdziwiony Stępniewski, a wyjaśnień w piśmie do angielskiej firmy BSI - ona sprzedaje prawa do GP - domagał się prezydent Torunia Michał Zaleski. W serwisie społecznościowym Facebook kibice żużla zaczęli akcję popierającą przyznanie dzikiej karty Miedzińskiemu - bez skutku.

We wtorek na oficjalnej stronie internetowej Grand Prix ogłoszono oficjalnie, że zaproszenie do Torunia otrzyma Ward. Ten już wcześniej w kuluarowych rozmowach sprawiał wrażenie pewnego tego, iż dostanie dziką kartę.

BSI stawia na Warda ze względu na to, że indywidualny mistrz świata juniorów nie ma szans na okazjonalny start np. w swoim kraju. W Australii nie organizuje się zawodów Grand Prix, więc żużlowcy tego państwa mają możliwość rywalizacji z najlepszymi na świecie tylko w przypadku awansu do grona uczestników. To Wardowi się na razie nie udało.

Australijczyk jest wymieniany wśród głównych kandydatów do otrzymania dzikiej karty na wszystkie zawody w 2012 r. Turniej w Toruniu miałby być dla niego ważnym sprawdzianem na tle światowej czołówki.

Motoarenę Ward zna doskonale. Formalnie jest związany kontraktem z Unibaksem, ale w tym sezonie został wypożyczony do gdańskiego Wybrzeża. W ub. sezonie reprezentował jednak klub z Torunia.

Czekamy na opinie

Czy Toruń - jako organizator turnieju Grand Prix - może czuć się poszkodowany? E-mail: redakcja@torun.agora.pl

Więcej o: